prawdziwe suweniry z Budapesztu

Obiecałem niedawno, że napiszę o dwóch miejscach gdzie moim zdaniem można kupić najlepsze suweniry z Budapesztu. Mam na myśli sklepik ze starzyzną Bazár Bizi oraz sklep z używanym sprzętem fotograficznym Soós.

Bazár Bizi, który mieści się w hali targowej na placu Klauzála (Klauzál tér) to w zasadzie boks o ściankach z metalowej siatki. Przelewa się w nim towar, już starzyzna, jeszcze nie antyki, choć można trafić na rzeczy, które choć nie cenne dałyby się zakwalifikować jako antyk. Z prowadzącą interes uroczą właścicielką można się, zwykle ze skutkiem, targować. Ceny niewysokie, okazje czekają.

Bizi_szyld

szyld i godziny otwarcia, plus mała galeria malarstwa węgierskiego i egipskiego

Bizi_polki

jest z czego wybierać a to zaledwie porcelana i to nie cała

Bizi_durnostojki

próbka durnostojek

Bizi_kulacs

takie kulacse kosztują sporo w klasycznych sklepach z pamiątkami, tu – w porównaniu – grosze

Bizi_porcelana

ten zestaw do kawy nie jest brudny, po prostu posrebrzenie porcelany się częciowo starło

Bizi_banknoty

do nabycia są różne stare pieniądze (polskie na lewo), w tym i prawdziwe perełki jak te 100 pengő zaprojektowane przez Endre Horvátha

Bizi_portret

możliwość szybkiego rozbudowania galerii przodków

Bizi_wspolzycie

pokojowe współżycie katolicyzmu z religią mojżeszową

Bizi_sprzedawca

właścicielka w rozmowie z klientem, zaraz sprzeda mu tej młynek

***

Soós kiedyś się mieścił na placu Deáka, obecnie znajduje się na Wesselényi utca 10 niedaleko wielkiej synagogi. Specjalizuje się w używanym sprzęcie fotograficznym oraz fotograficznymi dodatkami – to zdecydowanie najlepsze miejsce tego rodzaju w mieście – choć można tam kupić też zwykłe starocie. U Soósa można również wywołać filmy oraz zamówić odbitki a także zrobić zdjęcie legitymacyjne. A wszystko za bardzo nieduże pieniądze.

Soos_sklep

sklep, widać co się tam mieściło przedtem

Soos_polki

stare i bardzo stare aparaty

Soos_aparaty

niektóre aparaty z bliska

Soos_naczynia

są też i takie cudowności

Soos_zdjecia_male

można sobie kupić stare zdjęcia

Soos_fotosy

lub stare fotosy

Soos_pocztowki

pocztówki, niekoniecznie z Budapesztu, kosztują 5 forintów (7 groszy)

Soos_ksiazki1

książki fotograficzne w różnych językach

Soos_ksiazki2

wśród literatury fachowej można trafić na przewodnik pt. Wybrzeże Jugosławii

Soos_wejscie

ten bardzo spokojny pracownik wita i żegna odwiedzających sklep

Oczywiście miejsc gdzie można kupić starzyznę czyli doskonałe suweniry jest dużo więcej, zachęcam do ich eksploracji. Jakby ktoś chciał podzielić swoimi odkryciami, proszę bardzo!

lato w Budapeszcie

Zainspirowany postem „Jak spędzić lato w Paryżu?” przygotowałem parę sugestii dla odwiedzających Budapeszt w lecie. Jeśli ktoś jest tu pierwszy raz albo po prostu woli zwiedzać miasto mainstreamowo to niczego pewnie tu dla siebie nie znajdzie, lepszy jest wówczas dowolny przewodnik turystyczny. Poniższa lista wychodzi poza zestaw „obowiązkowych” rzeczy do zwiedzenia. Poniższe propozycje to nie jakiś plan, który trzeba realizować w całości albo po kolei, każdą z rzeczy można robić oddzielnie.

  • Autobus wodny. W przeciwieństwie do statków turystycznych, które wożą po Dunaju za sporą opłatą autobus wodny kosztuje sporo mniej (750 forintów dla dorosłych, 550 dla dzieci). Trasa prowadzi z Római fürdő do Kopaszi-gát (przejściowo z powodów administracyjnych kończy się o jeden przystanek wcześniej) czyli przez cały Budapeszt. Zajmuje to, z przystankami w dziesięciu miejscach miejscach około godziny. Obie stacje końcowe zasługują na specjalną wizytę, można połączyć ją z przejazdem autobusem wodnym. Autobus wodny kursuje co nieco ponad pół godziny, rozkład jazdy tu.
  • Półwysep Kopaszi (Kopaszi-gát). Jak pisałem już, to najpiękniejszy park w Budapeszcie. Trawa jest ponętnie czysta, można tam sobie po prostu pójść, żeby poleżeć nad Dunajem gapiąc się na pluskające się w wodzie mimo zakazu dzieci.
  • Bangla büfé. Mikroskopijna restauracja na zapyziałej uliczce siódmej dzielnicy prowadzona przez dwóch uroczych Bangladeszteńczyków. Wszystkie danie robione są na świeżo, co zajmuje nieco czasu, więc wielu ludzi wychodzi na spacer po złożeniu zamówienia. Adres: Akácfa utca 40.
  • Wybrzeże Római (Római part). Warto tam zajrzeć, bo być może za jakiś czas miejsce będzie wyglądała już zupełnie inaczej: bardziej schludnie i nudniej. Obowiązkowe punktem program się piwo albo fröccs oraz zjedzenie smażonego morszczuka (węg. hekk – ta morska ryba cieszy się tu oszałamiającym powodzeniem w nadwodnych smażalniach, także nad Balatonem). Odwiedzenia warta jest też knajpka nad samą wodą o nazwie Fellini. Odważniejsi mogą wypożyczyć łódkę (kenu, kajak albo kilboat) i popłynąć sobie w górę rzeki na przykład do wyspy Szentendryńskiej. Robiłem to parę razy biorąc łódzie z wysoko polożonej (=mniej wiosłowaniaJ) wypożyczalni Béke II.
  • Wyspa Lupa (Lupa sziget). Ta nieduża wyspa na Dunaju między Szentendre a Budapeszten jest unikalna. Do tego małoznanego miejsca najlepiej chyba dojechać rowerem, a potem promem. Na miejscu można sobie zjeść prosty posiłek w jadłodajni, obejrzeć domki letniskowe na palach i poleżeć na trawie.
  • Rowery. Czy jeździcie w domu na rowerach czy nie warto, wypróbować tej miejskiej przyjemności w Budapeszcie. Miasto ma coraz lepszą infrastrukturę a i zachowanie tak kierowców jak i pieszych jest coraz bardziej przyjazne rowerzystom. Wypożyczalni jest sporo, na przykład Hi Bike, Budapest Bike czy Lemon Bike. Warto pamiętać, że poza trasami wzdłuż rzeki po Budzie jeździ się trudno bo wciąż jest pod górkę a tylko rzadko z. W internecie sporo jest map rowerowych Budapesztu ale można po prostu ruszyć w miasto po prostu unikając najbardziej ruchliwych ulic.
  • Spinóza. Ta kawiarnia na ulicy Dob (między ulicami Holló a Rumbách Sebestyén) poza urokiem osobistym, pięknym wnętrzem, miłą obsługą i niezłym jedzeniem/piciem warta jest uwagi także dlatego, że wieczorami grywają tam pianiści barowi. Rozrywka bardzo budapesteńska, miło sobie posiedzieć wieczorem popijać kawę lodową i słuchając tej muzyki.
    kawiarnia Spinoza Budapeszt
  • Nauka swinga w barze Lоkál (nazwisko panieńskie Mumus). Bar mieści się na ulicy Dob i wieczorami we wtorki i czwartki, od 21 przez jakieś półtorej godziny można się bezpłatnie uczyć tańczyć swinga w licznych towarzystwie innych praktycznie zainteresowanych tym tańcem.
  • Pasaż Gozsdu (Gozsdu udvár). Piękny, długi pasaż, do którego w końcu powróciło po remoncie życie. Pełno tam kawiarni, barów i restauracji, życie pulsuje a nie przy tym nie jest to tak strasznie trendy miejsce jak plac Ferenca Liszta (Liszt Ferenc tér). Zainteresowani sportem łatwo znajdą tam bar z telewizorami ustawionymi na aktualny mecz czy zawody.
  • Festiwal Sziget. Jeśli ktoś będzie tu między 6 a 11 sierpnia to czeka Sziget! Na ten festiwal na dunajskiej wyspie Hajógyári (Stoczniowa) można wejść z biletami dziennymi w cenie of 17 do 49 euro (zależy ona od dnia i tego czy się bilet kupuje na miejscu czy w przedsprzedaży, szczegóły tu). Program to studiowania – po polsku! – tu, sam festiwal to jednak dużo więcej niż szereg koncertów każdego dnia jako że codziennie jest to masa wydarzeń wszelkiego rodzaju, na pewno każdy znajdzie dla siebie coś ciekawego.
  • Łaźnia Veli Bej (Veli Bej fürdő). Wiadomo, że w Budapeszcie jest sporo łaźni, część jeszcze z okresu tureckiego. Łaźnia Király jest jedną z nich. Wyróżnia się tym, że dopiero co została odnowiona i trafić do niej trudno. Wchodzi się przez szpital Bonifratrów przy ulicy Árpád Fejedelem útja 7. Uwaga: sam jeszcze tam nie byłem, o miejscu mi opowiadano.
  • Autentyczny budapeszteński suwenir. Zapomnijcie przesadnie drogie sklepiki z pamiątkami z zamku czy okolic bazyliki oraz stragany z turystycznym barachłem na górze Gellérta. Polecam sklepiki ze starzyzną, gdzie przedmioty mają duszę. Dwa przykłady: Bizi Bazár z hali na placu Klauzála (Klauzál tér) oraz fotograficzny antykwariat Soós na Wesselényi utca 10 (niedaleko Wielkiej Synagogi), napiszę o nich niedługo osobno.
  • Bar winny Kadarka. Bar winny to nowy gatunek lokalu. Od tradycyjnej winiarni (borozó) różni się jakością podawanego wina (lepsze), wyborem (szerszy) i wystrojem (współcześniejszy). Dobrym przykładem takiego baru jest Kadarka na rogu ulic Király i Vasvári Pál. Jeśli ktoś lubi wino to tam znajdzie ich niebanalny, szeroki i dobry wybór.
  • Bar Bors. W tym mikroskopijnym barze można sobie poprawić zdanie na temat fastfoodu. Zapiekanki i zupy z kubka tam podawane są świetnej jakości, czego gwarancją jest due kucharskich gwiazd (Tamás Lipher i György Rethling). Adres: Kazinczy utca 10
  • Niedzielny rynek w Szimpla Kert (ulica Kazinczy 14.)Ta wiodąca romkocsma w niedzielę przeistacza się w maleńki rynek ze świeżymi i często rzadkimim owocami i jarzynami (tam po raz pierwszy kupiliśmy fioletowe ziemniaki), serami od małych producentów, dziwnymi dżemami, sokami czy pieczywem. Jest żywa muzyka, można zjeść śniadanie i obiad.
  • ZOO: W tym roku urodziło się tam sporo małych zwierząt (galeria tu), najważniejsze spośród nich oczywiście słoniątko Asha. Miło też się napić kawy w palmiarni.
  • Widok Budapesztu z dachu bazyliki. Wjeżdza się windą, zabawa jest płatna, ale widok całego śródmieścia wart jest tego.

A może ktoś ma swoje propozycje? Chętnie je dodam do listy.

Dodane później:

  • Grób tureckiego poety derwisza Gül Baby a także panorama Budapesztu z tego miejsca. Grób położony jest na wzgórzu Róż, które podobno nazwę swą dostało od Gül Baby (po turecku Gül Baba to „ojciec róż”) niedaleko mostu Małgorzaty, adres: 1023 Mecset utca 14. (sugestia Buciora)
    GulBaba
  • Bar w doubledeckerze (Dunaparty Megálló) nad Dunajem. Mieści się po stronie budańskiej naprzeciw wyspy Csepel. Klimaty podmiejskie, malownicze miejsce idealne na spokojne posiedzenie sobie, najlepiej pojechać tam sobie wzdłuż Dunaju w stronę Budafok rowerem. (sugestia  Buciora)
  • Źródło z wodą przy wejściu do pływalni Dagály. Śmierdzi, jest gorąca i bezpłatna, podobno też zdrowa. Każdy może sobie przyjść i napić się albo zabrać do domu. Wielu ludzi zmywa w takiej wodzie. Adres: 1138 Népfürdő utca 36. (sugestia Buciora)
  • Főzelék: coś dla kulinarnie odważnych, tych co to zjedzą oko barana czy też smażoną szarańczę. Főzelék to węgierskie danie z jarzyn, o którym nie znajdzie ani słowa w książkach kucharskich (nawet Makłowicza!). Jest straszne ale szalenie popularne. Jada się je głównie w stołówkach i w domach a przez to w zasadzie niedostępne dla turystów. Dopiero parę lat temu otwarto pierwszy bar podający főzeléki, mieści się on na ulicy Nagymező, róg Andrássy (naprzeciw Instytutu Polskiego) i tam można sobie takiego főzeléka machnąć.
  • Flódni: ciasto przekładaniec z warstwą orzechową, jabłkową i makową. Tradycyjne ciastko kuchni żydowskiej ale jedzone przez wszystkich. Do spróbowania sugeruję tradycyjną curkiernię Fröhlich przy ulicy Dob 22 (siódma dzielnica).
    Frölich cukraszda Budapest
  • Public Pub, gdzie podawane są piwa z małych browarów. Adres: 1075, Madách Imre út 11. (sugestia Ingi)
  • Obiad za tysiąc forintów: w zasadzie w całym śródmieściu a zwłaszcza wewnątrz małego Körútu w restauracjach podają menu obiadowe za tysiąc forintów by obsłużyć pracowników śródmiejskich biur, firm i instytucji. Jedzenie jest proste ale dobre, jest zupełnie ok jak się nie zamówi niczego do picia, które wychodziłoby drogo. Na ulicy Ráday menu wypisane są na tablicach wystawionych na chodniku, można sobie chodzić i wybrać najbardziej odpowiadającą komuś ofertę.
  • Cukiernia Daubner: wiedług wielu najlepsza cukiernia w mieście! Znakomite torty, niesamowite pogácse w sześciu bodajże smakach, zawsze kolejki. Cukienia mieści się w Budzie, poza centrum, przy ulicy Szépvölgyi út 50, 15-20 minutowy spacer od łaźni Lukács Fürdő. (sugestia Jacka)

mofeta

Do mofety, o której dowiedziałem się z komentarza Przemka pod wpisem Balaton z góry (dzięki raz jeszcze!) wybraliśmy się ze strojami kąpielowymi, co jasno dowodzi naszej ignorancji w sprawie mofet. Ale po kolei.

Mofeta to miejsce, w którym na powierzchnię ziemi wydobywają się zimne gazy wulkaniczne zawierające przede wszystkim dwutlenek węgla. Mofety istnieją w szeregu miejsc (w tym i w Polsce), jedyna na Węgrzech mofeta znajduje się w Mátraderecske. Tam właśnie wybraliśmy się – ze wspomnianymi strojami kąpielowymi – w ostatnią sobotę.

mofeta Matraderecske

Pierwsze zaskoczenie: mofeta, która jak rozumieliśmy miała być rodzajem kąpieli, zamyka się w sobotę w południe. Ruszamy dlatego rano i jesteśmy na miejscu o dziesiątej. Drugie zdziwienie: miejsce ma charakter nie turystyczny jak sądziliśmy ale kuracyjny. Mofeta dostępna jest tylko dla dorosłych (sorry, Chłopaku i kolego), przed piętnastominutową sesją badają nam ciśnienie krwi. Głównym przeciwskazaniam jest skłonność do omdleń, sama kąpiel w suchej łaźni (tak, tak to się nazywa!) mofetowej dobra jest na szereg rzeczy, głównie choroby krążenia. Mofetę może przepisać lekarz. Wchodzi się do niej w skarpetkach albo w kapciach. Stroje kąpielowe zostają w torbie.

Wchodzimy. Przed nami mały okrągły basenik wyłożony drewnem, wokół ławki, na środku stół. Siadamy, zakładamy obowiązkowe pasy bezpieczeństwa. Nie wolno się schylać: poniżej poziomu stołu jest dwutlenek węgla o stężeniu ponad 86%. W gazie wysoka jest też zawartość radonu. W stół wbudowana jest rura odciągająca gaz, który wydobywa się z ziemi przez wykopaną jamę pod basenikiem (podłoga to drewniana kratka) tak by nie zagroził on siedzącym.

mofeta Matraderecske

mofeta Matraderecske

tablice ostrzegające przed wzrastającym poziomem CO2

mofeta Matraderecske

stół z rurą odsysającą nadmiar gazu

Sesja trwa piętnaście minut. Poza nami parę raczej starszych osób. Feeling zdecydowanie sanatoryjny. W międzyczasie młody kąpielowy wykonuje szereg demonstracji obecności bezwonnego i bezbarwnego dwutlenku węgla (skąd wiemy, że nas nie nabierają?). Między innymi mamy opuszczać powoli rękę, po wejściu w warstwę dwutlenku robi się cieplej. Opowiada też trochę o historii mofety. 

dowody na istnienie dwutlenku

Gazy wydobywały się we wsi od zawsze. Bywało, że gdy kury trafiły do jakiegoś zagłębienia w ziemi to zdychały. Był też przypadek śmiertełny przy kopaniu studni. W 1992 roku zaobserwowano zwiększenie intensywności wydzielania gazu. Przeprowadzono stosowne badania i oficjalnie potwierdzono lecznice właściwości kąpieli gazowych. Wkrótce zbudowano (średniopiękny) ośrodek, w którym siedzimy.

Koniec kąpieli, wychodzimy. Ach, te wulkany, nawet wymarłe tyle emocji potrafią dostarczyć!

miasto chorych

Gdy mówiliśmy znajomym, że wybieramy się do Hévízu przyjmowali to ze znaczącymi uśmieszkami. Emeryci jesteście, czy co? Problemy ze stawami? Może strzyka w plecach? A?

A nam przecież wcale nie o to chodziło. Myśmy chcieli do Hévízu bo tam mieści się absolutnie unikalne jezioro termalne, w którym chcieliśmy się – zimą – wykąpać.

Hévíz znajduje się w zachodnich Węgrzech, patrząc od Budapesztu za Balatonem. Miejscowość ma charakter typowo leczniczy (stąd te uśmieszki znajomych), to takie miasto-szpital. W hotelu, w którym się zatrzymaliśmy, każdy, poza nami, rzecz jasna, jakoś krzywo chodził, miał sztywnawą nogę, rękę trochę nie tak albo też po prostu był starawy i zgrzybiały. Kolacja o 19 a potem cisza – żadnego baru, śmiechów, muzyki, nic.

Bo cudowne jezioro to przede wszystkim mekka kuracjuszy. Turystów takich jak na lekarstwo. Starcy moczą się tam dla zdrowia a nie dla przyjemności.

Ale do rzeczy. Jezioro mieści się w parku i faktycznie mimo zimowej temperatury jest ciepłe. Poparzyć się nim nie poparzysz ale wykąpać się można i z dwoma chłopakami (było nas więcej osób) opłynęliśmy sobie pawilon na wodzie.

Ten pawilon to dla mnie wielkie rozczarowanie. Wraz z pomostami zajmuje jakąś jedną dziesiątą powierzchni jeziora i w dodatku nie wydaje się być konieczny. Owszem, można tam zejść do wody, która jest cieplejsza  niż na zewnątrz, ale czy nie można było tego zrobić na brzegu bez zasłaniania jeziora betonem? A do tego piękny to on nie jest, jak się zejdzie do wody to siedzi się wśród betonowych słupów i jakichś rur oświetlonych siniejącymi neonówkami, nie urzekło to mnie specjalnie. A część pomostów to po prostu tarasy widokowe, po co stawiać coś takiego na wodzie naprawdę nie wiem. Założę się, że w ciągu następnych dziesięciu lat za ciężkie pieniądze z Unii przywrócony zostanie naturalny stan jeziora bez tego wszystkiego badziewia.

widok z kosmosu

Ciekawostką Hévízu są Rosjanie. Miasto ma być nimi zalane, o czym mówili nam z dreszczykiem emocji w głosie wszyscy, z którymi rozmawialiśmy o naszym wyjeździe. W rzeczywistości owszem, rosyjski się słyszy ale nie nazwałbym tego zalewem. W każdym razie jest to pewna odmiana po niegdyś wszechobecnych Niemcach.

Czy polecałbym Hévíz? Pewnie. Mimo wszystko termalne jezioro to rzecz urzekająca. Piękne są na nim lilie wodne, lekko krążąca woda zmusza do ruchu. Z pawilonem i pomostami czy bez, drugiego takiego jeziora nie ma.

Hévíz

deski do przytrzymywania się na wodzie

Hévíz

widok z pawilonu

Hévíz

temperatura tylko ciut wyższa od zera

Hévíz

Hévíz

we wnętrzu pawilonu

Hévíz

tablice upamiętniające zasłużonych lekarzy i słynnych kuracjuszy

różnice pol-węg: nie tylko ja się dziwię

Na blogu Czy Europa pojawił się jakiś czas temu wpis zatytułowany O różnicach między Węgrami a Polską. Autor dzieli się swoimi wrażeniami z niedawnego pobytu na Węgrzech wyliczając pięć różnic między Węgrami a Polską. Ne streszczam ich, poczytajcie sobie sami.

Wpis zauważam z przyjemnością, miło spotkać innych ludzi, których też takie większe-mniejsze różnice potrafią zainteresować.

Dzielnica z góry

Codziennie mijamy ciepłożółty kościół św. Teresy, niekiedy ogłusza nas bicia jego dzwonów ale nigdy nie przyszło nam do głowy, że z jego wieży moglibyśmy sobie obejrzeć naszą okolicę. Aż w sobotę okazało się, że w ramach imprezy Templomok éjszakája (Noc kościołów) wieża jest otwarta dla zwiedzających przez cały weekend. Weszłiśmy, oto parę widoków, jakich zwykle się nie zobaczy.

wieza_sama

to widzimy zwykle na codzień

zegar na wieży kościoła św. Teresy w Budapeszcie

mechanizm zegarowy

widok z wieży kościoła św. Teresy w Budapeszcie

wzgórze Gellérta ze statuą wolności

widok z wieży kościoła św. Teresy w Budapeszcie

bazylika jak ją od nas widać

widok z wieży kościoła św. Teresy w Budapeszcie

Akademia Muzyczna (w remoncie) jest tuż-tuż

widok z wieży kościoła św. Teresy w Budapeszcie

ulica Király z góry

widok z wieży kościoła św. Teresy w Budapeszcie

dom naprzeciw

widok z wieży kościoła św. Teresy w Budapeszcie

ten dom widujemy zwykle z perspektywy od dołu

widok z wieży kościoła św. Teresy w Budapeszcie

tak wygląda z góry najpopularniejszy fastfood z pizzą z okienka w naszej okolicy

Mam nadzieję, że wieża będzie udostępniania częściej. Masa chętnych do wlezienia na nią świadczy, że jest na to zapotrzebowanie. A poza kopułą bazyliki, zamkiem czy górą Gellérta byłoby kolejne miejsce do oglądania naszego miasta.

Najlepiej strzeżony sekret Budapesztu

Kultowy nowojorski sklep z przecenioną odzieżą markową Century 21 miał kiedyś slogan New York’s Best Kept Secret. W Budapeszcie jego odpowiednikiem, przynajmniej dla kobiet, jest Max Mara na wyspie Csepel.

Formalnie jest to sklep Diffusione Tessile, jedyny zresztą poza Włochami. Mieści się w betonowym hangarze niedaleko autostradowej obwodnicy Budapesztu M0. Ani lokalizacja ani zewnętrzny wygląd nie są w stanie jednak zwieść tutejszych kobiet , które doskonale wiedzą, że można tu dostać eleganckie ciuchy Max Mary w cenie Zary albo i niżej, tyle tylko, że z jakiś powodów, z wyciętą metką.  Pielgrzymują więc tam z całego miasta, zwłaszcza w weekendy i gdy jest świeża dostawa towaru (można zapisać się na listę i wtedy pocztą informują o niej), wówczas sklep zamienia się w kotłowaninę klientek i fruwających ciuchów. Męskiej odzieży nie ma.

Doświadczenie jedyne w sobie, polecam wszystkim, także turystom. Adres to

Sellő utca 8

2310 Szigetszentmiklós

Tel. 0036 24 443334

Miłych zakupów!

bibliorower

Bibliorower czyli po węgiersku Bibliobicikli w swoim czasie oznaczał motor Csepel-Pannonia o pojemności silnika 125 centymetrów sześciennych (motocykl ten próbowano wykorzystywać do działalności bibliotek wiejskich na początku lat 50-tych, źródło tu [węg]) ale to było minęło. Obecnie to mała knajpka na Római part (wybrzeże Rzymskie) z poważną szansą na kultowość.

Jej nazwa pochodzi częściowo od punktu naprawy rowerów, który jest jej częścią. Bibliobicikli jest wciśnięta pomiędzy popularną ścieżkę rowerową do Szentendre a Dunaj. Za drugi człon nazwy odpowiada chyba półka z książkami, którą widziałem tam przedostatnio choć nie ostatnio.

Bibliobickili zachwyca położeniem, usługami, barem a w nim między innymi piwem o smaku wiśniowym (tak) oraz możliwością posiedzenia w leżaku nad samą wodą. Cudo, polecam. Poniżej parę zdjęć oraz mapka jak znaleźć. Idąc czy jadąc rowerem od Budapesztu jest ona zaraz za hangarem Hattyú.

Bibliobicikli Budapest

widok od ścieżki – punkt naprawy rowerów, akurat nic się nie dzieje

Bibliobicikli Budapest

koncety w środy i piątki o 19

Bibliobicikli Budapest

 

bar

Bibliobicikli Budapest

taki widok na rzekę mają dziewczyny pracujące w barze

Bibliobicikli Budapest

niecodzienna oferta

Bibliobicikli Budapest

leżaki, słońce praży więc puste

Bibliobicikli Budapest

czasem ktoś przepłynie – jest na co się pogapić

Bibliobicikli Budapest

są też takie fotele zrobione z palet

Bibliobicikli Budapest

 

mural: „gdzie twoje istnienie jest słodkie”

Bibliobicikli Budapest

tu mniej więcej mieści się Bibliobicikli

PS 3 września 2012

Byliśmy ze znajomymi w Bibliobicikili i dowiedzieliśmy, że miejsce ma też drugą nazwę, a mianowicie Fellini. Ponadto zapoznaliśmy się z interesującym systemem realizacji zamówień jedzenia. Zamówiwszy to, co się chce jeść dostaje się kamień z numerkiem. Kiedy zamówienie jest gotowa rozwija się flaga z odpowiednim numerkiem i można iść je odebrać.

Bibliobicikli Budapest

mieliśmy piątkę, można iść po nasze jedzenie

Bibliobicikli Budapest

tak romantycznie jest tam wieczorem

***

Polecam dwie nowe inicjatywy internetowe. Pierwsza to Forum Węgierskie, nazwa wystarczy tu za opis, 

Druga to 2026 FIFA World Cup Central Europe. Wyczuwam to inspirację EURO: chodzi o pomysł zorganizowania w 2026 roku mistrzostw świata w sześciu krajach środkowoeuropejskich: Austrii, Czechach, Polsce, Słowenii, na Słowacji i Węgrzech (ciekawostką jest, że na stronie wyliczając te kraje podaje się ich liczbę jako pięć). Strona jest w zasadzie tylko wizytówką, ale są kontakty dla zainteresowanych. Pomysł niesamowity nieco ale kiedy wymyślono EURO kto w to wierzył?

Trzymam kciuki za obie inicjatywy.

studio filmowe w Etyeku

Pięknie położony podbudapeszteński Etyek do niedawna kojarzył mi się z winem, zmieniło się od naszej wizyty w studiu filmowym im. Alexandra Kordy. Studio, założone parę lat temu pod Etyekiem jest otwarte dla zwiedzających i tak tam trafiliśmy.

Od strony Budapesztu studio jest za wsią. Leży na wzgórzu i widać je z daleka: parę hangarów, brama będąca zarazem symbolem firmy. Podjeżdzamy, okazuje się, że lepiej było się zarejestrować na zwiedzanie ale można i bez. Weekendowe bilety (zwiedzanie w ciągu tygodnia kosztuje mniej) nie są tanie: dorośli 3000ft, dzieci 2300, rodzinny 7400, ale wkrótce się przekonamy, że ot dobrze wydane pieniądze.

plan studia filmowego im. Kordy w Etyeku

Zwiedzanie jest z przewodnikiem. Miła dziewczyna najpierw oprowadza nas po hangarze mieszczącym centrum dla zwiedzających (Látogatóközpont na zdjęciu powyżej). Zaczyna się od wystawy poświęconej życiu węgierskiego reżysera Alexandra Kordy, jednej z głównych postaci światowego kina pierwszej połowy dwudziestego wieku.

Wystawa jest ok, dużo ciekawsza jest jednak część poświęcona technice robienia filmów. Przedstawione jest tam szereg optycznych sztuczek, które się tam wykorzystuje. Wystawa niby komercyjna ale poczucie jakby się było w Csodák Palotája czy też centrum Kopernik. A w dodatku wszystkiego można wypróbować i robić zdjęcia.

Wprowadzamy więc pancernik do wejścia do portu co jakiś czas strzelając z niego do dział, Chłopak zawisa na ścianie jak Supermen a potem jedzie na motorze po bulwarach nad Dunajem. Dowiadujemy się jak się robi zdjęcia łodzi podwodnej a także jak w filmie ludzie podobnej wielkości mogą się różnić wzrostem. W pokoju Foleya dodajemy dźwięki do poszczególnych scen.

trik filmowy, studio im. Alexadra Kordy w Etyeku

Ten Supermen leży a nie wisi ale jak się obróci obraz to jest przekonujący

trik filmowy, studio im. Alexadra Kordy w Etyeku

Chłopiec na lewo jest niższy niż chłopiec na prawo, który zresztą nie stoi na prześle tylko na jego części kawałek dalej, co widać po cieniu. Iluzja powstaje z jednego tylko punktu obserwacji, wtedy oba elementy krzesła się dodają tworząc złudzenie całości krzesła.

trik filmowy, studio im. Alexadra Kordy w Etyeku

Na lewo osoba dorosła, na prawo dziecko. Pokój, gdzie wszystko jest krzywe, obserwowany jest przez dziurę w ścianie, co dalej iluzję, że to normalne pomieszczenie. Wideo poniżej pokazuje jak powstaje to złudzenie.

Na koniec przechodzimy do makiety Brooklynu, gdzie kręcono Hellboy 2. Na zdjęciach bardzo jest ona przekonująca, jak można się przekonać poniżej.

Studio filmowe im. Kordy w Etyeku

Studio filmowe im. Kordy w Etyeku

Studio filmowe im. Kordy w Etyeku

Kawałek dalej makiety do serialu Rodzina Borgiów, który kręci się między innymi tutaj, ale nie można ich zwiedzać ani fotografować tak długo jak serial jest wciąż robiony. Wolno mi sfotografować natomiast tabliczkę w stołówce dla ekipy pracującej przy serialu pokazującą gdzie jedzą.

Studio filmowe im. Kordy w Etyeku

W stołówce na ścianie zamieszczony jest wielki cytat z potentata fimowego George’a Cukora, również węgierskiego pochodzenia, przypominający jaką potęgą byli kiedyś Węgrzy w światowym przemyśle filmowym: Nie wystarczy być Węgrem, musisz mieć jeszcze talent.

Studio filmowe im. Kordy w Etyeku

Całość zwiedzania to trzy godziny. Warto było tu przyjechać. Zmykamy na obiad w Etyeku.

dyskretny urok ósmej dzielnicy

Turystyka w Budapeszcie – wiadomo: zamek, plac Bohaterów, łaźnie, Váci utca. Splendor, elegancja, zabytki, luksus. Antytezą takiej turystyki jest ósma dzielnica, gdzie jest budynki się sypią, jest brudno, biednie, nic tam nie ma a w dodatku jest niebezpiecznie. Tam wybraliśmy się niedawno na wycieczkę z przewodnikiem organizowaną przez organizację Budapest Beyond Sightseeing.

Udało się świetnie. Nasza przechadzka miała tytuł A Nyócker Csillagai (Gwiazdy ósmej dzielnicy) i jej tematyką była kultura żydowska dzielnicy. Spotkaliśmy się na placu Gutenberga, gdzie nasz przewodnik Csaba zebrawszy po 3000 forintów od osoby opowiedział trochę o historii żydów na Węgrzech. Dowiedziałem się między innymi, że pierwsze ślady ich obecności tu pochodzą z trzeciego wieku czyli poniekąd żydzi byli tu przezd Węgrami.

Dalej przystanęliśmy przy pobliskiej szkole dla rabinów neologów, w swoim czasie będącą kamieniem obrazy dla ortodoksów.

Następny przystanek miał miejsce na rogu ulicy przed bramą opuszczonego chyba sklepu z widocznymi śladami strzałów chyba z 1956 – w powstaniu mieszkańcy dzielnicy wzięli aktywny udział.

VIIIdrzwi
Po drodze sporo typowych dla dzielnicy klimatów jak choćby te stare zakurzone motory stojące na ulicy.

VIIImotory

Na ścianach mijanych domów widać było, że mimo ich dzisiejszego stanu nie zostały zbudowane jako rudery. Tu i ówdzie spotrzec można było piękne ornamenty.

VIIIdetal

Zwiedziliśmy kamienicę, jak nam powiedział Csaba, jedną z najstarszych w okolicy.

VIIIrudera

Z zewnątrz rudera, w środku nie lepiej – dom nieremontowany od bodaj stu lat – ale sporo urokliwych elementów.

VIIIruderawsrodku

Jak choćby te witraże w oknach.

VIIIwitraz

Czy też motyw na posadzce.

VIIIposadzka

Ciekawostką okazały się być kreski na ścianie. Nie zostały one jak się okazało zrobione orzez bawiące się dzieci ale przez dorosłych mieszkańców domu w okresie bombardowań Budapesztu: każda kreska oznacza jedną bombę, która spadła w pobliżu, obok kresek zapisane są daty.

VIIIbomby

W trakcie przechadzki przeszliśmy przez plac Jana Pawła II, niegdyś plac Köztarsaság (Republiki).

VIIIJPII

A na placu graffiti streetdancowo-facebookowe. Przy okazji dowiedzieliśmy się, że dzielnica zajmuje czwarte miejsce pod względem bezpieczeństwa wśród dzielnic Budapesztu więc wygląda na to, że mit niebezpieczeństwa należałoby zrewidować.

VIIIfacebook

Kawałek dalej zatrzymaliśmy się przed budynkiem na ulicy Népszínház z tablicą upamiętniającą „Małą Warszawę” czyli jedyne w Budapeszcie a może i na Węgrzech miejsce oporu zbrojnego żydów wobec próby ich wywóżki.

VIIImalaWarszawatablica

VIIImalaWarszawadom

Ostatnim przystankiem był plac Telekiego. Csaba, który pisze dyplom z historii żydów z placu Telekiego, opowiedział nam o fenomenie synagog mieszkaniowych. Mieściły się w mieszkaniach lub częściach budynków mieszkalnych. Kiedyś pełno było ich w Budapeszcie, na samym placu bylo ich kiedyś 24. Obecnie ostała się tylko jedna, okazało się, że zaraz będziemy mieli okazję ją zobaczyć. Budynek, w którym się mieści wygląda zupełnie zwyczajnie.

VIIIdomTelekiter

Nawet samo wejście do synagogi nie ma w sobie niczego specjalnego.

VIIIsynagogawejscie

W środku jednak od razu wiadomo gdzie jesteśmy.

VIIIsynagogawsrodku

Do synagogi przez lata chodziło tylko paru starych żydów, ostatnio jednak zaczęło się tam pojawiać więcej ludzi, głównie młodych.

VIIIsynagogazyrandol

VIIIsynagogaszale

Jeden z nich, fotografik, jest autorem tej panoramy przedstawiającej synagogę.

VIIIsynagogapanorama

źródło: Teleki Tér Shtiebel Budapest, na stronie synagogi jest dużo świetnych zdjęć dla zainteresowanych

Mnie osobno zainteresował hebrajski zegar, czegoś takiego dotąd nie widzałem. Minęło właśnie wpół do drugiej.

Nie ma chyba co dodawać, że obiecaliśmy sobie pójść też na inne przechadzki organizowane przez Budapest Beyond.