tragizm.hu

W numerze czasopisma Rubikon 2011/7 poświęconym zbrodniarzom wojennym przeczytałem notkę biograficzną na temat generała Ferenca Szombathelyiego, jednym z węgierskich szefów sztabu z okresu drugiej wojny światowej i zrozumiałem, że tragizm historii polskiej to pikuś w porównaniu z węgierskim odpowiednikiem.

Szombathelyi szefem sztabu był od 6 września 1941 aż do 19 kwietnia 1944 roku. Oznacza to, że dowodził wojskiem węgierskim w okresie ścisłej współpracy z Niemcami podczas inwazji na Związek Radziecki. Mimo to Niemcy mu nie ufali i dlatego miesiąc po zajęciu Węgier przez Wehrmacht został odwołany ze stanowiska. W październiku trafił pod sąd z zarzutem utrzymywania kontaktów z aliantami. Po przejęciu władzy przez strzałokrzyżowców został zaaresztowany i w wyniku ewakuacji „ruchomego obozu internowania” trafił do strefy amerykańskiej. Amerykanie przekazali go Węgrom w listopadzie 1945 roku.

Węgierski trybunał ludowy skazał go na 10 lat więzienia, potem jednak wyrok zmieniono na dożywocie. Wkrótce jednak wydano go władzom Jugosławii, które skazały go na karę śmierci za zbrodnie popełnione w Nowym Sadzie po zajęciu go przez wojska węgierskie. Wyrok wykonano 4 listopada 1946 roku.

Bez sympatii dla węgierskiej współpracy z Niemcami, dla mnie Szombathelyi to postać tragiczna. Służył swojemu państwu pewnie jak umiał i tak w końcu nie był dobry ani dla Niemców ani dla strzałokrzyżowców ani dla nowej władzy. Muszę go sobie zapamiętać jako dobry przykład dla objaśniania zawiłości nowej historii węgierskiej.