Rodzi się klasa średnia?

Co ja bredzę: klasa średnia przecież jest już od dawna! Wystarczy zajść do bardziej trendziastej restauracji, obejrzeć domy na obrzeżach Budapesztu, zajrzeć do jakiejś miejscowości na północnym brzegu Balatonu czy popatrzeć na lotnisku na oczekujących na lot gdzieś na daleki wschód by się przekonać, że klasa średnia jak najbardziej istnieje.

Jest tak i zarazem tak nie jest. Nie ma wątpliwości, że mamy tu warstwę ludzi, którym się nieźle powodzi. To te wszystkie domy, samochody, restauracje i podróże. Co więcej, nad stworzeniem i wzmocnieniem tej grupy społecznej deklaratywnie trudzi (obecnie mniej, kiedyś więcej) rząd. W dużej mierze ta grupa, a raczej jednostki w jej skład wchodzące, zachowuje się egoistycznie starając się powiększyć swój dobrobyt nie przejmując się innymi, a ściślej ignorując tych co są niżej, i zazdroszcząc tym co mają więcej.

I jeśli coś się zmienia to to, że chyba zaczyna się pojawiać wrażenie odpowiedzialności za sprawy wspólne. Wrażenie, jak piszę, mogę się mylić, ale to co ostatnio widzę może być początkiem trendu. Zauważyłem mianowicie, że coraz więcej ludzi wspiera materialnie różne społeczne i polityczne inicjatywy, a jest to coś co dotąd było raczej domeną zagranicznych fundacji. Ewentualnie przekazywało się jeden procent podatku – i tyle.

Nie ma tu na myśli jedynie demonstracji (np. tej), na które ostatnio głównie chodzi klasa średnia i które organizowane są składkowo: zwołanie przez facebooku, finansowanie przez zbiórkę w trakcie. Chodzi o głębsze w charakterze zjawisko. Organizacje społeczne coraz częściej z sukcesem apelują o wsparcie do swoich zwolenników. Rozpoczął to przed dwoma laty Węgierski Klub Rowerowy stawiając sobie za cel zebranie bodajże trzech tysięcy członków by mieć wystarczające wsparcie dla swojej działalności (ma ich teraz 1828).

Nieprzypadkowo pierwsza na to zdecydowała się organizacja działająca w ramach fantastycznie popularnego ruchu rowerowego. Teraz przyłączają się inne, bardziej polityczne grupy. I tak Átlátszó.hu, z sukcesem, rozpoczęła kampanię budowania bazy 4000 osób, które każdego miesiąca przekazałyby po 1000 forintów na tę organizację. Obecnie jest ich 1774.

Taki K-Monitor (“K” od korupcji) zbiera celowo: wspólnie z Hosszúlépés, grupą organizującą przechadzki miejskie, zbiera pieniądze na utworzenie nowej trasy śladami budynków, z którymi się łączą różne afery korupcyjne. Potrzebują pół miliona, mają 121 tysięcy.

kmonitor1

K-Monitor zbiera na stronie adjukossze.hu (zrzućmysię.hu)

Prawdziwy blitzkrieg fundraisingowy przeprowadził instytut badań społecznych Tárki. Od 1990 wydają oni co dwa lata Társadalmi Riport (Raport społeczny) omawiający społeczne i gospodarcze trendy. Raport przez lata wspierały kolejne rządy, ale dwa lata temu Orbán odmówił finansowania. Wtedy udało się jakoś wydać raport ale w tym roku wobec ponownego braku poparcia Tárki ogłosił, że raportu nie będzie. Pojawiło się jednak tyle głosów nawołujących do wydania raportu, że instytut zdecydował się otworzyć stronę internetową dla zbierania wpłat na publikację. Potrzebną kwotą było pięć milionów, w dwa tygodnie zebrano ich ponad sześć. Nadeszło w sumie 70 przelewów, 59 od osób prywatnych, 11 od firm. Pięćdziesiąt pięć z nich opiewało na sumę niższą niż 20 000, 9 na kwotę pomiędzy 20 000 a 100 000, ponadto pięciu wspierających wpłaciło pół miliona lub więcej.

Te pieniądze wpłacają przedstawiciele naszej klasy średniej. Dotąd zajęci gromadzeniem swoich majątków, egoistyczni i zwykle politycznie ostrożni czyżby zaczęli się przekształcać w klasę średnią z prawdziwego zdarzenia czyli taką, która bierze odpowiedzialność, wykazuje inicjatywę i zamiast czekać na łaskę rządu domaga się swoich praw?