Radio Polonia Węgierska 28/ Najlepsza książka do nauki węgierskiego

W najnowszym odcinku audycji opowiadam o książce, która pomogła mi w nauce węgierskiego: Jednominutowych nowelach Istvána Örkénya. Pełen program podcastu, jeszcze niżej mój tekst (a podcaście od 20:20):

1. Powitanie
2. Serwis informacyjny – aut. Robert Rajczyk
3. Autorski przegląd prasy – aut. Robert Rajczyk
4. Jeż Węgierski w eterze – aut. Jerzy Celichowski
5. Urywki historii – aut. Izabela Gass
6. Muzyczne listy 
7. Pożegnanie

Program przygotowali- P. Piętka, A. Szczęsnowicz – Panas, R. Rajczyk, J. Celichowski

Uważam, że jak się mieszka na Węgrzech to warto nauczyć się węgierskiego. Wtedy dopiero można poznawać ten kraj – a warto – a nie tylko wegetować w bańce dla expatów.

Wiadomo jednak, że węgierski jest trudny a próby jego nauki mogą być doprawdy zniechęcające. Dlatego podzielę się pewną sztuczką, która mi w nauce tego języka pomogła.

Chodzi mi o Egyperces novellák czyli Jednominutowe nowele Istvána Örkénya. Te krótkie, niekiedy jedno-dwuzdaniowe teksty to perełki melancholijnego humoru. Na Węgrzech są bardzo znane, niedawno używano ich do kampanii promocyjnej czytelnictwa pod hasłem Nawet minuta czytania to przeżycie!, w ramach której nowelki pokazywano w formie krótkich klipów wideo.

Nawet minuta czytania to przeżycie!

Wracając do nauki węgierskiego: nie ma lepszych tekstów do nauki języka. Przeczytanie i zrozumienie jakiejś krótkiej, prosto napisanej nowelki, choćby przy użycie słownika czy google-a, daje satysakcję i wywołuje uśmiech na wyczerpanej węgierską gramatyką twarzy. Örkény motywuje, jego teksty chce się czytać.

Na zachętę oto jedna z jego nowelek zatytułowana Przeznaczenie.

Gdzieś na Wielkiej Nizinie Węgierskiej w małym gospodarstwie mieszkała rodzina, ojciec, matka i dwoje dzieci, wszyscy miłośnicy pogácsy. Jeśli mama miała czas i chciała sprawić przyjemność rodzinie, piekła im dużą blachę ciasteczek.

Kiedyś jednak zamiast mąki użyła środka owadobójczego. W smaku pogácse nie wyszły gorsze, najedli się więc nimi, i do ranka cała czwórka zmarła, ojciec, matka i dzieci.

Czwartego dnia pochowano ich, a potem krewni oraz bliscy i dalecy sąsiedzi spotkali się, jak wypada, na stypie. Pili kiepskiemiejscowe wino i zagryzali je pozostałymi pogácsami. Ilu ich było, wszyscy odwalili kitę.

Ekipa z karetki pogotowia – lekarz, dwóch noszowych i kierowca – nie mieli już niczego do roboty. Kręcąc głowami obejrzeli wszystkich zmarłych, a zanim wyszli, zjadli kilka pogácsy i popili je winem.

Za wyjątkiem kierowcy. Nie mógł pić wina, ponieważ prowadził, a pogácsy nie lubił. Ale to, co zostało na blasze, zawinął w gazetę i położył na siedzeniu obok aby się nie zmarnowało. Pomyślał, że ktoś je chętnie zje.

A on wciąż dalej je wiezie!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s