Radio Polonia Węgierska 20/ Demonstracje kobiet na Białorusi dziś i na Węgrzech w 1956 roku

W najnowszym odcinku audycji mówię o demonstracjach kobiet – na Białorusi dziś i na Węgrzech w 1956 roku.

Pełen program podcastu:

1. Powitanie 00:00
2. Serwis polonijny – przyg. Robert Rajczyk
3. Autorski przegląd polskich tygodników – przyg. Robert Rajczyk
4. Jeż Węgierski w eterze – felieton radiowy Jerzego Celichowskiego
5. Książka na Głos
6. Urywki historii – przyg. Izabela Gass
7. Referat Bence Bari
8. Pożegnanie

Kto śledzi wiadomości z Białorusi z pewnością słyszał o roli kobiet w mających tam miejsce wydarzeniach, między innymi o demonstracji ubranych na biało kobiet, którą zorganizowano po fali przemocy w wykonaniu OMON-u. Zakładano, że pałkarze powstrzymają się przed biciem kobiet. W konserwatywnym społeczeństwie, nawet jeśli rządzi dyktatura, przemoc wobec kobiet jest pewnego rodzaju tabu.

Ciekawe, że ta demonstracja na Białorusi w zasadzie była powtórką tego, co stało się na Węgrzech w 1956 roku. Tam grupa oporu kierowana przez Gyulę Obersovszkyego, zresztą składająca się z mężczyzn, wydała wezwania do kobiet by te 4 grudnia, w miesięcznicę interwencji radzieckiej, zebrały się na placu Bohaterów by niemo zademonstrować przeciwko zdławieniu rewolucji.

Tekst nieco patriachalnego apelu brzmiał następująco (fragment):

Naszą wspaniałą rewolucję utopiono w krwi. Na ulicach i placach świeże groby […]
Węgierskie matki! To Wasi synowie tu leżą!
Węgierki! Sumienia Waszych mężów zbuntowane przeciwko tyranii zamyka się we wiecznym więzieniu.
Czyż daremnie umarli? […]
Nie, nie, nie!
Węgierskie matki! Węgierki! Teraz na Was kolej! Wielka jest Wasza siła! Nawet kula Was nie zatrzyma! Wasz niemy, pełen godności protest zmusi do złożenia broni i szacunku dla naszej świętej sprawy tych, także tych, którzy ośmielili się podnieść broń przeciwko prawdzie i najświętszym pragnieniom ludu!

Na wezwanie odpowiedziała dużo kobiet. Na plac Bohaterów przyszło ich wiele tysięcy, niektóre z dziećmi w wózkach. Przyniosły flagi i kwiaty, które złożyły na grobie nieznanego żołnierza. Śpiewano pieśni patriotyczne. Drogę zagradzali im żołnierze radzieccy, na plac przybył sam minister spraw wewnętrznych Münnich ale koniec końców przepuszczono je i do przemocy tego dnia nie doszło.

Źródło: Gyula Nagy, Fortepan
Źródło: Gyula Nagy, Fortepan
Źródło: Kettős Mérce

Demonstracje odbyły się też w innych węgierskich miastach, między innymi w Peczu, Gyuli, Székesfehérvárze, Ostrzyhomiu, Veszprém, Tatabányi, Miskolcu, Egerze czy Sajgótarjánie.

Sukces demonstracji stał się zachętą do ich powtórki: następnego dnia kobiety demonstrowały koło pomnika Petőfiego, gdzie skandowano już hasła. Kolejna próba szóstego grudnia spotkała się już jednak z brutalną odpowiedzią władz: do tłumu oddano strzały i były ofiary.

Pamiętajmy o odwadze Węgierek, pamiętajmy o odwadze Białorusinek. Mam nadzieję, że rewolucja na Białorusi lepiej skończy się niż tutejsze powstanie 1956 roku.

Budapeszt widziany z Białorusi

Odwiedził mnie kolega z Białorusi i poszliśmy na piwo do Gödöru. Nie widzieliśmy się już od dawna, więc najpierw omówiliśmy sprawy osobiste (żona, dzieci, praca) po czym przeszliśmy do omawiania naszych krajów.

Zaczynamy od Węgier. Tłumaczę mu, że kraj jest akurat w stanie kryzysu. Wzrost ekonomiczny byle jaki, politycznie  beczka prochu, zaraz znów będą jakieś zamieszki. A kolega nie rozumie, jego zdaniem wszystko lepiej wygląda niż kiedy był tu parę lat temu.

Przechodzimy na Białoruś. Kolega jest inteligentny i wykształcony, i w żaden sposób nie można go określić jako zwolennika Łukaszenki. Tym niemniej, przywykły do medialnych klisz na temat swojego kraju, stara się nieco prostować podkreślając pozytywne elementy sytuacji. Ulice w Mińsku są świetne, cały czas remontuje się masę domów, a jego koledzy pracujący dla rządu mają może niskie pensje ale za to mają przydziały na piękne mieszkania za kopiejki czy też prawie darmowe wakacje w jakimś, prawda, że białoruskim, kurorcie. Opozycja nie jest poważna, być może na danym etapie rorwoju taki Łukaszenko jest nawet konieczny.

Pogadaliśmy sobie – trochę się pokłóciliśmy, i już prawie kolega ma się żegnać kiedy spytał o koncerty w Budapeszcie. Poszedłem i z baru przyniosłem mu Pesti Est. Przejrzeliśmy sekcję z koncertami, poleciłem mu parę miejsc. I wtedy powiedział: na Białorusi nie ma rozrywki. Tam nic się nie dzieje. Kiedy wyszliśmy i szliśmy przez plac koło kłębiących się deskorolkowców dodał, jaka tu atmosfera wolności. 

Czyli różnimy się czymś od Białorusi:)