Odbył się właśnie tutaj finał WOŚP-u – po raz piąty w Budapeszcie, a tak w ogóle po raz trzydziesty trzeci – i zmienił moje postrzeganie tej akcji.
Wszyscy wiemy o chodzi w kampanii Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy chodzi: to impreza charytatywna, zbieramy pieniądze na sprzęt medyczny, zwykle dla dzieci. Czyli jasna sprawa: my dajemy coś komuś. Zrozumiałem jednak, że nie jest to do końca tak.
O tym zaraz, na razie o samym finale. Odbył się w barze Kispolszki (właściciel Imre, Węgier, użyczył na imprezę przestrzeni) w ostatnią sobotę. Rozpoczął się programem dla dzieci, w ramach którego mogły one, między innymi, wyklejać z papieru modele Malucha.
Potem nastąpiła Wojna Majonezów. Wiemy wszyscy, że naród polski jest głęboko podzielony. Antagonizm między zwolennikami PiS-u i PO to betka w porównaniu z podziałem na wyznawców zupy pomidorowej z ryżem bądź też makaronem czy też właśnie fanów majonezu Kieleckiego albo z Winiar. Ta ostatnia linia podziału stała się podstawą Wojny.
W bufecie pojawiły się dwie tace z kanapkami z pastą jajeczną, na każdej z nich kanapki wykonane z innym majonezem. Udział w Wojnie polegał na jedzeniu kanapek z ulubionym majonezem. Spustoszenie tacy z danym majonezem oznaczać miało jego zwycięstwo.
Mimo, że żadna z tac nie opustoszała do końca wojny, przewaga majonezu Kieleckiego była wyraźna, to on został ogłoszony zwycięzcą.
Wojnę umijała nam muzyka. Pani Teresa grała na akordeonie klasyczne polskie piosenki, akompaniowały jej Ania, Ela i Sara na gitarach, ze śpiewaniem było nieco gorzej. Cały czas działał bufet oraz można było kupować rzeczy wystawione w ramach sklepiku z serduszkiem.
Muzykantki
Po wojnie nastąpiła aukcja – gwóźdź programu. Miałem przyjemność (to wyrażenie to nie kurtuazja tutaj) prowadzić ją wraz z Ewą. Lista licytowanych pozycji była jak zwykle szeroka. Były tam przedmioty – rzecz jasna, oba majonezy – książki, na przykład Norman Davies po węgiersku, wina, piwa – w tym i zestaw zaoferowany przez Kispolszki, czekoladki, domowe kiełbasy, ręcznie wykonane broszka czy też kolczyki, płyty, spinki, pierogi, ręczne robótki, filiżanka z Bolesławca, a także sesja fotograficzna, karnet na Zumbę, porady psychologiczne, przechadzka po Budapeszcie oraz kolacja z Jarkiem Bajaczykiem, dyrektorem Instytutu Polskiego. W ostatniej chwili jakiś chłopak przyniósł chlebek bananowy w formie w kształcie serca (do licytacji bez formy, poszedł za 10 000 forintów). Były też WOŚP-owe gadżety – koszulki, kalendarzyki, breloczki, itp.
Aukcja – jak zawsze zresztą – mnie zadziwiła. Odbyła się w pozytywnej atmosferze, zabawa jak rzadko mimo, że chodziło w niej o wylicytowanie przedmiotów zwykle sporo powyżej ich rynkowej wartości. Przepłacaliśmy więc bardzo wesoło. Poszły w zasadzie wszystkie pozycje, wliczając w to koszulki WOŚP-u, jedna z nich za 25 000 forintów czyli 250 złotych.
Warto wspomnieć, że poza finałem zbiórki do WOŚP-owych puszek odbyły się w stowarzyszeniu Bema, obu szkołach polskich, w Instytucie Polskim w trakcie niedawnego wernisażu Tamary Lempickiej oraz w trakcie wieczorku polskiego w Kispolszki tydzień przed finałem. W szkole przy ambasadzie przez tydzień trwał orkiestrowy kiermasz, w szkole przy samorządzie zbiórkę prowadzono przy okazji książki.
Miło, że WOŚP wsparły ambasada oraz Instytut Polski oferując przedmioty na aukcję, jak zawsze włączył się samorząd XX dzielnicy. Lexmark International Technology Hungária Kft. i Összefogás az Alapjogokért Alapítvány, a Versenyképességi Műhely – Egyetemi Tehetséggondozó Program működtetője pomogły z zaopatrzeniem bufetu i drukiem.
W sumie zebraliśmy coś ponad milion trzysta tysięcy forintów.
Wracając do mojego spostrzeżenia, że coś jest z WOŚP-em inaczej niż myślałem: trochę w trakcie finału, trochę po, trochę rozmawiając z Marzeną, główną (choć zdecydowanie nie jedyną!) sprężyną wydarzenia zrozumiałem, w sumie pewnie dość banalną rzecz, że w WOŚP-ie nie chodzi tylko o to, że my coś dajemy. WOŚP to masa pozytywnych emocji, których to my jesteśmy beneficjentami.
Jak pisałem, aukcja na przykład dała wszystkim uczestnikom masę frajdy. W trakcie wydarzenia ludzie się poznawali, nawiązały się przyjaźnie. Sam dodałem parę osób, dotąd zwykle znanych z widzenia na jakimś forum, do znajomych na facebooku. Ekipa muzyczna – pani Teresa i gitarzystki – umówiły się na wspólne muzykowanie w Bemie. Jeszcze na etapie organizacji trzy członkinie sztabu, tak na marginesie, większość ekipy organizującej to kobiety, pojechały razem do Warszawy do siedziby WOŚP-u poznać tam łudzi a przy okazji razem spędzić trochę czasu.
Jak ujęła to Marzena, nam, Polakom za granicą WOŚP pokazuje naszą siłę, buduje wspólnotę – choć jest to prawdą pewnie także dla Polaków z Polski.
Kiedy 10 grudnia Ágnes Turi i Géza Sáska podchodzili do gdańskiego pomnika poległych stoczniowców by złożyć tam kwiaty to nie było to zwyczajne protokolarne wydarzenie. Nadrabiali oni czterdziestoczteroletnie spóźnienie: kiedy próbowali to zrobić w 1980 roku, węgierskie władze zatrzymały ich na granicy, zabrały paszporty i nie pozwoliły na wyjazd do Polski. Wiedziano o nich, że są opozycjonistami, dodatkowo pogrążyły ich znalezione przy nich polskie adresy oraz „dwumetrowa tasiemka w kolorach narodowych”, której planowali użyć przy składaniu kwiatów pod tym pomnikiem.
Tym razem ich podróż przebiegła bez takich przygód, mimo, że znowu mieli przy sobie taką tasiemkę. Kwiaty złożyli w większym gronie: byli w nim nagrodzeni właśnie Medalem Wdzięczności przyznanymi im przez Europejskie Centrum Solidarność Węgrzy a także przedstawiciele ECS-u oraz gdańskiego konsultatu węgierskiego. Ten medal przyznawany jest cudzoziemcom, którzy pomagali Solidarności w latach 80-tych.
Większość grupy na medal zasłużyła organizacją nad Balatonem kolonii dla polskich dzieci w 1981 roku. Ówcześni opozycjoniści chcieli w ten sposób wyrazić poparcie dla Solidarności w Polsce, z którą współpracowali przy organizacji tego wydarzenia. Dzieci pochodzące z ubogich rodzin zostały wybrane przez region Mazowsze Solidarności. Zebrano pieniądze, potrzebny sprzęt, ktoś użyczył domu, ktoś inny samochodu, ktoś przyjął dzieci do swojego mieszkania.
Dla pozbawionych doświadczenia w dziedzinie organizacji wypoczynku dla dzieci oraz niedysponujących żadną infrastrukturą opozycjonistów zadanie nie było łatwe. Poza organizacją transportu – wymagane były indywidualne zaproszenia dla każdego uczestnika – musieli zapewnić im miejsce do spania zarówno nad Balatonem jak i w Budapeszcie, gdzie dzieci spędzały połowę czasu a także niezbędne przybory do spania czy jedzenia. Dom nad Balatonem użyczony przez jedną z osób popierających opozycję nie posiadał odpowiedniej kuchni, gotowanie odbywało się więc pod gołym niebiem. Ponieważ braki w zaopatrzeniu w Polsce były znane, wyżywienie starano się zapewnić dzieciom jak najlepsze, wliczając w to deficytowe wówczas tam mięso.
Warto dodać, że w tym czasie na Węgrzech szalała antypolska propaganda rządowa, której wielu ulegało. Tym niemniej organizatorzy kolonii często doświadczali życzliwości i pomocy ze strony mieszkańców wsi Kékkút, gdzie odbywała się główna, nadbalatońska część kolonii.
Próba organizacji kolonii w następnym roku już się nie powiodła. Władze tym razem były czujniejsze, na prośbę węgierskiej bezpieki w Warszawie uniemożliwiono zakup biletów dla dzieci na kolonie, zabrano im też paszporty. Zebrane pieniądze późniejszy ambasador Węgier w Polsce Ákos Engelmayer przekazał Towarzystwu Przyjaciół Dzieci na organizację kolonii na Mazurach.
Uroczystość wręczenia medali dramatycznie zwiększyła liczbę nagrodzonych tym odznaczeniem Węgrów – obecnie jest ich w sumie 32. Oto lista nagrodzonych organizatorów kolonii:
Tamás Erőss, pośmiertnie | architekt, wspierał opozycję
Grácia Kerényi, pośmiertnie | poetka i tłumaczka polskiej literatury, więźniarka Auschwitz, przyjaciółka Polski, działaczka opozycji
György Krassó, pośmiertnie | ekonomista, opozycjonista, uczestnik powstania 1956, więzień polityczny, twórca samizdatowego wydawnictwa Magyar Október, w latach 80. pracownik sekcji węgierskiej BBC, partner Ágnes Háy
Gabriella Lengyel, pośmiertnie | socjolożka, współtwórczyni, potem aktywistka niezależnej organizacji pomagającej ubogim SZETA
Magda Matolay, pośmiertnie | filozofka i socjolożka, współtwórczyni niezależnej organizacji pomagającej ubogim SZETA, współpracowniczka prasy podziemnej
András Nagy, pośmiertnie | socjolog i publicysta, współpracownik podziemnego, a potem legalnie wydawanego pisma „Beszélő”
Mária/Maya Nagy, pośmiertnie | przedszkolanka, działaczka opozycji, żona Györgya Petri
Éva Pap | absolwentka polonistyki, studentka Grácii Kerényi (poetki, tłumaczki, popularyzatorki i badaczki literatury polskiej), tłumaczka z polskiego, działaczka opozycji
György Petri, pośmiertnie | poeta, tłumacz i dziennikarz, działacz opozycji, redaktor podziemnego pisma „Beszélő”, mąż Marii/Mayi Nagy
László Rajk, pośmiertnie | awangardowy architekt, działacz opozycji, współzałożyciel podziemnego wydawnictwa AB Független Kiadó, po upadku komunizmu poseł do parlamentu
Judit Ruppenthal | architektka, działaczka opozycji
Géza Sáska | specjalista od edukacji, działacz opozycji, po upadku komunizmu dyrektor gimnazjum, mąż Ágnes Turi
Ottilia Solt, pośmiertnie | socjolożka, współtwórczyni, potem aktywistka niezależnej organizacji pomagającej ubogim SZETA, po upadku komunizmu posłanka do parlamentu
Miklós Sulyok | matematyk, podziemny wydawca, twórca samizdatowego czasopisma „Napló”, a potem wydawca, m.in. książek Milana Kundery po węgiersku
Ágnes Turi | biochemiczka, działaczka opozycji, żona Gézy Sáski
Anna Wessely | socjolożka, historyczka sztuki, wspomagała opozycję.
Wraz z nimi medal dostali również profesor István Kovács, profesor Csaba Gy. Kiss,Iván Bába oraz Attila Szalai (pośmiertnie), współpracownicy opozycji w Polsce. Jedynie ten pierwszy był w stanie odebrać go osobiście.
Samą uroczystość poprzedzało zwiedzanie wystawy stałej w Centrum, po której oprowadzał Lew Zacharczyszyn, zastępca dyrektora do sprawpełnomocnik dyrektora do spraw polsko-ukraińskiej solidarności, sam posiadacz medalu. Odznaczenie wręczał Bogdan Borusewicz, jedna z legend Solidarności, potem, przez dziesięć lat, marszałek Senatu. Odbierali je obecni organizatorzy kolonii lub, w przypadku nieżyjących, członkowie ich rodzin czy przyjaciele. Na uroczystości pojawił się też Géza Buda, jeden z organizatorów kolonii, który, tak jak i Gábor Demszky, medal otrzymał wcześniej.
Zwiedzanie wystawyZwiedzanie wystawy, zdjęcie Łukasz Głowała, Europejski Centrum SolidarnościMedale czekające na rozdanie, zdjęcie Łukasz Głowała, Europejskie Centrum SolidarnościW trakcie uroczystości, od lewej Bogdan Borusewicz i Basil Kerski, dyrektor ECS, zdjęcie Łukasz Głowała, Europejskie Centrum SolidarnościNagrodzony profesor István Kovács, zdjęcie Łukasz Głowała, Europejskie Centrum SolidarnościÁgnes Turi, Miklós Sulyok, Éva Pap i Anna Petri, odbierająca medal za ojca, zdjęcie Łukasz Głowała, Europejskie Centrum SolidarnościZ medalami za organizację kolonii, zdjęcie Łukasz Głowała, Europejskie Centrum SolidarnościWszyscy uczestnicy uroczystości, zdjęcie Łukasz Głowała, Europejskie Centrum SolidarnościSkładanie kwiatów, zdjęcie Łukasz Głowała, Europejskie Centrum SolidarnościCzterdzieści cztery lata później: Géza Sáska i Ágnes Turi z kwiatami i wstążką w barwach narodowych pod pomnikiem
Poparcie Węgrów dla Solidarności w latach osiemdziesiątych nie było zjawiskiem masowym takim jak propolskie sympatie obecne w trakcie rewolucji 1956 roku czy też wcześniej serdeczne przyjęcie polskich uchodźców w 1939 ale i tak warto pamiętać o tych może nie tak licznych ale jakże istotnych Węgrach, którzy i wtedy pomagali Polsce kiedy większość społeczeństwa odnosiła się do tego kraju obojętnie albo nawet wrogo.
Ale tak na prawdę na temat hunexitu. Bo choć formalnie tematem jest nowa polityka gospodarcza to w wielu pytaniach pojawia zła Bruksela, której przeciwstawia się walczący o interesy kraju rząd Węgier. Te „konsultacje” swoimi manipulowanymi pytaniami (zwracam uwagę na innowacyjne użycie trójkącików skierowanych w górę przy przedstawianiu stanowiska rządu i w dół stanowiska jemu przeciwnemu, w tekście polskim próbowałem oddać to strzałeczkami) przygotowując grunt pod hunexit.
Tłumaczę ten kolejny przykład propagandowej manipulacji bo to zawsze ciekawe dokumenty (posty na temat wcześniejszych „konsultacji” można znaleźć tu).
Warto może dodać, że rząd, który właśnie „konsultuje” z obywatelami nową politykę gospodarczą, która ma przynieść „wzrost gospodarczy przekraczający średnią unijną” na dany moment może pochwalić się najgorszym (w dodatku ujemnym) w Unii wzrostem w trzecim kwartale tego roku (na razie bez danych z Chorwacji, Danii, Grecji, Luksemburga i Malty), w skali roku gorzej wypada tylko Łotwa. Unijna średnia jest daleko ale nie z tej strony.
Wzrost gospodarczy w krajach Unii Europejskiej w trzecim kwartale 2024 roku (bez danych z Chorwacji, Danii, Grecji, Luksemburga i Malty), źródło 444.huWzrost gospodarczy w krajach Unii Europejskiej w skali rocznej 2024 roku (bez danych z Chorwacji, Danii, Grecji, Luksemburga i Malty), źródło 444.hu
Zapraszam do lektury!
List od Viktora Orbána załączony do konsultacji:
Drogi Rodaku!
Zwracam się do Państwa by poprosić o opinię w bardzo ważnych kwestiach, które bezpośrednio dotyczą życia Węgrów. Musimy wspólnie zdecydować o nowej polityce gospodarczej!
Europa stoi na krawędzi kolejnej zimnej wojny gospodarczej. Zamiast pokojowej współpracy Bruksela chce wojny handlowej. Opowiada się za całkowitą likwidacją stosunków gospodarczych ze wschodem, przede wszystkim z Chinami i Rosją.
Bruksela chce wciągnąć także Węgry w tę wojnę handlową. Chce, żebyśmy zrzekli się niezależności ekonomicznej. Wiemy, z czym to się wiąże. Błędne sankcje, kryzys energetyczny, wysoka inflacja, gwałtownie rosnące ceny żywności. Nie chcemy tego nigdy więcej.
Węgry potrzebują neutralnej polityki gospodarczej. Musimy współpracować i handlować zarówno ze wschodem, jak i zachodem. W ten sposób Węgry mogą osiągnąć wzrost gospodarczy przekraczający średnią unijną. Tylko w ten sposób możliwe będzie podniesienie płac, pomoc małym i średnim firmom, wsparcie dostępu młodych ludzi do mieszkań i podjęcie dalszych działań na rzecz poprawy sytuacji ekonomicznej Węgrów.
Decyzja jest w naszych rękach. Proszę o wzięcie udziału w konsultacjach krajowych i wyrażenie swojej opinii na temat nowej polityki gospodarczej.
Jeśli zgoda między nami będzie wystarczająco mocna i ponownie się zjednoczymy, wówczas będziemy w stanie oprzeć się naciskom zewnętrznym i wtedy, Węgry zrobią to!
Z poważaniem,
Viktor Orbán Premier Węgier
A oto i sam kwestionariusz:
Węgry to zrobią!
Konsultacje narodowe o nowej polityce gospodarczej
1. NEUTRALNOŚĆ EKONOMICZNA
↓ Bruksela rozpoczęła wojnę handlową z krajami Wschodu, przede wszystkim Chinami i Rosją. Ich zdaniem wszystkie kraje UE powinny przyłączyć się do ogłoszonej polityki sankcji i kar handlowych, nawet jeśli przyniesie to szkody gospodarce danego kraju.
↑ Rząd, z drugiej strony, uważa, że Węgry powinny zachować neutralność gospodarczą i nie przyłączać się do zapowiadanej przez Brukselę wojny handlowej. W ten sposób w węgierskiej gospodarce można osiągnąć wzrost gospodarczy przekraczający średnią unijną.
Co Pan/Pani uważa?
A. Potrzebna jest neutralność gospodarcza.
B. Wojna handlowa jest uzasadniona, Węgry też powinny się do niej przyłączyć.
2. NOWA POLITYKA GOSPODARCZA
↓ Bruksela twierdzi, że przy tworzeniu nowej polityki gospodarczej Węgry we wszystkich istotnych kwestiach powinny podążać za Unią Europejską, i w gospodarce wolno jej kopiować jedynie zachodnie wzorce.
↑ Z drugiej strony, zdaniem rządu, Węgry powinny podążać własną drogą, z Zachodu i Wschodu należy przyjmować jedynie to, co użyteczne i rozsądne. Należy odrzucić wszystko, co mogłoby zaszkodzić Węgrom, nawet jeśli pochodziłoby od naszych sojuszników.
Co Pan/Pani uważa?
A. Węgry powinny pójść własną drogą.
B. We wszystkich sprawach należy naśladować Brukselę, w gospodarce można przyjmować jedynie zachodnie wzory
3. WSPARCIE MAŁYCH I ŚREDNICH PRZEDSIĘBIORSTW
↑ Międzynarodowe firmy na całym świecie chcą uzyskiwać coraz większe dodatkowe zyski, chcą zdominować coraz większą część gospodarki, wypierając lokalne przedsiębiorstwa.
↓ Z drugiej strony, zdaniem rządu węgierskiego, krajowe małe i średnie przedsiębiorstwa należy wspierać nowymi narzędziami. Potrzebny jest zastrzyk kapitałowy w sposób dostępny dla wszystkich małych i średnich przedsiębiorstw.
Co Pan/Pani uważa?
A. Istnieje potrzeba dotacji kapitałowych dla węgierskich małych i średnich przedsiębiorstw.
B. Nie ma potrzeby udzielania dotacji kapitałowych, przedsiębiorstwa mają wystarczającą ilość dostępnych kredytów
4. REGULACJA MIĘDZYNARODOWYCH KORPORACJI
↓ Bruksela sprzeciwia się podejmowaniu przez rząd węgierski działań przeciwko firmom handlowym i międzynarodowym korporacjom, które jednostronnie podnoszą ceny i nadużywają swojej pozycji.
↑ Z drugiej strony, zdaniem rządu, Węgry mają prawo chronić własnych obywateli przed korporacjami, która nadużywają swojej pozycji.
Co Pan/Pani uważa?
A. Należy karać międzynarodowe korporacje, które nadużywają swojej pozycji.
B. Węgry muszą zaakceptować zasady brukselskie i nie mogą używać własnych środków przeciwko międzynarodowym firmom.
5. PROGRAM PODWYŻEK PŁAC
↓ Niektórzy uważają, że nie ma potrzeby nowego porozumienia w sprawie programu podwyżek, firmy powinny same decydować o wysokości wynagrodzeń.
↑ Z drugiej strony, zdaniem rządu, powinno zostać zawarte nowe porozumienie z pracodawcami i pracownikami w sprawie wieloletniego programu podwyżek płac w oparciu o wzrost gospodarczy. Zatem płacę minimalną wynoszącą czterysta tysięcy forintów i średnią płacę wynoszącą milion forintów należy osiągnąć w przewidywalny sposób.
Co Pan/Pani uważa?
A. Istnieje potrzeba wprowadzenia programu podwyżek płac w oparciu o nową umowę.
B. Nie ma potrzeby zawierania nowej umowy, firmy powinny same decydować o płacach.
6. KREDYT DLA MŁODYCH LUDZI WCHODZĄCYCH NA RYNEK PRACY
↓ Niektórzy uważają, że nie jest potrzebny kolejny program kredytowy dla młodych ludzi, że wystarczą kredyty studenckie.
↑ Zgodnie ze stanowiskiem rządu, podobnie jak w przypadku kredytów studenckich, także młodzi ludzie podejmujący pracę powinni otrzymać pożyczki o zerowym oprocentowaniu. Kredyt na pierwszą pracę pomoże młodym ludziom rozpocząć życie.
Co Pan/Pani uważa?
A. Potrzeba kredytów dla młodych ludzi wchodzących na rynek pracy.
B. Kredyty studenckie są wystarczające.
7. WSPARCIE MIESZKANIOWE
↓ Niektórzy uważają, że dotowanie mieszkań pracowniczych leży w interesie firm, więc rząd nie powinien się w to wtrącać.
↑ Z drugiej strony rząd uważa, że firmom należy przyznać ulgę podatkową, jeśli dokładają się do kosztów mieszkania swoich pracowników. Powinna istnieć także możliwość wykorzystania karty SZÉP do remontu domu.
Co Pan/Pani uważa?
A. Rząd powinien wspierać ulgami podatkowymi dopłaty firm do czynszów swoich pracowników. Powinna być możliwość wykorzystania karty SZÉP do remontu domu.
B. Rząd nie powinien zapewniać firmom zachęt podatkowych w przypadku dotowania kosztów mieszkania pracowników.
8. WSPARCIE DLA MIESZKAŃ DLA MŁODYCH LUDZI
↓ Są tacy, którzy uważają, że nie ma potrzeby podejmowania nowych działań pomagających młodym ludziom w uzyskaniu własnego mieszkania poza programem CSOK Plusz.
↑ Rząd uważa natomiast, że należy wspierać budowę nowych akademików, a młodym ludziom kupującym pierwsze mieszkanie należy zapewnić preferencyjny kredyt mieszkaniowy z oprocentowaniem 5%.
Co Pan/Pani uważa?
A. Istnieje potrzeba budowy nowych akademików i zapewnienia młodym ludziom preferencyjnego kredytu z oprocentowaniem 5%.
B. CSOK Plus jest wystarczającym wsparciem.
9. TRZYNASTA EMERYTURA
↓ Bruksela żąda od rządu węgierskiego zniesienia trzynastej emerytury.
↑ Rząd odrzuca żądanie Brukseli. Zdaniem rządu, w nadchodzących latach trzynasta emerytura powinna uzyskać charakter permanentny.
Co Pan/Pani uważa?
A. Konieczne jest nadanie trzynastej emeryturze charakteru stałego.
B. Nie ma potrzeby trzynastej emerytury.
10. RODZINNE ULGI PODATKOWE
↓ Europa znajduje się w poważnym kryzysie demograficznym. Zamiast wspierać europejskie rodziny, Bruksela nadal widzi rozwiązanie w migracji.
↑ Rząd węgierski natomiast za najważniejsze uważa wsparcie węgierskich rodzin. Dlatego też, jego zdaniem, wsparcie dla rodzin wychowujących dzieci powinno być kontynuowane i zwiększane także w ramach nowej polityki gospodarczej. Konieczne jest podwojenie ulg podatkowych na dzieci.
Co Pan/Pani uważa?
A. Konieczne jest podwojenie ulg podatkowych na dzieci.
B. Należy raczej wspierać migrację.
11. ODRZUCENIE KARY MIGRACYJNEJ
↓ Zgodnie z decyzją Europejskiego Trybunału Węgry muszą płacić karę w wysokości miliona euro dziennie za nieotwieranie swoich granic dla imigrantów.
↑ Rząd natomiast uważa, że zamiast karać nasz kraj, Bruksela powinna zaakceptować fakt, że Węgry nie uczestniczą w centralnej polityce migracyjnej, czyli obowiązkowym przyjmowaniu i dystrybucji imigrantów.
Co Pan/Pani uważa?
A. Kara jest oburzająca, a Węgry mają prawo powstrzymać się od przyjmowania i dytrybucji imigrantów.
B. Węgry muszą zaakceptować politykę migracyjną Brukseli.
Wyjaśnienia:
-Karta SZÉP to karta, na którą pracodawcy mogą przelewać część wygrodzenia, która nie podlega opodatkowaniu. Rząd określa cele, na które można wydawać pieniądze z tej karty, obecnie to czas wolny, turystyka krajowa, posiłki.
-CSOK to rządowy program preferencyjnych kredytów mieszkaniowych dla rodzin z dziećmi
Węgry zrobią to! głosi billboard, „konsultacje” propagowane są także na ulicach. Skojarzenia z Syzyfem są niczym nieuzasadnione.
Mamy tu ostatnio wysyp filmów o szkołach w roli głównej. Najpierw Bez powietrza (Elfogy a levegő), o którym pisałem kiedyś, potem głośne Wyjaśnienie wszystkiego (Magyarázat mindenre) a teraz Czarny punkt (Fekete pont). Co istotne, wszystkie filmy krytycznie przedstawiające szkołę, są niezależne (tylko piewszy z nich dostał państwowe finansowanie w ramach konkursu na pierwszy film, drugi finansował, między innymi, … słowacki fundusz filmowy a trzeci powstał w pełni dzięki prywatnym źródłom finansowania), wszystkie pokazując szkołę opowiedają o obecnym społeczeństwie.
Troszkę o dwóch ostatnich filmach. W Wyjaśnieniu wszystkiego mamy słabego ucznia, który niezdany egzamin maturalny zwala na to, że przyszedł na niego z kokardą w barwach narodowych w klapie marynarki. Takie kokardy są tradycyjnie noszone 15 marca, na rocznicę powstania 1848 roku, ostanio stały się symbolem zawłaszczonym przez prawicę. Egzaminujący go nauczyciel miał z powodu tej kokardy go szykanować i uwalić.
Uczeń robi to ze strachu przed autorytarnym ojcem, zwolennikiem Fideszu. Nauczyciel jest przedstawicielem liberalnej inteligencji. Dochodzi do ich spotkania i gorącej dyskusji, która, rzecz oczywista, nie kończy się dobrze. Sama scena jest unikalna bo w węgierskich filmach rzadko spotyka się kwestie społeczne a już tym bardziej polityczne.
Czarny punkt z kolei opowiada historię chłopca Palkó, który przenosi się wraz z mamą z Berlina do Budapesztu, gdzie trafia do przeciętnej, osiedlowej szkoły. Przychodzi z zewnątrz, jest inny bo przywykł do innej szkoły i ta jego konfrontacja z węgierską rzeczywistością umożliwia świeże spojrzenie na to, do czego pewnie wszyscy jesteśmy przywykli, pozwala na zdziwienie się tym co dobrze znamy.
Już na początku roku szkolnego siada na ziemi podczas uroczystości. Czy słabo ci? pytają podbiegający szybko dorośli. Nie, po prostu nudzę się, pada zaskakująca odpowiedź.
Dalej jest już tylko gorzej. Film pokazuje całą gamę sytuacji typowych dla świata szkoły: wkuwanie, zatraszanie, wciąganie uczniów w system opresji, zabijanie ciekawości, oziębłość a końcu przemoc werbalną ale nawet i fizyczną.
Niewinne figle i niewielkie uchybienia dyscyplinie szkolnej powodują postępowaniem dyscyplinarnym wobec Palkó, który nie wytrzymuje atmosfery szkoły i wycofuje się: przestaje mówić, chowa się przed kolegami z klasy. W końcu ucieka na drzewo, które po tym jak go stamtąd ściągną strażycy, zostanie ścięte podkreślając niemożliwość ucieczki.
Nie wszyscy nauczyciele są częścią systemu opresji. Najważniejszą z nich jest pani Juci, młoda nauczycielka, która do klasy Palkó trafia zastępując wychowawczynię, Dla niej ważne jest by zainteresować uczniów tym czego mają się uczyć, nie stosuje drylu, do którego tak chętnie uciekają się inni nauczyciele. Widzi, że Palkó ma problem próbuje mu pomóc. Ale – tak jak i on – przegrywa, system okazuje się być silniejszy.
Ksiądz Gergő Bese najpierw stał się znany jako bardzo bliska rządzącemu Fideszowi gwiazda katolickiego duchowieństwa a potem jako aktywny homoseksualista i uczestnik gejowskich orgii. Szczegóły tej historii zebrała ładnie Marzena Jagielska w tekście na portalu Prosto z Budapesztu.
Sprawa ma wątek polski: ksiądz Bese wielokrotnie manifestował przyjaźń wobec Polski i Polaków, w tym i tutejszej polonii, o czym świadczy szereg tekstów wzmiankujących jego w Polonii Węgierskiej. Za swoją działalność w 2021 roku uhonorowany został przez Ogólnokrajowy Samorząd Polski nagrodą Za Zasługi dla Węgierskiej Polonii. Ks. Gergő Bese, czytamy w Polonii Węgierskiej, jest Węgrem, ale wczesnych lat młodzieńczych bliskie są mu sprawy polskie. Jest niestrudzonym orędownikiem polskiej kultury chrześcijańskiej wśród węgierskiej młodzieży. Prowadzi wykłady na temat powiązań polsko-węgierskich w aspekcie historycznym, religijnym i kulturowym. Podczas pielgrzymek i wycieczek stara się promować Polskę i kult Matki Boskiej Częstochowskiej. Od szeregu lat utrzymuje bliskie kontakty z osiadłą na Węgrzech Polonią. Wcześniej, w 2016 roku, w ambasadzie otrzymał Złoty Krzyż Zasługi, wśród jego zasług wymieniono organizację wycieczek szkolnych do Polski, a także wyjazd dużej grupy młodzieży na Światowe Dni Młodzieży w Krakowie.
No i kłopot, co z tym robić z tym teraz, bo gejowska aktywność księdza Bese nie jest za bardzo kompatybilna z jego statusem duchownego, który w dodatku jest tak blisko walczącemu z LGBT Fideszowi.
Ciekaw jestem jak zareagują Ogólnokrajowy Samorząd Polski no i urząd prezydenta RP, który przyznaje Krzyże Zasługi. Te instytucje mogą nie zrobić nic uznając być może, że zasług księdza nie podważa ostatni skandal, albo mogą spróbować odebrać mu te odznaczenia. Jeśli tak, to pytanie czy zrobią dlatego, że jest gejem czy też, że jest zakłamany i dlatego niewiarygodny, bo te dwa podejścia to zdecydowanie nie jest to samo.
***
Szukając informacji na temat księdza Bese trafiłem na tę fotografię.
Ksiądz Bese z flagą przed Rosyjskim Ośrodkiem Kulturalnym w Budapeszcie, źródło: X
Zamieścił ją na swoim Twitterze / X Szabolcs Panyi, węgierski dziennikarz, nie podając jednak jej źródła. Zrobił to 6 września kiedy wybuchł skandal. Daily News Hungary, które też opublikowało fotografię, jako źródło podało facebook księdza, gdzie jednak obecnie znaleźć jej nie można. Nie wiemy na pewno skąd pochodzi ani kiedy powstała, ale ponieważ Szabolcs Panyi jest jednym z bardziej szanowanych tutaj dziennikarzy śledczych, uważam, że jest autentyczna.
Jeśli faktycznie to zdjęcie widniało na facebooku księdza jeszcze 6 września tego roku, czyli wtedy też nie widział on problemu z obnoszeniem się z prorosyjską postawą, to jak na przyjaciela Polaków nie wygląda to dobrze.
Częścią planu [Żełeńskiego] jest, że po zwycięstwie na froncie wschodnim Ukraina podejmuje się, zastąpiwszy Amerykanów swoją własną, wzmocnioną armią, gwarantować bezpieczeństwo Europy. Czy też, że któregoś ranka, my, Węgrzy, obudziwszy się zobaczymy, że znowu na terenie Węgier stacjonują słowiańskie wojska, które przybyły ze wschodu. Tego nie chcemy!
po węgiersku:
A tervnek az is a része, hogy miután a keleti fronton megvan a győzelem, Ukrajna vállalja, hogy az amerikaiakat helyettesítve egész Európa biztonságát garantálja saját, megerősített hadseregével. Vagyis mi, magyarok egy reggel arra ébrednénk, hogy ismét keletről jött, szláv katonák állomásoznak Magyarország területén. Mi ezt nem akarjuk!
Pominę tu kwestię na ile rzetelnie w swoim przemówieniu Orbán streścił plan Żełeńskiego, chciałbym zatrzymać się przy wyrażeniu “słowiańscy żołnierze”. Zapewne chodziło mu o to, że zarówno żołnierze ukraińscy jaki i stacjonujący tu kiedyś żołnierze radzieccy to „słowianie”.
Uff, łatwo nie jest. Po pierwsze, nie wszyscy żołnierze radzieccy byli „słowianami” – w ZSRR Rosjanie, Ukraińcy i Białorusini, czyli „słowianie”, stanowili wszystkiego 70% mieszkańców tego kraju. Po drugie, pogląd, że podobieństwa ludzi używający języka z tej samej grupy językowej są większe niż różnice między nimi, oparte na tożsamości narodowej, konkretnym języku, kraju zamieszkania, to, delikatnie mówiąc, uproszczenie. Pobrzękuje w tym poglądzie rasizm.
Dla Orbána to jednak wszystko jeden pies. Ta manipulacja ma na celu postawienia znaku równości między Armią Czerwoną i NATO, w ramach którego trafiłyby tu wojska ukraińskie. I nieważne jest, że Armii Czerwonej nikt nie zapraszał a Węgry są w NATO na podstawie suwerennej decyzji i ewentualną decyzję o stanocjonowaniu obcych wojsk też podjęłyby suwerennie.
Nieważny jest też tu fakt, że wojska ukraińskie walczą z agresją Rosji odwołującej się do radzieckiego imperializmu, przed którym Węgry ma bronić NATO.
Sformułowanie Orbána to również pośrednie wsparcie narracji rosyjskiej, że Ukraińcy nie są odrębnym narodem a Małorusami, a sama wojna, jak to Orbán już kiedyś powiedział, to konflikt w ramach „słowiańszczyzny”, która z ilu by się nie składała państw, jako taka, sama stanowi jedność.
Węgrzy używają zbiorczego terminu „słowianie” także tam gdzie samym „słowianom”, czyli ludziom posługujący się językami słowiańskimi, by to do głowy nie przyszło. Przykłady, na które trafiłem obejmują tak absurdalne dla mnie koncepcje jak „słowiańscy kompozytorzy” czy też „słowiańskie piwa”.
Czy tylko mnie to dziwi?
Viktor Orbán wyraż swój sprzeciw wobec „słowiańskich żołnierzy przychodzących ze wschodu”, źródło: Telex
Odnoszę wrażenie jakby na Węgrzech od czasu 1956 roku Węgrzy do publicznych protestów podchodzili ostrożnie. Brak tu znanych z Polski wielkich buntów, wybuchów sprzeciwu społecznego wydaje się być relatywnie mniej, jeśli już, to są to raczej demonstracje uliczne, strajków okupacyjnych w zasadzie nie ma. W tutejszej tradycji nie ma wydarzeń takich jak Grudzień 70 czy też Sierpień 80 .
Na tym tle wielkie wrażenie robi obrona niezależności budapeszteńskiej szkoły teatralnej (Szinház- és Filmműveszéti Egyetem w skrócie SzFE), której kulminacją był siedemdziesięciojednodniowy strajk okupacyjny. To ewenement w historii kraju, który zasługuje na uwagę. Uświadomiłem sobie to czytając książkę László Upora, w tym okresie pełniącego obowiązki rektora uczelni, pt. Majdnem lehetetlen (Niemal niemożliwe). Choć o walce tej niewielkiej uczelni słyszałem (pisałem też o niektórach związanych z nią wydarzeniach na blogu tu i tu), to jednak dopiero lektura książki pozwoliła mi zrozumieć skalę oporu.
W tym nieco długim wpisie streszczam zawartość książki bo nie sądzę by kiedyś miała być przetłumaczona na polski, niech choć w ten sposób stanie się dostępna dla zainteresowanych czytelników z Polski.
Może najpierw o co chodziło. W 2020 roku rząd zaczął wprowadził reformę, na podstawie której uniwersytety przechodzą spod ministerstwa edukacji do specjalnie w tym celu powstałych fundacji. Jako że założycieli fundacji nie da się wymienić, w ten sposób państwo tak na zawsze sposób przekazało kontrolę nad szkolnictwem wyższym w ręce bliskich rządzącemu obecnie Fideszowi ludzi. Istotną częścią procesu, po węgiersku zwanego modellváltás, była utrata autonomii uniwersyteckiej bo wiele z uprawnień senatu trafiło w ręce kuratoriów. Większość uczelni wyższych przełknęła to gładko ale nie niewielkie SzFe, którego cała społeczność zawierała wszystkiego około 500 osób.
Informacje o planowanej reformie przyjęto na SzFE wrogo, zarówno w środowisku wykładowców jak i studentów. Początkowo główną rolę w organizacji oporu odgrywała ta pierwsza grupa. Prowadziła negocjacje z ministerstwem sprawdzając na przykład czy uniwersytet sam mógłby zaproponować kandydatów do kuratorium, wydając opinie na temat planowanych aktów prawnych (niejednokrotnie dotrzymując niemożliwie krótkich terminów), publikując oświadczenia czy też listy otwarte oraz informując społeczność uniwersytecką o wydarzeniach w specjalnym Nadzwyczajnym biuletynie. Ministerstwo w międzyczasie powstrzymywało się od formalnego mianowania László Upora na rektora, mimo że senat wybrał go na to stanowisko miesiące wcześniej.
Te wydarzenia miały miejsce w pierwszej połowie 2020 roku. Był to zarazem początek covidu, co w istotny sposób wpływało na sytuację.
Mimo, że pozornie wszystko wydawało się ograniczać do biurokratycznej wymiany pism to jednak sama kwestia zaczęła coraz bardziej przyciągać uwagę społeczną, w pierwszym rzędzie studentów a także ludzi teatru i kina, którzy na wiele sposobów wyrażali swoją solidarność z uczelnią.
Do pierwszej demonstracji doszło 21 czerwca. Miała miejsce na ulicy Vas, przed uniwersytetem. Tak jak i w przypadku kolejnych akcji w przestrzeni publicznej, główną rolę odegrali tu studenci. Był to protest przeciwko ustawie wdrażającej modellváltás w odniesieniu do SzFE, nad którą głosować miał parlament.
Parlament ustawę przyjął 3 lipca. Ten akt zamknął okres prób negocjacji prowadzonych przez kierownictwo uniwersytetu. Negocjacji, dodajmy, które nie osiągnęły niczego jako że wszelkie propozycje uniwersytetu władze odrzucały z pozycji siły. Nadszedł czas na działania radykalniejsze. Tu na czoło wysunęli się studenci.
Ostatniego dnia lipca ministerstwo ogłasza skład kuratorium. Dwóch członków to menedżerowie MOL-u, węgierskiego giganta naftowego (coś jak w Polsce Orlen), pozostała trójka to prawicowi ludzie teatru. Szefem kuratorium mianowany zostaje dyrektor Teatru Narodowego, zajmujący zarazem wiele innych wpływowych stanowisk w świecie teatru, Attila Vidnyánszky.
Akt ten wywołuje wrzenie na uniwersytecie. Szereg wykładowców, w tym i pełniący uniwersyteckie funkcje, deklaruje chęć opuszczenia uniwersytetu, na zebraniu studenci uznają kuratorium za pozbawione legitymacji. Spotkania członków wspólnoty akademickiej zaczynają odbywać się coraz częściej.
Kierownictwo uniwersytetu składa rezygnację 31 sierpnia. Następnego dnia zaczyna się okupacja uniwersytetu przez studentów, która potrwa 71 dni.
Tu warto się zatrzymać na chwilkę. Przypomnijmy, że mowa jest nie wielkim zakładzie przemysłowym ale o maleńkim uniwersytecie i grupie studentów mniejszej niż 500 osób. Że nie chodzi o sprawy socjalne ale o dużo mniej namacalną dla przeciętnego człowieka autonomię uniwersytetu. Że żaden inny uniwersytet, ani wykładowcy ani studenci, w tej sprawie nie kiwnęli palcem. Że w kraju nie ma fermentu, w który swoim protestem można się wpisać. Że zdominowane przez rządzący Fidesz media będą cały czas atakować protestujących. Że jak dotąd, z bardzo niewieloma wyjątkami (podatek od internetu, zakaz handlu w niedzielę, olimpiada w Budapeszcie), nikt z Fideszem nie wygrał. W końcu, że cały czas trwa covid, co w dużej mierze utrudnia wszelkie wspólne działania. A także, że na Węgrzech nie ma tradycji tego rodzaju protestów, ten strajk okupacyjny robiony jest bez odwołań do poprzednich podobnych protestów. I mimo to, ta grupka studentów poderwała się do walki i przez tak długi okres ją kontynuowała.
Blokada, bo tak protest nazywano, cieszyła się wsparciem mieszkańców Budapesztu. Dla studentów przynoszono więcej jedzenia, niż ci byli w stanie go spożyć, nadmiarem dzielili się z organizacjami pomagającymi bezdomnych. Akcję wsparł Gábor Iványi, pastor kościoła metodystycznego, ogromnie zaangażowany w pomoc najbardziej potrzebującym. Wiele teatrów i alternatywnych instytucji kulturalnych demonstrowało solidarność z SzFE. Poparcie nadeszło też z zagranicy. Chór z Akademii Muzycznej regularnej występował na demonstracjach. Inne uniwersytet, poza CEU i protestanckim seminarium duchownym im. Jánosa Wesleya, jednak milczały.
W trakcie blokady mnóstwo czasu i energii zajmowały codzienne spotkania w ramach strajkowego forum, na którym omawiane były wszystkie sprawy i podejmowane decyzje. Działały grupy odpowiedzialne za komunikację, wyżywienie, akcje zewnętrzne, kwestie zdrowotne, itd.
Tak też zrodziła się decyzja by wejścia do uniwersytetu nie zabijać deskami (taki był pierwotny pomysł) ale „zablokować” je biało-czerwoną taśmą, jakiej używa się na budowach i przy robotach drogowych, w ten sposób uniknięto stwarzania zagrożenia pożarowego. Ta taśma stała się potem symbolem solidarności ze strajkującymi, była umieszczana na budynkach, wystawach, rowerach, torbach czy też ubraniach.
Taśmy na kinie Urania należącym do SzFE, źródło: László Upor Majdnem lehetetlenWspierająca osoba
To zresztą tylko jeden przykład jak kreatywność studentów – w końcu mowa jest o uczelni artystycznej – doprowadziła do powstania nośnych symboli czy też form protestu.
Jedną z tych form był warty honorowe pełnione na daszku nad wejściem do budynku uniwersytetu. Pełniły je różne osoby publiczne wyrażające tak solidarność z celami protestu. Wrażenie wzmacniały płonące pochodnie trzymane przez nie w rękach.
Warta honorowa na daszku, jeszcze w trakcie dnia, László Upor Majdnem lehetetlen
Przestrzeń przed budynkiem, który sam był udekorowany licznymi transparentami, stała się miejscem różnych występów, na przykład, w formie żywego obrazu odtworzono dziewiętnastowieczny obraz Delacroix Wolność wiodąca lud na barykady.
Wolność wiodąca lud na barykady, źródło: László Upor Majdnem lehetetlen
Motyw otwartej dłoni z napisem #freeszfe pojawił się na maskach i transparentach. Wielu studentów SzFE jak i osób spoza uniwersytetu publikowało w interenecie filmiki z deklaracjami poparcia dla protestu lub zdjęcia opatrzone tym hashtagiem.
Wsparcie SzFE w internecie, źródło: László Upor Majdnem lehetetlen
Pojawił się hymn protestów przerobiony z piosenki ludowej:
Hej, a Titkos Egyetem Titkosan kezdődik, Mégis utoljára kivilágosodik.
Hej, Tajny Uniwersytet W tajemnicy rodzi się Ale jednak to on na końcu zabłyśnie
Najbardziej spektakularną akcją był żywy łańcuch sformowany od głównego budynku SzFE aż po parlament po drodze dotykając inne używane przez uniwersytet budynki. Celem zorganizowanego 6 września wydarzenia było przekazanie do parlamentu dokumentu nazwanego Magna Charta Universitatum, w którym zostały wyłożone zasady, na podstawie których protestujący widzą współpracę z władzami. Biorący udział w łańcuchu przekazywali sobie dokument z ręki do ręki aż dotarł on do parlamentu, gdzie najmłodsza studentka uczelni umieściła go między łapami lwa stojącego przy wejściu do budynku. Była muzyka i skandowanie ale żadnych przemówień.
Żywy łańcuch czekaMagna Charta Universatum
Równolegle z okupacją budynku przez studentów rozpoczął się strajk części pracowników uniwersytetu. Strajk był aktywny: biorący w nim udział tworzyli internetową telewizję strajkową transmitującą dyskusje na tematy społeczne oraz wykłady z czasem angażujące także osoby z zewnątrz.
W tej sytuacji miały miejsce spóźnione z powodu covidu zamknięcie poprzedniego roku akademickiego oraz rozpoczęcie nowego. Nie rozpoczęto jednak zwyczajnych zajęć ale ogłoszono powstanie Republiki Nauczania. Miała to być nowa, autonomiczna forma nauki odrzucająca formalne wymagania. Połączyła w sobie dwie w zasadzie przeciwstawne podejścia: strajkujemy więc nie będziemy studiować, oraz, a właśnie że, mimo wszystko, będziemy studiować ale po swojemu.
Na początku października uczestnicy blokady podjęli próbę rozszerzenia protestu. Z uniwersytetu wyruszyły do pięciu miast uniwersyteckich (Debreczyna, Egeru, Kaposváru, Peczu i Segedynu) sztafety z pochodniami. W sumie ponad dwustu biegaczy zaniosło tam ogień rewolucji, ale nie zdołał on tam wzniecić pożarów.
Warto wspomnieć akcje jakie protestujący podejmowali na mieście: performance przed teatrem Víg, zamek autonomii budowany z palet na ulicy czy też happening przy składaniu wniosku o odrzucenie ustawy o SzFE do trybunału konstytucyjnego.
Zamek autonomii, źródło: László Upor Majdnem lehetetleniusticia przed Trybunałem Konstytucyjnym, źródło: László Upor Majdnem lehetetlen
W demonstracji zorganizowanej w dniu święta narodowego 23 października (rocznica rewolucji 1956) udział wzięło trzydzieści tysięcy ludzi.
Blokada zakończyła się 11 listopada. Powodem była kolejna fala covidu i wprowadzone, w związku z nią, ograniczenia. W trakcie ostatniej konferencji prasowej odsłonięto transparent z nową wersją motywu otwartej dłoni: w jej środku znajdował się czerwony krzyż jako wyraz podziękowania pracownikom służby zdrowia będących w centrum walki z epidemią.
Podziękowanie służbie zdrowia, źródło: László Upor Majdnem lehetetlen
Tu jednak historia się nie kończy. Koło dwustu studentów oraz pięćdziesięciu pracowników utworzyło stowarzyszenie Freeszfe. Jego pierwszym celem było umożliwienie ukończenia nauki tym studentom, którzy nie chcieli jej kontynuować w ramach SzFE na nowych warunkach. Udało się to poprzez pomoc pięciu zagranicznych uniwersytetów, które zgodziły się wydać dyplomy studentom, którzy naukę ukończą w ramach stowarzyszenia. W programie nazwanym Emergency Exit (EmEx) wzięły udział Akademie für Darstellende Kunst Baden-Würtemberg (Ludwigsburg, Niemcy), Universität Mozarteum (Salzburg, Austria), Akademia Teatralna im. Aleksandra Zelwerowicza (białostocka filia tej warszawskiej uczelni) – polski element tej całej historii, Accademia Teatro Dimitri (Verscio, Szwajcaria) oraz Filmakademie Wien (Wiedeń, Austria).
Stowarzyszenie działa nadal. Zmaga się z problemem lokalizacji i permanentnym brakiem finansów, jego przyszłość nie jest jasna.
Rozmawiam z László o dalszych losach uczestników wydarzeń. Jak to w często przez niego używanej w książce frazie, życie jest skomplikowane. Mniej więcej połowa z nich zdecydowała się opuścić SzFE, połowa została. Co ciekawa, wśród tych co zostali byli i aktywni uczestnicy protestów. W akademiku CEU obie te grupy mieszkały obok siebie razem.
Nauka na SzFe odbywa/odbywała się zawsze w grupach funkcjonujących jak trupy teatralne, i często to grupy wspólnie właśnie decydowały co robić. Czasami decydowała osoba nauczyciela: grupa pozostawała ze względu na niego, czasami odchodziła na nauczycielem. Kadra dydaktyczna zresztą podzieliła się podobnie: połowa odeszła, połowa została.
Obecnie ostatnia grupa z tych, co odeszli z uniwersytetu kończy naukę w ramach Free SzFE w pewien sposób zamykając cały proces.
W trakcie protestów dokumentaliści z uniwersytetu nagrali około 2000 godzin materiału rejestrującego wydarzenia. Nie został on jeszcze opracowany w formia filmu dokumentalnego ale można mieć nadzieję, że kiedyś to się stanie. Te unikalne wydarzenia zasługują na długą pamięć.
Jakiś czas temu na portalu We love Budapest ukazała się dłuższa i, zasłużenie!, bardzo pozytywna recenzja baru Kispolszki (tekst jest po węgiersku ale kto chce może go sobie przetłumaczyć korzystając z automatycznych narzędzi). Artykuł opisuje związki właściciela baru, Imre Cserkutiego, z Polską, pokreśla unikalny klimat miejsca, ofertę gastronomiczną czyli głównie polskie piwa i inne napoje. Pojawia się informacja o kulturalnych wydarzeniach, które są w Kispolszkim (po naszemu: małym Fiacie) organizowane. Cieszy, że w tym ważnym portalu ukazał się taki tekst na temat tak istotnej części polskiego Budapesztu.
Mnie w tekście zaintrygowało określenie „słowiański” w odniesieniu do piw. Zacytujmy: „Jeśli chodzi o piwa słowiańskie, to choć u nas trendy są piwa czeskie, polskie piwa też zasługują na uwagę” (Bár mifelénk inkább a cseh vonal a menő, ha szláv sörökről van szó, de a lengyel is bőven megéri a figyelmet.) Dodajmy, że słowo pojawia się też w innym miejscu: „Gdy weszliśmy do pomieszczenia, niemal natychmiast poczuliśmy się na ziemi słowiańskiej” (Amikor belépünk a helyre, szinte azonnal szláv földön érezzük magunkat).
Węgrzy chętnie generalizują używając słowa „słowiański” do wszystkich krajów używających języków słowiańskich jakby ich charakter czy charakter ich mieszkańców miały tyle cech wspólnych, że w zasadzie można traktować je jako jedno a wszelkie różnice można traktować jako wtórne.
Nie przestaje mnie to zadziwiać bo przez te ponad tysiąc lat mieli Węgrzy czas by zauważyć istniejące podobieństwa i różnice między otaczającymi ich krajami i uświadomić sobie, że grupa językowa, do której jakieś kraje należą niekoniecznie musi determinować ich charakter a także, że te słowiańskie kraje niekoniecznie same siebie widzą jako jedną całość.
Sami Węgrzy pewno by się zdziwili, gdyby zacząć wyjaśniać sobie to i owo na Węgrzech ugro-fińskim (czy też jak ktoś woli: turkijskim) charakterem kraju ale pojęcie słowiańskości używają chętnie.
Jeśli komuś nie starcza czytanie mojego bloga to ma teraz okazję posłuchać tego, co mówię w programie Halo Polacy Wirtualnej Polski. Rozmowa, podzielona na poniżej zlinkowane odcinki, dotyczyła tematów poruszanych przeze mnie na blogu.
Sztenya Bodó była w latach 60-tych i 70-tych być może najbardziej znaną Polką na Węgrzech.
Urodziła się jako Stefania Śpiałek w 1939 roku w Polsce. Uczęszczała tam do szkoły średniej o profilu sportowym, odnosiła sukcesy w skoku wzwyż. Zdobyła zawód fizjoterapeutki.
Bardziej pociągała ją jednak kariera modelki i to w tej dziedzinie, już na Węgrzech, odniosła sukcesy i zdobyła sławę.
Pracowała nie tylko w krajach socjalistycznych ale i na zachodzie, co wówczas było niezwykłe. Fotografowali ją Lili Komlós, Irén Ács, István Bara czy też József Vitályos. Brała udział w pokazach mody takich węgierskich producentów jak Ruhaipari Tervező Vállalat, później przemianowany na Magyar Divat Intézet, Országos Kisiparosok Szövetsége (OKISZ Labor) oraz Budapest Szalon.
Pojawiała się na okładkach najpopularniejszego wówczas magazynu poświęconego modzie Ez a Divat a także szeroko czytanego czasopisma poświęconego robótkom ręcznym Fürge Ujjak.
W 1967 roku zagrała w filmie pt. Fiúk a térről wyreżyserowanego przez Pétera Szásza.
Pracowała przy tym też jako tłumaczka z polskiego, niemieckiego i rosyjskiego.
Jej pierwszym mężem był piłkarz Róbert Bártfai, a drugim operator filmowy János Bodó.
Te informacje podaję za węgierską wikipedią. Nigdzie indziej nie udało mi się niczego więcej o niej znaleźć.
Co ciekawe, nikt wśród tutejszej polonii, a próbowałem pytać osoby wiedzące wiele o historii Polaków na Węgrzech, niczego o niej nie słyszał. Nie wiem czemu tak jest. Może Sztenya (Stenia) nie angażowała się w życie polonii? Może nie podkreślała swojego pochodzenia? Trudno to teraz powiedzieć.
Co by nie było, jest ważną elementem polskiej historii Węgier. Może Polski Instytut Badawczy i Muzeum zajęły się by tematem? Poświęcona jej monografia byłaby na pewno ciekawa i wystawa widowiskowa: jako modelce wykonano jej masę pięknych zdjęć.