Radio Polonia Węgierska 47 / fałszywi przyjaciele tłumacza

W najnowszym odcinku podcastu opowiadam czemu nie ma niczego zdrożnego w węgierskim wyrażeniu Angol extra ruha i o paru innych podobnych rzeczach (35:25). Pełen program podcastu oraz mój tekst poniżej.

Urodzinowy odcinek Radia Polonia Węgierska

– powitanie
– serwis polonijny
– przegląd prasy
– rozmowa z twórcami RPW
– Jeż Węgierski w eterze
– Urywki historii
– pożegnanie

Kiedyś musiałem komuś wyjaśnić koncept fałszywych przyjaciół tłumacza między węgierskim a polskim. Chodzi o wyrazy w obcym języku, które na piewszy rzut oka wydają się nam być zrozumiałe ze względu na podobieństwo do słowa w polskim a jednak ich znaczenie znacząco odbiega. Znane przykłady: „fabric” po angielsku to nie „fabryka” ale „materiał” czy też „tkanina”, „рожа” po rosyjsku to nie „róża” ale „morda”, „čerstvý“ po czesku to akurat „świeży“ a nie „czerstwy“ lub „wyschnięty“. I tak dalej, wszyscy na pewno mają swoje przykłady.

Mimo, że węgierski i polski to dość różne języki i tu można znaleźć wiele ciekawych przykładów fałszywych przyjaciół tłumacza. Nawet osoby, które węgierskiego nie znają ani się go nawet nie uczą zauważą na ulicy mój ulubiony sklep „GROBY“ (po węgiersku: gie robi – nazwa pochodzi od założyciela, który nazywa się Gárdonyi Róbert), uśmiechną się z nazwy smateksu „Angol extra ruha“ czy też usłyszawszy kibiców skandukących „Huj-huj, hajrá!“ – starowęgierskie zawołanie bitewne, którego zakazywano w trakcie meczów z reprezentacją Związku Radzieckiego.

Próby interakcji w węgierskim też mogą dać okazję do doświadczenia tego fenomenu. Jak wiadomo „s“ i „sz“ wymawia się w węgierskim dokładnie odwrotnie jak w polskim. Nie wszyscy jednak to wiedzą. Opowiadał mi kolega o spotkaniu polskich autostopowiczów, którzy próbowali łapać stopa do Segedynu pytając kierowców „szeged“? Ci na szczęście reagowali spokojnie mimo, że pytanie dotyczyło ich, jakby to powiedzieć, zadów. Zresztą – co tam autostopowicze, na warszawskich Bielanach istnieje ulica Szegedyńska (poprawnie byłoby to Segedyńska), tak więc widać, że nie jest to łatwa dla Polaków nazwa miasta.

Uczący się węgierskiego dowiedzą się, że „tutaj“ to „tratwa“, swojskie w pisowni słowo „bizony“ wymawia się nieco inaczej – bizoń – i oznacza „z pewnością“, „baba“ to nie „baba“ ale „małe dziecko“, „kupa“ natomiast to rzecz, o której marzą węgierscy sportowcy bo to mianowicie słowo oznaczające „puchar“. Znajomy, który nazywa się Kutas (wymowa: kutasz, pisownia: kutas), co po węgiersku oznacza „studziennego“, nie mógł się nadziwić wesołości wopistów gdy po raz pierwszy przyjechał do Polski.

Fałszywi tłumacze potrafią być też subtelniejsi. Słowo „polgári“ w słownikowym tłumaczeniu to „mieszczański“. Ta definicja zwiedzie nas na manowce jeśli nie weźmiemy pod uwagę kontekstu kulturowego. Słowo „polgári“ ma na Węgrzech wydźwięk pozytywny, w Polsce „mieszczański“ nie kojarzy się natomiast dobrze. I tak węgierskie „polgári lakás“ przetłumaczymy raczej nie jako „mieszczańskie mieszkanie“ ale „mieszkanie w starym budownictwie“, „polgári család“ to nie tyle „mieszczańska rodzina“ co „dobra rodzina“, i tak dalej.

Jak zabawna i ciekawa może być nauka języków.