Turystyka w Budapeszcie – wiadomo: zamek, plac Bohaterów, łaźnie, Váci utca. Splendor, elegancja, zabytki, luksus. Antytezą takiej turystyki jest ósma dzielnica, gdzie jest budynki się sypią, jest brudno, biednie, nic tam nie ma a w dodatku jest niebezpiecznie. Tam wybraliśmy się niedawno na wycieczkę z przewodnikiem organizowaną przez organizację Budapest Beyond Sightseeing.
Udało się świetnie. Nasza przechadzka miała tytuł A Nyócker Csillagai (Gwiazdy ósmej dzielnicy) i jej tematyką była kultura żydowska dzielnicy. Spotkaliśmy się na placu Gutenberga, gdzie nasz przewodnik Csaba zebrawszy po 3000 forintów od osoby opowiedział trochę o historii żydów na Węgrzech. Dowiedziałem się między innymi, że pierwsze ślady ich obecności tu pochodzą z trzeciego wieku czyli poniekąd żydzi byli tu przezd Węgrami.
Dalej przystanęliśmy przy pobliskiej szkole dla rabinów neologów, w swoim czasie będącą kamieniem obrazy dla ortodoksów.
Następny przystanek miał miejsce na rogu ulicy przed bramą opuszczonego chyba sklepu z widocznymi śladami strzałów chyba z 1956 – w powstaniu mieszkańcy dzielnicy wzięli aktywny udział.

Po drodze sporo typowych dla dzielnicy klimatów jak choćby te stare zakurzone motory stojące na ulicy.

Na ścianach mijanych domów widać było, że mimo ich dzisiejszego stanu nie zostały zbudowane jako rudery. Tu i ówdzie spotrzec można było piękne ornamenty.

Zwiedziliśmy kamienicę, jak nam powiedział Csaba, jedną z najstarszych w okolicy.

Z zewnątrz rudera, w środku nie lepiej – dom nieremontowany od bodaj stu lat – ale sporo urokliwych elementów.

Jak choćby te witraże w oknach.

Czy też motyw na posadzce.

Ciekawostką okazały się być kreski na ścianie. Nie zostały one jak się okazało zrobione orzez bawiące się dzieci ale przez dorosłych mieszkańców domu w okresie bombardowań Budapesztu: każda kreska oznacza jedną bombę, która spadła w pobliżu, obok kresek zapisane są daty.

W trakcie przechadzki przeszliśmy przez plac Jana Pawła II, niegdyś plac Köztarsaság (Republiki).

A na placu graffiti streetdancowo-facebookowe. Przy okazji dowiedzieliśmy się, że dzielnica zajmuje czwarte miejsce pod względem bezpieczeństwa wśród dzielnic Budapesztu więc wygląda na to, że mit niebezpieczeństwa należałoby zrewidować.

Kawałek dalej zatrzymaliśmy się przed budynkiem na ulicy Népszínház z tablicą upamiętniającą „Małą Warszawę” czyli jedyne w Budapeszcie a może i na Węgrzech miejsce oporu zbrojnego żydów wobec próby ich wywóżki.


Ostatnim przystankiem był plac Telekiego. Csaba, który pisze dyplom z historii żydów z placu Telekiego, opowiedział nam o fenomenie synagog mieszkaniowych. Mieściły się w mieszkaniach lub częściach budynków mieszkalnych. Kiedyś pełno było ich w Budapeszcie, na samym placu bylo ich kiedyś 24. Obecnie ostała się tylko jedna, okazało się, że zaraz będziemy mieli okazję ją zobaczyć. Budynek, w którym się mieści wygląda zupełnie zwyczajnie.

Nawet samo wejście do synagogi nie ma w sobie niczego specjalnego.

W środku jednak od razu wiadomo gdzie jesteśmy.

Do synagogi przez lata chodziło tylko paru starych żydów, ostatnio jednak zaczęło się tam pojawiać więcej ludzi, głównie młodych.


Jeden z nich, fotografik, jest autorem tej panoramy przedstawiającej synagogę.

źródło: Teleki Tér Shtiebel Budapest, na stronie synagogi jest dużo świetnych zdjęć dla zainteresowanych
Mnie osobno zainteresował hebrajski zegar, czegoś takiego dotąd nie widzałem. Minęło właśnie wpół do drugiej.
Nie ma chyba co dodawać, że obiecaliśmy sobie pójść też na inne przechadzki organizowane przez Budapest Beyond.