Warto ten adres zapamiętać. Z zewnątrz zwyczajny dom, taki, jak ich wiele w śródmieściu. W środku we własnym mieszkaniu Miklós Sulyok otworzył, no właśnie, nie bardzo wiadomo co takiego, powiedzmy, używając jego własnych słów, literacko-kulinarny salon.
Sulyok to ciekawa postać. Restaurator z powołania. Mówiono mi, że żył we Francji, gdzie nauczył się rzemiosła a także tego czegoś dodatkowego czym właśnie różni się restaurator z powołania od resturatora przedsiębiorcy. Kuchnię francuską w każdym razie zna świetnie.
To już czwarte jego miejsce, które znam. Pierwszym była restauracja Mérleg na ulicy, tak, Mérleg, która mieściła w siedzibie SzDSzu, tutejszej partii liberalnej, stąd żartobliwie mówiliśmy na nią restauracja liberalna. Jedzenie było bezpretensjonalne, niedrogie i dobre. Drugie to istniejąca do dziś restauracja M na ulicy Kértész. Nazwa na cześć wiersza Györgya Faludyego. Lubię tamtejszy wystrój, wszystkie ściany wyklejone są papierem pakowym pokrytym rysunkami. Obsługa niekiedy potworna, jedzenie jednak dobre – i niedrogie. Trzecie miejsce to restauracja Zazie na placu Klauzála. Zrobiona z największym rozmachem była jednak chyba też największym niewypałem. Ładny wystrój, bardziej wyrafinowane jedzenie i wyższe ceny zdradzały większe ambicje ale miejsce było zwasze puste i restauracja szybko została zamknięta. Obecnie mieści się tam modny bar Ellátó, w którym trudno znaleźć miejsce mimo, że wybór jedzenia jest skromny, obsługa kiepska i oddychać trudno od dymu.
Strona internetowa Sulyoka zawiera manifest. Pragnie on odświeżenia sztuki jedzenia. Połączenia jej ze Sztuką, w pierwszym rzędzie literaturą i muzyką. Chciałby podawać wytrawne dania, uczyć gotowania i jedzenia, rozmawiać o sztuce kulinarnej, organizować wykłady i dyskusje. Posiłek powinien stać się dziełem sztuki, quasimuzyczną kompozycją.
Nie wiem, czy mu się to uda, ale życzę mu jak najlepiej. Zaczęliśmy przemyśliwać ze Śliwką jakby kiedyś trafić tam na taką artystyczną kolację.
***
PS Na stronie internetowej brody13.com uwagę moją zwróciło słowo "villányposta" koło e-mailu. Znaczy ono dosłownie "poczta elektryczna" czyli właśnie e-mail. Wzruszający Węgrzy, nawet na e-mail wymyślili własne słowo!