Węgry rowerową potęgą w Europie

Na ciekawym blogu Cycling Solution (EN) znałazłem dość zaskakującą informację: po Holendrach (oczywistość) drugim najbardziej rowerowym krajem w Unii są Węgry. Nie jakieś państwo skandynwaskie, nie Austria czy Niemcy ale właśnie Węgry.

Informacja pochodzi z opublikowanego w marcu raportu Eurobarometru pt. Future of transport. Analytical report. Znajduje się w odpiowiedzi na pytanie D7: What is the main mode of transport that you use for your daily activities? (Z jakiego środka transportu korzystasz przy wykonywaniu codziennych czynności?) Rower był jedną z możliwych odpowiedzi obok samochodu, komunikacji miejskiej, chodzenia pieszo, motoroweru i rubryki „inne”. Tablica ze szczegółowymi danymi znajduje się na stronie 30.

W Holandii rowerzystów jest 31,2%. Węgrzy drugie miejsce (19,1%) zajmują tuż przed Danią (19%). Szwecja ma 17,4% rowerzystów, Belgia i Niemcy po 13,4%. Polskę (9,3%) wyprzedza jeszcze Słowacja (9,5%). Przeciętna Unii to 7,4%.

Nieźle. Ciekawe, że Węgrzy mało są tego świadomi a przecież to spory powód do dumy. Gratulacje dla wszystkich tutejszych rowerzystów!

A tak przy okazji, zbliża się jesienna Critical Mass (22 września – dzień bez auta). Wszystkie informacje jak zwykle tu. Ciekawostką jest, że w tym roku na zakończenie dla uczestników zagra Budapeszteńska Orkiestra Festiwalowa jako akt poparcia dla celów CM. Rowerzyści-melomani są w ekstazie;)

rower piwny

Wiadomo – piłeś, nie jedź. Nawet na rowerze. A w Budapeszcie jak chcesz się napić to właśnie, że wsiadaj na rower, ściślej mówiąc na rower piwny czyli po węgiersku beer bike.

beerbike Budapest

Rower piwny to ruchomy bar. Siedzi się przy blacie, pije piwo a w międzyczasie pedałuje by się bar ruszał,

Beerbike’a widuję dość często w śródmieściu. Jak się dowiedziałem ze strony internowej projektu można go wynająć za 11 000-17 000 forintów (w zależności od pory dnia), 164-253 złoych) za godzinę. Mieści się na nim do 14 ludzi więc łatwo można sobie wyliczyć koszt na osobę.

Napoje są dość drogie: piwo 800 forintów (12 złotych) za litr, woda minerallna, Coca Cola itp. 700 forintów (10.50 złotych) również za litr. Szampan – nie wiadomo jakiej jakości  – 1500 forintów  (22 złotych) za butelkę.

Jest za to kierowca czyli nie ma ryzyka, że policjant zasonduje wesołych rowerzystów, chcesz się napić więc to spokojnie jedź.

płatny parking rowerowy

Spostrzegłem to na ulicy Nagymező a dotąd takich usług jeszcze nie widziałem: parkowanie roweru 30 forintów za godzinę, skutera 50 a samochodu 260. By uzmysłowić o jakich pieniądzach jest mowa, za 30 forintów kupi się, w zależności od wielkości i rodzaju, jedną lub dwie zwykłe bułki.

rowerzystom będzie łatwiej na Węgrzech

Przeczytałem artykuł na temat niebezpieczeństw zagrażających rowerzystom w Polsce i przyszło mi do głowy, że powiniem coś napisać na temat poprawek do kodeksu drogowego, kóre weszły w życie na Węgrzech 1 stycznia istotnie ułatwiając życie rowerzystom. Oto ich krótki przegląd (opieram się tu na wpisie z bloga TotalCar, pełen tekst – po węgiersku – do ściągnięcia stąd).

Zmiany drobne:

  • pojawił się znak malowany na jezdni oznaczający kierunek ruchu rowerowego

  • doprecyzowano pojęcia ścieżki rowerowej a także ścieżki rowerowo-pieszej
  • zakazane jest najeżdżanie ładunkiem nad pas dla rowerów i otwarty pas dla rowerów
  • zakazane jest parkowanie na ścieżce rowerowej i przy pasie dla rowerów i przy otwartym pasie dla rowerów
  • rowerom i motorowerom wolno jest parkować na chodniku gdy nie mogą tego zrobić gdzie indziej, nie wolno im przy tym zajmować więcej niż połowy szerokości chodnika i muszą zostawić dla pieszych co najmniej 1.5 metra
  • rowerzyści nie muszą zawsze jeździć po prawej stronie jezdni
  • pojawił się znak parkingu rowerowego

Do ważniejszych zmian należy zezwolenie na przewożenie osób na rowerze. Robić to może osoba co najmniej 16toletnia, a przewożona osoba nie może mieć więcej niż 10 lat.

Pojawiło się pojęcie otwartego pasa dla rowerów, z którego mogą korzystać również inne pojazdy, rowerzyści mają jednak na nim zawsze pierwszeństwo.

Rowerzyści mogą zajmować miejsce przed pojazdami stojącymi na światłach o ile na jezdni namalowany jest odpowiedni znak. Rowerom wolno wyprzedzać z prawej strony stojące pojazdy jeśli jest tam dość miejsca.

Rowerzyści mogą wjeżdżać w jednokierunkowe ulice pod prąd o ile pojawi się odpowiedni znak drogowy. Korzystać wówczas powinni z pasa rowerowego lub również skierowanego pod prąd buspasa, albo też powinni jechać trzymając się prawej strony.

W przypadku samochodów skręcających w prawo i przejeżdżających przy tym przez pas rowerowy, pierwszeństwo mają rowerzyści.

***

Na blogu Autobus czerwony pojawił się wpis Krzysztofa Vargi na temat autobusów na temat autobusów budapeszteńskich. Wszystko co pisze to prawda, nawet jutrzejszy strajk już nam ostatecznie potwierdzono. Pomija on jednak ważny aspekt polityczny obecnych problemów z parkiem autobusowym.

Otóż początek epidemii awarii autobusowych zbiegł się w czasie z załamaniem się negocjacji zarządu BKV ze związkami zawodowymi na temat układu zbiorowego. Obecnie obowiązuje w związku z tym kodeks pracy a pracownicy BKV bardzo demonstrują jak fatalny wpływ ma ta sytuacja na funkcjonowanie firmy.

Co więcej, podobno pojawiły się przypadki sabotażu pracowników BKV: jakiegoś kierowcę zatrzymano za przecięcie przewodów do mycia okien, dwóch innych wyrzucono z pracy ze skutkiem natychmiastowym za zbyt opieszałe zgłoszenie technicznej niesprawności ich pojazdów. 

Sytuacja się zaostrza, ciekaw jestem na ile jest/będzie rozgrywana w ramach zbliżającej się kampanii wyborczej.

ścieżki rowerowe na Manhattanie

Będąc niedawno w Nowym Jorku z pewnym zdziwieniem zauważyłem ścieżkę rowerowe na samym środku ulicy na Manhattanie. Co dziwniejsze, obok niej kawałek asfaltu, zamalowany na zielono, służący jako rozszerzenie chodnika.

Kolega wyjaśnił mi, że burmistrz Bloomberg chciał wogóle zamknąć części Manhattanu dla samochodów ale nie wyraził na to zgody senat stanowy, do którego takie decyzje należą. Mimo, że podobno większość nowojorczyków popierałaby takie rozwiązanie nie spodobało się ono dojeżdzającym spoza miasta, i ich głos przeważył. Burmistrz na jednak prawo reorganizacji ruchu i w niego skorzystał poszerzając chodniki, wprowadzając ścieżki rowerowe – i przy okazji ograniczając ruch samochodowy.

Tyle mój kolega. Szukałem informacji w internecie na ten temat ale mi się to nie udało, może ktoś wie gdzie możnaby ją znaleźć? Nie musi być koniecznie po węgiersku;)

No i rzecz jasna, kiedy też coś takiego i u nas?

kidical mass i nie tylko

Tym razem miałem być w Budapeszcie na Masę Krytyczną. Problemem był tylko fakt, że miał być közlekedés czyli włączanie się do ruchu w przeciwieństwie do przejazdu zamkniętymi ulicami więc martwiłem się, że nie będę mógł zabrać Chłopaka. Aż się dowiedziałem, że obok Critical Mass będzie też Kidical Mass pomyślana dla dzieci!

Kidical_mass_poster1pici_tn

Odlot, pomyślałem. Kidical Mass, w przeciwieństwie do Critical Mass, będzie się przemieszczał po określonej, zamkniętej dla samochodów, trasie. Bezpiecznie, można spokojnie zabrać dzecko. Wspaniale.

Na demonstrację, która za miejsce zbiórki miała park przy placu Deáka, dotarliśmy, z powodu wywiadówki w szkole, dopiero o wpół do siódmej. Do tej pory tłum zdołał już objechać urząd burmistrzowski. Tym razem hasłem było „Többen tekerünk, töbet akarunk” czyli „Jest nas więcej, więcej żądamy”. Głównym żądaniem była ścieżka rowerowa na dużym körúcie.

Zaraz po naszym przyjeździe masa ruszyła. Początkowo faktycznie jechaliśmy wśród dzieci i rodziców ale zanim dojechaliśmy do Andrássy okazało, się z nami ruszyli wszyscy i tłum był taki jak zawsze z gdzie niegdzie tylko pojawiającymi się dziećmi.

dzieci jeszcze dominują

a tu już nie

w wózku niemowlę, na rowerze – wiem, bo podsłuchałem – Holender

Przy Oktogonie skręciliśmy w körút i zaczęła się zabawa. Najpierw zauważyłem piktogramy ścieżki rowerowej wymalowane poprzedniej nocy na asfalcie. Podobne pojawiły się wcześniej na mostach Szabadság i bodajże Margit. Czysta nielegalka.

W miarę jak jechaliśmy coraz więcej robiło się rowerzystów, i to po obu stronach ulicy, a coraz mniej samochodów, w dodatku nie tylko ilościowo ale i przestrzenie. Rowerzyście gwizdali, dzwonili, nawoływali się – pełna fiesta. Policjanci i porządkowi Critical Mass pilnowali głównie by masa stawała na światłach. „Zatrzymajcie się” mówili porządkowi, „Proszę państwa o zatrzymanie się” mówili policjanci. Przy czym pełen spokój, zero spięć, awantur, pyskówek.

Nawet nie zauważyliśmy gdzie się podziała Kidical Mass, nagle uświadomiliśmy sobie, że obok nas tu i ówdzie jadą samochody. Wycofaliśmy się z Chłopakiem – jeżdzenie rowerem wśród aut na kürúcie nie jest rzeczą dla ośmiolatka – i chodnikami wróciliśmy do parku na podnoszenie rowerów.

Podnoszenie – tradycyjne zwięczenie masy – miało być o ósmej, koniec końców odbyło się o wpół do dziewiątej. Chłopak też podnosił swój rower tyle ile mógł ale nie chciał mojej pomocy.

szef demonstracji Gábor Kürti „Kükü” podnosi

podnoszą bezimienni bohaterowie dnia

podnosi nawet załoga rikszy

Strasznie energetyzująca jest taka demonstracja. Potem długo jeszcze się widuje naklejki CM na rowerach w mieście. I jeszcze bardziej się pedałować – szczególnie po körúcie:)

PS. W demonstracji udział wzięło między 10 a 20 tysięcy ludzi.

„na rowerze do pracy” – nowe wideo

Ruszyła właśnie na nowo kampania Bringazz a munkába! organizowana wspólnie przez Ministerstwo Transportu, Komunikacji i Energii oraz Węgierski Klub Rowerowy, którego nota bene jestem członkiem.

Pomysł jest prosty: osoby z jednej firmy jeżdzące na rowerze do pracy formułują maksymalnie pięcioosobowy zespół, lub zespoły, i przez okres trwania kampanii każdego dnia jeśli akurat przyjadą do pracy na rowerze zapisują to na stronie internetowej projektu. Na koniec kampanii zespół, który wykręcił najwięcej kilometrów i przez to wygrał konkurs dostaje nagrodę, pozostali natomiast dostają dyplom uczestnictwa oraz gadżety, w zeszłym roku szkiełka odblaskowe na koła.

Podobnie jak i w zeszłym roku kampania jest promowana przez film wideo. Fajny, zobaczcie sami.

na rowerze w Amsterdamie, na rowerze w Budapeszcie

Dopiero co wróciłem z Amsterdamu a Amsterdam, wiadomo, to miasto rowerów. A ja jako rowerzysta budapeszteński nie mogłem się powstrzymać, żeby nie porównywać. I oto co mnie uderzyło.

  • Rowery są w Amsterdamie inne. Są duże, ciężkie. Dużo z nich wygląda jak psu z gardła wyciągnięta, często są brudne lub podrdzewiałe. Lampy zwykle nie działają. Nie widać wyścigówek ani górali tak popularnych w Budapeszcie. Wszystko po to, by rowery nie były atrakcyjne dla złodziei, głównie, podobno, narkomanów.

    Tu też się boimy kradzieży ale rowery wyglądają lepiej.

  • Amsterdamskie rowery często występują w ciekawych wersjach. A to przyczepka, a to siedzenia dla dzieci, a to pleksi ochraniające dziecko na foteliku przed pędem powietrza. Skrzynki czasami dekorowane są sztucznymi kwiatami.

  • Parkuje się te amsterdamskie rowery na ulicach. Wszędzie stoją – lub leżą – ich wielkie ilości. Interesujące są zamki na tylne koła mocowane za siodełkiem, rzecz nieznana tutaj.

    Dużo jest stojaków na rowery, niektóre interesujące i nieznane mi w kształcie z Budapesztu.

  • Ciekawe jest też, że w Amsterdamie często rower się po prostu spina łańcuchem nie przykuwając go do niczego, czego w Budapeszcie nikt by nigdy nie zrobił. Tutaj rowerów na noc się nie zostawia na ulicy. W większości ludzie trzymając w domach, często nawet w mieszkaniach, na balkonach, itd.
  • Rowerzyści amsterdamscy to zwykli ludzie. Zero aury sportowości (widziałem tylko jednego kolarza), jak zejdą z rowerów to niczym się nie odróżniają od reszty ludności. Pomaga w tym uniesiona wysoko kierownica dzięki której jedzie się siedząc prosto a nie pochylonym. Ludzie wożą się nawzajem na ramie czy bagażniku, jadąc rowerem rozmawiają przez komórki, jedną ręką trzymają jakieś paczki.

    W Budapeszcie z kolei często widuje się specjalne ubrania rowerowe, torby kurierskie czy rękawiczki. Jazda rowerem to tu poważna sprawa. Rowerzysta nawet bez roweru jest rozpoznawalny.

  • Kontynuując, w Amsterdamie niemal nikt nie nosi hełmów rowerowych, co w Budapeszcie jest coraz bardziej przyjęte. Co ciekawe nie noszą ich też skuterowcy, w Budapeszcie natychmiast zapłaciliby za to mandat. Rowerem w Amsterdamie spokojnie wozi się dziecko – lub dwoje dzieci – albo nawet niemowlę (sam widziałem, w przyczepce wbudowanej w przednią część roweru).

    Nie ma strachu, że coś mu się stanie. W Budapeszcie rodzic wkładający dziecko do fotelika uważany jest za ryzykanta i osobę nieodpowiedzialną.

  • W Amsterdamie rowerem jeździ się spokojnie, na pełnym luzie. Mimo, że ścieżki są zapchane rowerami, że co raz to włażą na nie piesi nie ma tak powszechnego w Budapeszcie pieklenia się, najwyżej się bez gniewu dzwoni.

W Amsterdamie rowery są znacznie bardziej przyjętą częścią codzienności niż u nas. Nie ma wokół nich atmosfery nadzwyczajności. Nie ma walki z kierowcami i pieszymi o uznanie. Sądzę, że jest tak bo ludzie tam wzrastali z rowerzystami wokół nich. Sporo z obecnych rowerzystów (a pewnie też kierowców i pieszych) wożono pewnie jako dziecko rowerem więc dla nich rower na ulicy jest czymś naturalnym. Kiedy my do tego dojdziemy.

dziś na ulicy w Budapeszcie

Dziś parę zdjęć z okolic Oktogonu. Nasza sytuacja w pigułce.

Kolejna genialna okładka tygodnika HVG na słupie ogłoszeniowym. Tytuł Kilátásvizsgálat to gra słów. Słowo oznacza Badanie perspektyw, jest podobne do Látásvizsgálat, które oznacza Badanie wzroku.
I jakież to słowa mamy odczytać – w kolejności od największego do
najmniejszego – "zadłużenie", "obciążenie", "stopa procentowa", "VAT",
pod kreską, "indeks giełdowy" i prawie niewidoczne "płace". Taak.

Obok zbieranie poparcia dla kandydatów w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Na lewo prawicowi radykałowie z partii Jobbik.

Ich kandydatką jest Krisztina Morvai. Udzielmy jej poparcia bo będzie ona bronić interesu narodowego, głosi plakat. Nie tak jak Tamás Deutsch, Viktória Mohácsi czy Edit Herczog (obecni posłowie do PE). Uświadomiony obywatel bez trudu zrozumie aluzję do ich żydowskiego czy cygańskiego pochodzenia.

Na prawo młodzi z nowego ugrupowania Lehet más a politika! czyli Polityka może być inna.

Namiocik, młodzi się siedzą na ziemi, palą fajkę wodną. Lista LMP jest tworzona wspólnie z Partią Humanistyczną. Ciekawych ludzi mają tam, liście przewodzi Tímea Szabó, absolwentka Harvardu, jest też tam Tibor Várady, który w niedawnych wyborach uzupełniających w Ferencváros zdobył 3.9% głosów, jest András Lovasi z kultowego zespołu Kispál és a Borz a także charyzmatyczny przywódca ruchu Masy Krytycznej Gábor Kükü Kürti. Kampanię prowadzą z wykorzystaniem internetu, jest oczywiście grupa na facebooku, itd.

Kawałek dalej plakacik właśnie Masy Krytycznej, która ma się odbyć w tę niedzielę (niestety nie będzie mnie w mieście – arrrrgh!).

Tym razem, nowatorsko, plakaty przyczepiane są do mniej lub bardziej kompletnych gruchotów rowerowych umocowywanych łańcuchami do świateł ulicznych przy ruchliwszych ścieżkach rowerowych. Mniej za to jest naklejek, zapewne na skutek protestów grupy (nazwy nie pamiętam) walczącej o image miasta, która zwracały uwagę na estetyczną dewastację wynikającą z zaklejania wszystkiego naklejkami.

***

Mało ostatnio pisałem bo dużo pracuję (przed Wielkanocą trzy tygodnie bez przerwy, każdego dnia), sporo wyjeżdzając za granicę. Niespecjalnie się to poprawi w najbliższym czasie, z góry uprzedzam, dziekując przy tym za pamięć i odwiedzanie bloga mimo wszystko!

gigantyczny rowerzysta na Dunaju

Olbrzymia rzeźba kinetyczna rowerzysty pojawiła się koło mostu Małgorzaty, proszę sobie tylko popatrzeć:

Uwierzyliście? Nie trzeba było. Póki co istnieje tylko na filmie, który zrobił Zoltán Kecskeméti.Ten programista na co dzień pracujący nad grami komputerowymi zrobił ten filmik pod wpływem impulsu, dowiedziałem się z bloga Kerékágy. Przyszło mu do głowy, co byłoby gdyby Budapeszt miał coś takiego jak London Eye i spróbował to sobie wyobrazić.

Filmik pojawił się w internecie parę dni temu i podekscytował budapeszteńskich rowerzystów. Czyż nie byłoby świetnie gdyby taka rzeźba się naprawdę pojawiła na Dunaju? Nie byłoby to wcale drogie a Budapeszt miałby nowy symbol ściągający tutaj turystów.

Owszem, ale przedtem trzeba rozwiązać parę problemów technicznych. Czy powolny w tym miejscu Dunaj byłby w stanie poruszać koła gigantycznego roweru? Co zrobić ze zmieniającym się poziomem wody? Jak ochronić  rzeźbę przed zniszczeniami powodowanymi przez lód?

Trzymam kciuki za rozwiązanie tych wszystkich problemów. Chciałbym mieszkać w mieście z takim rzecznym rowerzystą.