Za to nie będzie węgierskiego Oscara

W tym roku w konkurencji oscarowej Węgry reprezentuje film pt. Ci, co pozostali (Akik maradtak). Jest on z wielu powodów ciekawy, ale w wielu miejscach zgrzyta przy oglądaniu, szansy na statuetkę nie widzę.

Film opowiada o tych, co pozostali, choć jak napisano w jednej recenzji, lepiej by mówić raczej o tych, co powrócili: chodzi o ocalałych z Holocaustu. To dość niezwykłe podejście do tematu, bo zwykle w filmach czy książkach o Holocauście dominuje sam okres zagłady, ci, co go przeżyli to „szczęściarze”, ich los blednie wobec ogromu cierpienia ofiar.

W Akik maradtak jest dwoje głównych bohaterów, depresyjny lekarz-ginekolog w średnim wieku, który w czasie wojny stracił żonę i dziecko, oraz nastolatka, która wciąż łudzi się nadzieją na powrót rodziców i siostry. Spotykają się przez przypadek w gabinecie lekarskim Aladára, bo tak się nazywa lekarz. Mimo, że to w zasadzie przelotne spotkanie, Klára czuję z nim więź i mimo, że w zasadzie go nie zna, przenosi się do jego mieszkania od ciotki, z którą jest w typowym dla nastolatków konflikcie.

Mimo oczywistych erotycznych podtekstów Aladár nie nadużywa sytuacji i zachowuje się jak ojciec a nie mężczyzna, do którego wprosiła się wkraczająca w dojrzałość młoda kobieta. Dla mnie najbardziej przejmującą sceną jest gdy w nocy Klára ładuje mu się do łóżka a ten po prostu przenosi jej kołdrę i pozwala jej spać przytuloną do siebie – bez seksualnego kontekstu. Widać, że oboje pragną zwykłej, ludzkiej bliskości. (Ta forma zażyłości skończy się gdy Klára, przerażona nocnym aresztowaniem sąsiada przez tajną policję, zaczyna zachowywać się wobec Aladára jak kobieta a nie córka naruszając subtelną granicę określającą ich relację).

I to ta niezwykła relacja jest w filmie najciekawsza. W scenie końcowej, mającej miejsce parę lat później, odbywają się urodziny ciotki Kláry. Widać, że i dziewczyna i Aladár zwycięsko wyszli z próby pozwalając sobie na odbudowanie dystansu pomiędzy nimi. Ta pierwsza ma chłopaka a Aladár narzeczoną (poznaje ją – podobnie jak Klárę – w gabinecie, obmacuje jej piersi przy badaniu, co jest elementem czarnego humoru) i wszyscy razem stwarzają, a może odbudowują, w ten sposób nieco patchworkową w formie ale jednak rodzinę. Jest to moment śmierci Stalina, pojawia się cień nadziei na zmianę. Wszyscy wiemy jednak, że za trzy lata wybuchnie, i zostanie krwawo zduszone, powstanie. Nasi bohaterzy może zdołają uciec za granicę (przejawiający żyłkę do biznesu chłopak Kláry cały czas marzy o zachodzie) – a może nie.

Oglądając filmy chcę poddać się iluzji, uwierzyć w opowiadaną przez nie historię, zanurzyć się w nią. Tutaj co chwila z niej wypadałem, jakby ktoś w kinie co chwila drzwi otwierał, z powodu nierównej gry Abigél Szőke (Klára). Ta młoda, dopiero dziewiętnastoletnia aktorka jest miejscami świetna ale miejscami jednak amatorska i sztuczna. Lepiej od niej wypada Károly Hajduk grający Aladára. Przebija z niego dojrzałość, odpowiedzialność, w końcu, pod wpływem Kláry można przypuszczać, pojawia się w nim ostrożna chęć odbudowania swojego życia.

Rozczarowaniem jest scenografia László Rajka. W prorównaniu do efektu jego pracy w 1945, gdzie stanowiła jeden z elementów definiujących ten film, tu jest niemal niezauważalna. Wszystko (wnętrza, ulice, ubrania) jest jak w dowolnym innym filmie z tego okresu.

Scenariusz filmu powstał na podstawie powieści Zsuzsy F. Várkonyi pt. Férfiidők lányregénye. Reżyserem filmu jest Barnabás Tóth, którego zabawny krótki film pt. Susotázs (Chuchotaż – tym, co podobnie jak ja nie słyszeli przedtem o tym słowie wyjaśniam, że chodzi o tłumaczenie symultaniczne) trafił na początku tego roku na oscarową krótką listę filmów krótkometrażowych.