o wolności na placu Wolności (Szabadság tér)


Idę sobie w piątek przez plac Szabadság (Wolności) aż tu widzę przed pomnikiem wdzięczności Armii Czerwonej namiot z węgierską flagą. Podchodzę zobaczyć co się dzieje. Przed namiotem dwóch facetów, w środku łóżka polowe śpiwory, najwyraźniej też śpią tutaj.

Oczywiście wdaję się w rozmowę. Okazuje się, że są ze Światowego Związku Węgrów (Magyarok Világszövetsége) i zbierają podpisy pod petycją domagającą się usunięcia pominika z placu. Tłumaczą mi: ten pomnik postawiono tu nielegalnie, Ruscy mieli zgodę na pomnik na drugim końcu placu a tutaj stał postument z Flagą Narodową (Ereklyés Országzászló), który dla pomnika zburzono. Pomnik powinien zostać przeniesiony, gdzieś na cmentarz albo może do parku pomników leżącego na skraju Budapesztu. Co to za plac Wolności, na którym stoi ten pomnik a także mieści się ambasada amerykańska.

Pytam, jak długo tu zostaną. Do szóstego kwietnia, mówią, do tego dnia mają zgodę. No, chyba, że coś się przedtem stanie, dorzucają w nawiązaniu do oczekiwanych demonstracji 15 marca.

Pytam o świeże wieńce pod pomnikiem. Mają wstęgi w kolorach flag postradzieckich krajów. Mówią, że akurat je składano w rocznicę "wyzwolenia" Budapesztu, ironizują. Rzucam, że Tom Lantos, senator amerykański węgierskiego pochodzenia, niedawno publicznie opowiedział się za pomnikami wdzięczności Armii Czerwonej dodając, że jest jedynym członkiem senatu, który zawdzięcza życie tej armii (Lantos jest Żydem, który ocalał w tutejszym getcie). Oni na to, że nie chodzi tu o antysemintizm, ale niech pomnik w takim razie stoi na cmentarzu żydowskim.

Żegnam i ruszam dalej. Myślę sobie o skołatanym narodzie węgierskim, który nie może jakoś dojść do zgody z własną historią. Bo faktycznie Armia Czerwona Węgry podbiła. Choć przedtem wojska węgierskie pomagały Niemcom w okupacji Ukrainy. Bo Armia Radziecka zajmując Węgry walczyła, między innymi, z wojskami węgierskimi broniącymi kraju. Które przedtem bez jednego wystrzału dały ten kraj zająć siłom niemieckim. Bo Armia Radziecka przyniosła wolność ludziom zamkniętym w getcie. I potem posłała bodajże 200 tysięcy ludzi na "malenkuju rabotu" na wschód gwałcąc w międzyczasie straszne ilości kobiet. Bo Armia Radziecka wyzwoliła kraj spod władzy strzałokrzyżowców (miejscowy odpowiednik nazistów) osadzonych tu przez Niemców – po to by zainstalować tu komunistów.

Jak tu o tym wszystkim myśleć poza stwierdzeniem, że to wszystko "takie skomplikowane" i że "los był niesprawiedliwy" w stosunku do Węgrów? Nie bardzo daje się tu nic sprowadzić do prostych stwierdzeń, które zwykle tworzą zrąb historii narodowej. W dodatku Węgrzy bardzo przyswoili sobie mit bycia niewinną ofiarą (nie oni jedni, rzecz jasna), co dodatkowo nie ułatwia sprawy. Nie zazdroszczę.

***

A sam pomnik o jesiennych zamieszek stoi odgrodzony kordonem, które odległość od postumentu służy jako miara napięcia politycznego. Napis i herb ZSRR zerwane podczas oblężenia telewizji do dziś nie zostały odtworzone.