Niech żyje król!

Mała dziewczynka w za dużej dla niej sukience, którą musi podtrzymywać jedną ręką by się w nią nie zaplątać, w drugiej ręce lalka. Chodzi powoli po scenie. Kiedy znika pojawia się szczupła kobieta w prochowcu. Trzyma jego poły rozwarte do przodu jak jakiś exhibicjonista, obwieszona jest małymi lalkami tak szczelnie, że nie widać nawet czy ma coś pod spodem. Znika, na jej miejsce pojawia się kobieta w ciąży w obcisłej sukience, tańczy.

To scena z filmu wideo, którą widziałem na finisage’u wystawy w Muzeum Ludwiga poświęconej Tamásowi Királyowi, unikającej etykiet jednej z kluczowych postaci węgierskiego undergroundu lat 80-tych.

Scena, która zrobiła na mnie duże wrażenie, pochodzi z jednego z pokazów, które zorganizował Király. Był on pionierem obszaru na styku mody, teatru i performasu robiąc rzeczy, których nikt przed nim nie robił nie tylko na Węgrzech czy w Europie Wschodniej ale i na poziomie globalnym.

Swoje kreacje pokazywał w ramach spektakli łączących w sobie teatr, taniec oraz muzykę. W najmniejszym stopniu nie przypominały one tradycyjnych pokazów mody z modelkami o kamiennych twarzach paradujących kołyszącym się krokiem po wybiegu, prezentacji organizowanych dla elity i branży. Pokazy Királya miały miejsce nieraz w przestrzeni publicznej, na ulicach – na ulicy Váci czy przed parlamentem – w fabryce, koło tramwaju czy przy Baszcie Rybackiej, w latach 90-tych organizował je na festiwalu Sziget.

plakaty pokazów Királya, często były one częścią szerszego programu z innymi występującymi

Być może rolę odegrał tu i brak formalnego wykształcenia Királya, które mogłoby odegrać rolę inicjacji wobec kręgów elity artystycznej i społecznej. Ukończył zaledwie szkołę dekoratorów wystaw choć trzeba dodać, że wykształcenia w zakresie projektowania mody w zasadzie wówczas nie oferowano.

Modelki i modele, zwykle amatorzy, wchodzili w reakcję z zaskoczonymi przechodniami: na jednym z filmów widać jak modelka tańczy ze starszym dziadkiem, który odpowiedział na przesłanego mu całusa. Dla Királya ważne było by dotrzeć do zwyczajnych ludzi a nie wyselekcjonowanej, elitarnej publiczności.

W czasie przechadzki/pokazu na ulicy Váci

Było tak mimo tego, że to, co prezentował nie było zapewne zrozumiałe dla człowieka z ulicy. Jego kolekcje określilibyśmy dziś zapewne haute couture, wtedy pewnie tego terminu nikt nie używał, nie były to rzeczy „do noszenia”, pewnie nieraz odbierane były jako „dziwne”.

Kolekcja z „calówek”

Kolekcje haute couture jednak, zwykle sponsorowane przez wielkie domy mody, służą za podstawę do tworzenia kolekcji, które potem trafiają do sklepów zapewniając komercyjne wykorzystanie pracy twórcy, w jego przypadku o czymś takim nie było mowy. Király fukcjonował jak artysta a nie gwiazda świata mody wciąż walcząc o finansowanie dla swojej twórczości, utrzymując się między innymi z małego butiku na ulicy Petőfiego. Zmuszony był wykorzystywać najtańsze materiały, gotowych kolekcji często nie przechowywał bo i nie miał jak. Zresztą najważniejszy dla niego był sam moment pokazu – spektaklu, nie bardzo dbał o zachowanie swojej twórczości dla potomnych.

Nieliczne zachowane prace Királya, dużo więcej z nich przepadło
Suknia z patyczków, znana tylko z tego zdjęcia autorstwa Lenke Szilágyi

Szczytowym momentem jego życia, bo chyba lepiej jest tak powiedzieć niż „jego kariery”, był udział w pokazie Dressater, który miał miejsce w Berlinie w 1988 roku. Király był jedynym projektantem z Europy Wschodniej zaproszonym przez organizatorkę Claudię Skodę. Na tym wydarzeniu poznał on Vivienne Westwood, również zaproszoną do udziału.

Niektóre z pracy pokazanych w Berlinie

Király był unikalny. Po nim do dziś nie pojawiła się na Węgrzech postać podobnego formatu.

Prace w kolorze czarnym (Király najchętniej pracował z czarnym, białym i złotym)
Prace w kolorze białym
Złota suknia
Ale są też prace w kolorze czerwonym
Prace z kabli
Praca z kłosków
Strój „węgierski”
Strój „węgierski” na modelce
Akcesoria
Sesja fotograficzna na Dromosz

Ostatnio cały czas natykam się na jego postać. Na wystawie poświęconej kultowemu undergroundowemu klubowi Fekete Lyuk wystawionego kilka jego sukienek (koleżanka pochwaliła mi się, że kiedyś miała jedną z nich na sobie). W ulubionej pizzerii Pizzica otwarto miniwystawę zdjęć prac Királya i jeden z właścicieli, Paolo, wystąpił w kurtce wykonanej przez tego projektanta. A teraz ta duża wystawa w prestiżowym Muzeum Ludwiga.

Wystawa poświęcona klubowi Fekete Lyuk
Kurtka Királya na wystawie w Pizzice
Wystawa w Muzeum Ludwiga

Przy okazji – ciekawostka: w tworzeniu wystawy udział miał Polak, Jan Elantkowski. Jakby kogoś więc zainteresowała bliżej postać Királya wiadomo do kogo się zwracać.

Éljen a Király!

Strój Királya (tak, te kule to bombki choinkowe)
I sam Király w tym stroju

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s