Węgierska bibuła

Jakiś czas temu znajomy znajomego dał mi torbę pełną węgierskiej bibuły z lat 80-tych mówiąc, na pewno mnie to zainteresuje. I faktycznie tak się stało.

zawartość torby

W torbie były parę numerów czasopism (Beszélő, Hírmondó i Demokrata) oraz kilka książek. Były to w zasadzie główne periodyki tego okresu.

Najważniejszym z nich było Beszélő. Ukazywało się od października 1981 roku aż do października 2012, kiedy to czasopismo, rzecz jasna wychodzące już oficjalnie, przestało się ukazywać. W formie samizdatu (do 1989 roku) ukazało się 27 numerów Beszélő. Pismo miała charakter intelektualny, zawierało teksty programowe. Nakład wahał się od jednego do dwóch tysięcy egzemplarzy. Redagowali je János Kis, Ferenc Kőszeg, György Petri, Bálint Nagy, Miklós Haraszti, János Eörsi, Bálint Magyar, Ottilia Solt, Gábor Havas i Gábor Iványi. Wydawcą, drukarzem i kolporterem był Gábor Demszky.

Numer 10 Beszélő

Demokrata powstał później i niejako w opozycji do Beszélő. Było to czasopismo bardziej wyraziste, antykomunistyczne, miało ambicję dotarcia poza zamknięty krąg opozycyjnej inteligencji. Jego redaktorem by Jenő Nagy. Między 1986 a 1991 rokiem ukazało się 41 numerów pisma.

Numer 4 Demokraty

Hírmondó było bardziej informacyjne, zawierało krótsze artykuły. Redagował je Gábor Demszky.

Hírmondó ze skądziś znajomą flagą

W sumie ukazywały się następujące podziemnie czasopisma: ABC tájékoztató, A Duna Kör Hírei, A Helyettes Szomjazók Magazinja, A Hírmondó, A Kisúgó, Aktuális Levél – AL – Artpool Letter, Angol Figyelő, Az Elnyomás és Ellenállás Dokumentumai, Béke Füzetek, Beszélő, Máshonnan Beszélő, Külön-Beszélő, Demokrata, Dialógus újság, Égtájak Között, Földalatti Vonal, Határ/Idő/Napló, Hiány, Ifjúsági Magazin, Zsaru Magazin, Magyarság, Magyar Figyelő, Magyar Zsidó, Munkás, Munkások a demokráciáért, Pofon, Res Publica Lapok, Szféra, Sznob, Túlélés, Vakond i Vízjel.

Działało też szereg wydawnictw, najważniejszym wśród nich było wydawnictwo AB, od połowy lat 80-tych wydające Beszélő. Oto ich lista: AB, ABC, Áramlat, Artéria, Elsötétítés, Magyar Október, Magyar Október Szabadsajtó, Katalizátor Iroda, Független, Magyar Figyelő, Magyar Március, Alulnézet, Rien de rien, Szabad Idő, SZETA: Szegényeket Támogató Alap i Group Inconnu.

Podaję te informacje bo pracując nad tym postem dowiedziałem się (bardzo pomocni byli ludzie z Open Society Archive), że nie istnieje żadne opracowanie węgierskiego samizdatu, dostępne dane są rozproszone. Co znalezłem spróbowałem więc tu umieścić. Jakbyś kogoś interesował głębiej temat trochę ten post może mu, albo jej, pomóc.

Zanurzenie się w świat bibuły lat 80-tych pozwoliło mi na zauważenie paru interesujących rzeczy.

W kręgu podziemnych wydawnictw rząd dusz należał do środowiska liberalno-lewicowego. Jeśli spojrzeć na wspomniane wyżej nazwiska widać to wyraźnie, ci ludzie pojawiali się później głównie w kręgach liberalnego SzDSz-u. Nie wiem, czemu brakowało prawicowych inicjatyw, te pojawiły się dopiero pod koniec lat 80-tych (trochę pisałem o nich już tu i tu).

Środowisko samizdatu określało się jako opozycja demokratyczna. Przymiotnik „demokratyczna” z jednej strony służył do odróżnienia się od niedemokratycznych komunistów, którzy rządzili ale także od niedemokratycznych postaw, które pojawiały się wśród opozycji. Kiedy na przykład pojawiła się inicjatywa skrajnie prawicowej publikacji, samizdatowcy zdecydowanie odcięli się od niej.

Ciekawa jest lista poruszanych tematów. Na pierwszym miejscu wśród nich, rzecz jasna, prawa człowieka, sporo jest informacji o ich naruszaniu. Pisze się o sytuacji Węgrów mieszkających w krajach sąsiednich, pojawiają się głosy domagające dla nich zbiorowych praw. To jest szokujące o tyle, że obecnie mniejszości węgierskie w krajach sąsiednich są domeną prawicy a liberałowie i lewica odsądzane są na tym polu od czci i wiary chociaż to oni pierwsi podjęli ten temat.

Podobnie nieoczekiwane są głosy w obronie wolności religijnych, przede wszystkim odnośnie mniejszych grup. Wówczas postawy religijne były szykanowane, obecnie obserwować można raczej sojusz ołtarza z (prawicową) władzą. Są materiały w obronie wolności w kulturze, między innymi relacja z procesu grupy punkowej CPG.

Pojawia się ekologia, katalizatorem są protesty przeciwko budowie zapory na Dunaju w Gabčíkovie-Nagymaros. Pisze się też o rewolucji 1956 roku. Są materiały o pacyfiźmie.

Publikowane są informacje na temat innych krajów bloku wschodniego. Wśród artykułów są tłumaczenia autorów z tych krajów, znalazłem nazwiska Adama Michnika, Václava Havla oraz Krzysztofa Pomiana. Są wspólne deklaracje opozycyjne Karty 77, KOR-u i Solidarności.

Uderza jak prominentne miejsce zajmują sprawy polskie. O Polsce, Solidarności, opozycji pisze się dużo, widać jak silnym echem odbyła się sprawa morderstwa ks. Popiełuszki. Licznie reprezentowani są polscy autorzy. Tytuł Hírmondó pisany jest solidarycą.

Specjalny materiał wydane po morderstwie ks. Popiełuszki

Polskie wpływy były zresztą głębsze. Nie widać tego po samej bibule, ale w tym czasie do języka węgierskiego trafiło słowo „ramka” (przykłady tu strona 19 i tu). Pracy z tym prostym przyrządem używanym głównie, choć nie tylko, do podziemnego sitodruku, Węgrzy uczyli się od Polaków.

Człowiek z żelaza, listy dialogowe – wydane drugie poprawione!

Pacjentem zero tej polskiej zarazy był Gábor Demszky. (Warto dodać, że samizdat wydawany w formie przepisywanych na maszynie publikacji istniał już od drugiej połowy lat 70-tych, ale jego skala i zasięg były bardzo ograniczony, dopiero od Demszkyego można mówić o niezależnej działalności wydawniczej). Ten późniejszy wieloletni burmistrz Budapesztu tak opisywał jak przebiegała jego inicjacja na tym polu.

Jesienią 1980 roku przeczytałem wywiad przeprowadzony przez redaktora naczelnego austriackiego tygodnika „Profil” z przedstawicielem niezależnego polskiego wydawnictwa NOWA. Konrad Bieliński mówił w nim, że NOWA jeszcze przed powstaniem zorganizowanej „Solidarności” była dobrze funkcjonującą oficyną podziemną. […] Polskie sukcesy wzbudziły we mnie entuzjazm i uświadomiły mi, że na Węgrzech należy zinstytucjonalizować niezależne media. […]

Postanowiłem zorganizować niezależne wydawnictwo. Nie wystąpiłem o pozwolenie, bo i tak bym go nie dostał. Kapitał początkowy wynosił 10 tysięcy forintów honorarium, które otrzymałem za mój tekst socjologiczny opublikowany w antologii lrószemmel [Oczyma pisarza]. Była to wówczas znacząca suma, kilka moich miesięcznych pensji. Podjąłem błyskawiczną decyzję – kupiłem pryzmę papieru, który ukryłem w suchym kącie piwnicy moich rodziców, tak niskiej, że nie można było się w niej wyprostować. Zakup papieru przesądził sprawę – zapełnił tylne siedzenie i bagażnik mojego samochodu. Kiedy padło pytanie, na kogo mają wystawić rachunek, podałem jakąś zmyśloną nazwę firmy. Początkowo ten sposób dobrze się sprawdzał.

W maju 1981 wziąłem miesiąc urlopu, ale nikomu nie powiedziałem, że jadę do Warszawy. Wyruszyłem, tak jak zawsze, na socjologiczne badania terenowe. Zabrałem ze sobą aparat fotograficzny i magnetofon. Miałem kilka adresów i telefonów.

Rok wcześniej […] widywałem się z polskim historykiem, Karolem Modzelewskim, późniejszym rzecznikiem „Solidarności”, który u mnie spotykał się potajemnie z paryskim rzecznikiem KOR-u. Mieszkali u mnie przez kilka dni, miałem więc okazję dobrze poznać działanie pomocy prawnej KOR-u. Tak więc Modzelewski był moim polskim kontaktem, a drugim – Bieliński, o którym wiedziałem, że będę mógł nawiązać z nim kontakt przez warszawską Solidarność. Kiedy wylądowałem w Warszawie, chciałem podać taksówkarzowi adres siedziby Regionu Mazowsze, ale ten się odwrócił i powiedział, że nie trzeba, wie, dokąd jechać. […]

Głównym celem mojej podróży była nauka technik drukarskich stosowanych przez podziemnych wydawców. Poznano mnie z drukarzem imieniem Andrzej [Zieliński], który nauczył mnie używanej także przez grafików techniki sitodruku. […] Montowaliśmy ramki, uczyłem się konspiracji i pławiłem w polskiej wolności. Przyjęto mnie więcej niż po przyjacielsku. Oczekiwano, że zabiorę ze sobą do Budapesztu tutejszą wolność. Przekazywano mnie sobie z rąk do rąk, poznawałem coraz to piękniejsze dziewczyny, niewiele spałem. […]

Moje polskie doświadczenia opisałem w politycznym dzienniku, zatytułowanym Odnowa, przeznaczonym dla słuchaczy węgierskiego Uniwersytetu Latającego. W lipcu 1981 bałem się, że policja skonfiskuje moje notatki wraz z przywiezionymi z Warszawy dokumentami, dlatego przeprowadziłem się do innego, pustego mieszkania. W kawalerce przy ulicy Lajosa nie było nic poza materacem i kuchennym stołem, na który wypakowałem wszystko, co zebrałem w Warszawie i we Wrocławiu. Przez trzy dni nie wychodziłem z mieszkania. Nigdy wcześniej nie robiłem czegoś podobnego, ale doszedłem do wniosku, że w ten sposób, kiedy jest to konieczne, można znikać także w Budapeszcie. Technikę znikania w szczegółach objaśnili mi moi polscy przyjaciele. Najważniejsze, żeby siedzieć w jednym miejscu i mieć w mieszkaniu wszystko, co niezbędne. W ten sposób tylko raz trzeba umknąć przed śledzącymi cię osobnikami.

Mieszkanie Ferenca Kőszega, w którym opowiadałem o podróży do Polski, było pełne ludzi. Czułem, że jeśli zdam ten egzamin, może znajdą się chętni do wdawania bibuły. Nie byłem wprawnym prelegentem, przestępowałem z nogi na nogę, często traciłem wątek. Miałem w głowie mnóstwo materiału, a niewiele czasu, żeby dobrze przygotować swoje wystąpienie. […] Od tego wykładu zaczyna się calkowicie nowy okres w moim życiu.

źródło: Gábor Demszky: Elveszett szabadság, Noran Libro, Budapest 2012. Fragm. tłumaczenie Elżbieta Sobolewska, za: Karta 90/2017, Gábor Danyi: Wracanie Wolności

Dzięki dla Ryśka za zwrócenie mojej uwagi na ten tekst!

Zabawna jest anekdota związana z drukarską przeszłością Demszkyego. Kiedy w latach 90-tych do Budapesztu przyjechała Madonna, ten podejmował ją jako gospodarz miasta. Między innymi pokazano jej powielacz, na którym Demszky drukował w swoim czasie bibułę. Pamięć heroicznych lat jest jeszcze świeża, Demszky stoi dumny, a Madonna na to: Co za kariera, od prostego drukarza do burmistrza!

Warto pamiętać ten okres, kiedy przykład z Polski tak mocno oddziaływał na Węgry.

2 myśli na temat “Węgierska bibuła

  1. Gábor Demszky

    Importer polskiej zarazy

    Wszyscy albo nikt – to stało się dla Węgrów jasne po 1956 roku. Albo cała Europa Środkowa wspólnie uwolni się od sowieckiego totalitaryzmu, albo nikt nie zdoła się oswobodzić. Dlatego nasze bunty współbrzmiały ze sobą. Węgierska rewolucja 1956 roku zaczęła się od demonstracji solidarności z polskim Październikiem, a praska wiosna 1968 r. współgrała z wystąpieniami polskich studentów i z węgierskimi reformami gospodarczymi. Deklaracja poparcia dla czechosłowackiej Karty 77, podpisana przez 40 Węgrów, doprowadziła do narodzin zorganizowanej opozycji demokratycznej w naszym kraju; wokół sygnatariuszy tego dokumentu rychło zgromadziło się całe środowisko ludzi postępujących nonkonformistycznie i kierujących się w polityce zasadami etycznymi.
    W 1979 r. protest przeciwko uwięzieniu Vaclava Havla i jego współpracowników podpisało już 270 Węgrów. Te niespełna trzysta osób – na ogół młodych – stały się społeczną glebą, na której wykiełkowały niezależne instytucje węgierskiego społeczeństwa obywatelskiego, takie jak wolna prasa, latający uniwersytet, Fundacja Pomocy Biednym SZETA.
    Czytaliśmy, tłumaczyliśmy i kolportowaliśmy teksty programowe polskich i czechosłowackich teoretyków opozycji. Objawieniem był dla nas „Nowy ewolucjonizm” – rozprawa Adama Michnika z 1976 roku. Moim zdaniem ten krótki tekst był obok „Archipelagu Gułag” najważniejszym przekładem, jaki ukazał się w węgierskim samizdacie. Stojąc w obliczu klasycznego dylematu: reforma czy rewolucja?, Michnik zaproponował trzecie wyjście: tworzenie własnych instytucji i struktur społecznych, niezależnych od władzy komunistycznej – mediów, związków zawodowych, komitetów obrony praw człowieka.
    Tego ruchu – pisał autor „Nowego ewolucjonizmu” – władza nie będzie w stanie wchłonąć ani podporządkować sobie. Jego celem będzie polityczna emancypacja i samoorganizacja obywateli oraz kontrolowanie rządu. Nie obalenie systemu, lecz pozostawanie poza tym systemem i ostentacyjne demonstrowanie: my jesteśmy społeczeństwem, a oni partią komunistyczną; my i oni to dwa różne światy. To samoorganizujące się społeczeństwo obywatelskie przybrało formę Solidarności.
    Gdy w sierpniu 1980 r. powstała „Solidarność”, stało się dla mnie jasne , że oto następuje diametralna zmiana sytuacji politycznej w całej naszej części Europy. Zacząłem się więc metodycznie przygotowywać do przeniesienia polskich doświadczeń na węgierski grunt. Postanowiłem, że uruchomię niezależne wydawnictwo; kupiłem tonę papieru i ukryłem ją w piwnicy rodziców. Kształciłem się w tematyce polskiej, słuchając Radia Wolna Europa, czytając materiały o Polsce, jakich pełno było wówczas w zachodniej prasie oraz studiując zdobywane pokątnie poufne biuletyny informacyjne, przygotowywane na potrzeby węgierskiego aparatu władzy.
    Aż wreszcie w maju 1981 roku wybrałem się na miesięczną „wyprawę naukową” do Polski. Nie byłem pierwszym opozycjonistą z naszego kręgu – przede mną do Polski z krótszymi wizytami pojechali László Rajk i Magyar Bálint. Ja potraktowałem podróż jak wyzwanie zawodowe – wyposażony w dyktafon i aparat fotograficzny zgromadziłem profesjonalny materiał do badań socjologiczno-politologicznych i opanowałem najprostsze techniki drukarskie. Ewa Milewicz pomogła mi dotrzeć do czołowych ekspertów „Solidarności”. Trwały właśnie wybory delegatów na przygotowywany zjazd związku. Obserwując je i przysłuchując się debatom, przyznałem rację tym, którzy twierdzili, że Solidarność to coś więcej niż związek zawodowy. W istocie była ona wówczas potężnym ruchem politycznym, skupiającym różne nurty społecznego oporu, i dlatego jej liderzy reprezentowali nie tylko załogi przedsiębiorstw, które na nich głosowały, lecz w gruncie rzeczy całe społeczeństwo.
    Po powrocie do Budapesztu w mieszkaniu opozycjonisty Ferenca Kőszega wygłosiłem odczyt na temat sytuacji w Polsce. Za to wyrzucono mnie z redakcji pisma, gdzie byłem zatrudniony. Od tamtej pory byłem już bez pracy aż do upadku komunizmu.
    Wiedzę zdobytą w Polsce wykorzystałem, zakładając w 1981 roku niezależne wydawnictwo AB – pierwszą węgierską oficynę, która posługiwała się już techniką drukarską. Wcześniejszy węgierski samizdat ograniczał się do przepisywania tekstów na maszynie przez kalkę. Ironią historii było to, że pierwsze drukowane publikacje AB trafiły do czytelników w grudniu 1981 r., kiedy w Polsce dokonywał się pucz Jaruzelskiego.
    Po ogłoszeniu stanu wojennego pomagałem polskim przyjaciołom. Każdego dnia o świcie szedłem na budapeszteński Dworzec Zachodni, gdzie kończył bieg express Batory z Warszawy. Odbierałem z niego jednak nie znajomych, lecz wiadomości. Zachodnie granice Polski były zamknięte, zagranicznych dziennikarzy wyproszono z kraju. A jednak blokada informacyjna okazała się nieszczelna. Raporty na temat represji i internowań, sprawozdania ze strajków przyjeżdżały Batorym na Węgry. W Warszawie redaktorzy podziemnego „Tygodnika Mazowsze” wkładali je do zawczasu uzgodnionej skrytki, a ja w Budapeszcie je wyjmowałem i przekazywałem do paryskiego biura „Solidarności” oraz do redakcji „Le Monde”. Dzięki tej nocnej poczcie kolejowej świat dowiadywał się na bieżąco o trwającym wiele dni strajku górników kopalni Piast i o śmiertelnych ofiarach w kopalni Wujek.
    Na Węgrzech antologie złożone z tych materiałów polskiego ruchu oporu ukazały się w wydawnictwie AB. Przełożyła je na węgierski nieżyjąca już tłumaczka i popularyzatorka literatury polskiej Grácia Kerényi.
    Sukces tego polsko-węgierskiego przedsięwzięcia pomógł mi się pozbierać po 13 grudnia. Także bowiem dla nas, węgierskich opozycjonistów, wprowadzenie w Polsce stanu wojennego było szokiem. Na szczęście szybko się z niego otrząsnęliśmy.

    Ten tekst ukazał się w „Newsweeku Polska” nr 35 z 2005 r.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s