Parszywe czasy (Mocskos idők) śpiewał zespół Európa Kiadó w latach 80-tych. W Polsce szalał kryzys, komuniści walczyli z Solidarnością, na Węgrzech Polacy byli wyśmiewani przez oficjaną propagandę. Promowano taki typ humoru:
–Kiedy Polak widzi mięso?
-Wtedy kiedy kot wskoczy na stół.
-Polacy odesłali na Węgry dary z lekarstwami.
-Czemu?
-Bo było na nich napisane “zażyć po jedzeniu”.
-Kto pracuje więcej? Jeden Węgier czy dwóch Polaków?
Wielu to kupowało bo zawsze naśmiewanie się nad słabszym znakomicie pomaga w pompowaniu własnego poczucia wartości. Problemy Polaków potwierdzały słuszność węgierskiej kadarowskiej stabilizacji.

Byli jednak i tacy, którzy Polską – Solidarnością – byli zafascynowani i widzieli raczej przykład i inspirację do działania. O nich zrobiliśmy właśnie z Gáborem Danyim wystawę dla Instytutu Polskiego. Jej tytułem jest linijka tekstu ze wspomnianej piosenki Mocskos idők: Tak wielu nas, a tak mało (Sokan vagyunk kevesen)
Wystawa zaczyna od przypomnienia wyjściowej sytuacji lat 70-tych. Z jednej strony gulaszowy komunizm, z drugiej, gospodarka niedoborów w Polsce, której synonimem były kolejki po jedzenie. Szereg ówczesnych dowcipów przybliża klimat tamtych czasów.
Wybuch Solidarności spowodował wzrost zainteresowania Polską wśród niektórych przedstawicieli węgierskiej inteligencji. Zaczęły się wyjazdy do Polski, nawiązywanie kontaktów, nabywanie pewnych przydatnych do działalności opozycyjnej umiejętności jak druk na wykonanej własnoręcznie ramce (słowo „rámkázik” trafiło wówczas do węgierskiego języka), zasady legalizmu w działaniu ale i podstawy konspiracji. Taką oryginalną ramkę można obejrzeć na wystawie. Jeden z tych gości, Gábor Demszky, wyrósł wkrótce na najaktywniejszą postać węgierskiej opozycji.

Te kontakty ograniczył znacząco choć ich nie przerwał całkowicie stan wojenny. Poza ogólnymi utrudnieniami w odwiedzaniu Polski pojawiły się szykany dotyczące konkretnych postaci z kręgów węgierskiej opozycji, które zawracano z granicy nie raz odbierając przy tym paszport. Inwigilacja szła pełną parą, zdjęcia węgierskim opozycjonistom odwiedzającym Polską robiła współpracująca z węgierską policją polityczną polska ubecja.

Działalność opozycyjna na Węgrzech rozwinęła się. W miejsce nieformalnych grup produkujących przepisywane na maszynie samizdatowe Napló pojawiły się regularnie wydawane, obszerne objętościowo czasopismy jak Beszélő czy Hírmondó, działalność rozpoczęło niezależne wydawnictwo AB, pojawił się – też z polskiej inspiracji – Latający Uniwersytet.
Polską inspirację widać w ikonografii tego okresu. Solidarycy używano często i gęsto. Pojawiła się na przykład w logo undergroundowej grupy artystycznej Inconnu, na transparencie wykonanym na pogrzeb księdza Popiełuszki czy też w logo czasopisma Hírmondó, gdzie w cieniu, który rzuca tytuł pojawia się flaga węgierska – a także flagi innych krajów wschodnioeuropejskich. Logo to zaprojektował aktywny w opozycji László Rajk.


Trzeba wspomnieć kontakty na płaszczyźnie religijnej. Wielu Węgrów zafascynowanych było polską religijnością, tym bardziej, że na wydarzeniach kościelnych pojawiały się wątki solidarnościowe. Węgrzy, bywało, że niewierzący, przyjeżdzali na pielgrzymki papieskie, brali udział w pielgrzymce pieszej do Częstochowy. Szerokim echem odbiło się na Węgrzech morderstwo dokonane na księdzu Popiełuszcze. Na jego pogrzebie pojawił się transparent z napisem Solidarni w bólu Węgrzy.

Materiały z Polski, zarówno książki jak i teksty analityczne, wśród ważny tekst Adama Michnika pt. Új evoluciónizmius czyli Nowy ewolucjonizm, czy też bieżące informacje, dominowały w pierwszym okresie działalności węgierskiej opozycji. Zainteresowanie nie było przy tym jednostronne bo i w Polsce pojawiało się sporo materiałów o tematyce węgierskiej. Głównie były to teksty o powstaniu 1956 roku. Na przykład Trzynaście dni nadziei Sándora Kopácsiego doczekało się na przestrzeni dekady kilkunastu wydań, co robi duże wrażenie.
Jednak, co ciekawe, pierwszy przykład współpracy polskiej i węgierskiej opozycji pochodzi jeszcze sprzed rewolucji Solidarności. Tibor Pákh, uczestnik powstania 1956 roku, więzień polityczny usłyszawszy w radiu Wolna Europa o strajku głodowym w obronie aresztowanych drukarzy z niezależnego wydawnictwa NOWA, który miał miejsce w Podkowie Leśnej w maju 1980 roku, pojechał tam i przyłączył się do protestu.

Opozycyjnie nastawieni Węgrzy na wiele sposobów wyrażali swoją sympatię wobec Polaków. Niektórzy nosili plakietki z logo Solidarności, rozklejano naklejki. Latem 1981 nad Balatonem zorganizowano kolonie dla grupy polskich dzieci (pisałem o tym tu). Rok później już władze do tego nie dopuściły.


W drugą rocznicę podpisania porozumień gdańskich 31 sierpnia 1982 próbowano zorganizować demostrację poparcia pod pomnikiem Bema ale węgierska bezpieka skutecznie zapobiegła zgromadzeniu dokonując prewencyjnych zatrzymań.

Undergroundowy zespół Kontroll Csoport wykonywał piosenkę – z polskim tekstem – popierającą Solidarność (Polak – Venger – pisałem o tym tu).

Takie gesty pojawiały się i po drugiej stronie. W rocznicę wybuchu powstania 1956 roku, 23 października 1986 roku w Podkowie Leśnej odsłonięto pierwszą w Europie Wschodniej tablicę upamiętniającą tę rewolucję.

Spektakularna była akcja uliczna w obronie Zsolta Keszthelyia, którego na Węgrzech skazano na karę więzienia za odmowę służby wojskowej. Rozwieszono olbrzymi transparent, rozrzucono ulotki.


Z czasem opozycja węgierska poszerzyła obszary swoich zainteresowań i działalności. Pojawiły się kwestia mniejszości węgierskich poza granicami kraju, zwłaszcza w Siedmiogrodzie, sprawa planowaje zapory na Dunaju w Gabčíkovie-Nagymaros, zaczęto dyskutować nad koniecznymi reformami. Tematyka polska odsunęła się na dalszy plan ale pozostała istotna. Był to wyraz usamodzielnienia węgierskiej opozycji, która sama była już w stanie definiować istotne dla siebie tematy.
Pojawiła się wówczas, na wzór aktywnej Solidarności Polsko-Czechosłowackiej, Solidarność Polsko-Węgierska. Nie działała długo bo wydarzenia przyspieszyły i wkrótce byli już opozycjoniści zajęli pozycję we władzach obu krajów. Te więzi jednak zaprocentowały w przyszłości i dały podstawę do utworzenia Grupy Wyszehradzkiej.

Cieszę się, że wystawą mogliśmy przypomnieć o tych, wielu zresztą żyjących, godnych szacunku postaciach, przyjaciołach Polski i Polaków. Dobrze, że wielu z nich dostało Medal Wdzięczności przyznawany przez Europejskie Centrum Solidarności (było o tym tu i tu). Warto byśmy o nich pamiętali tym bardziej, że pamięć o nich wśród samych Węgrów jest nikła. A w tych parszywych czasach to oni byli tymi, do których i dziś można się odwoływać.
***
Wystawa jest do obejrzenia w galerii Nyitott na ulicy Nádor 11 do 27 marca w godzinach 12-18 poza niedzielą i poniedziałkiem.

Praca nad nią na tyle mnie zajęła, że nie dałem rady pisać bloga, teraz mam nadzieję, że znowu dam radę to robić.