Księżyc Jupitera

Kolega miał niedawno jechać do Włoch ze znajomymi. Wszyscy z własnymi kamperami więc decyzja dokąd by tu teraz czy też gdzie spać podejmowana będzie w zasadzie zupełnie spontanicznie. Rozmawiamy jakie to miejsca zamierzają odwiedzić, mówi, że chciałby na Sycylię ale nie wie czy się uda. Czemu, pytam. A bo tam są uchodźcy i znajomi się boją. Byłem niedawno na Sycylii, mówię, i żadnych uchodźców nie widziałem. Bo mafia ich ukrywa, brzmi odpowiedź, żeby nie psuli interesu.

Tak się na Węgrzech w dużej mierze myśli o uchodźcach. Z tej mieszanki strachu, uprzedzeń, niewiedzy – i nienawiści – dumni mogą być rządowi propagandyści, to w sporej mierze ich zasługa. Odmienne głosy są rzadkie i z trudem przebijają się przez ten quasi monopol oficjalnej niechęci.

Dlatego z ciekawością wybrałem się na film Kornéla Mundruczó pt. Księżyc Jupitera (Jupiter holdja), który tematyki uchodźców/migrantów odważnie się podjął. Tym bardziej, że Mundruczó to jeden z najbardziej wyrazistych węgierskich reżyserów, który nie unika ciężkich tematów ani ostrych środków wyrazu. Tu na blogu pisałem kiedyś o jego spektaklu na temat handlu kobietami i zmuszaniu ich do prostytucji (Trudno być bogiem) oraz o filmie z przerażającą wizją buntu psów (Biały bóg). Swoją drogą w 2012 roku Mundruczó wyreżysował Nietoperza dla teatru TR Warszawa, więc i w Polsce nie jest nieznany.


SPOILER – TREŚĆ FILMU

Przez granicę węgierską próbuje się przedostać grupa uchodźców. Przemytnicy ładują ich na łodzie, jedna z nich się wywraca, płyną do brzegu. Zaczyna się obława policyjna, łapią ich jednego po drugim. Jedenego z uchodźców próbuje zatrzymać tajniak, gdy ten zamiast podnieść ręce do góry sięga do kieszeni, zostaje przez tajniaka zastrzelony.

Uchodźca pada na ziemię, okazuje się jednak, że zamiast umrzeć żyje dalej, co więcej, na skutek incydentu nabiera zdolności do lewitacji. Kiedy zauważy to lekarz-kombinator pracujący w przygranicznym ośrodku dla uchodźców, wyciąga do stamtąd by czerpać z tego zyski. Dowiaduje się o tym też tajniak – oficer policji, który zaczyna ich szukać. Ten pościg staje się osią filmu.

Tytułowy księżyc Jupitera nazywa się Europa i to o niej a nie o samych Węgrzech chciał zrobić film Mundruczó. Uchodźcę zresztą gra aktor węgierski a lekarza-Żyda Gruzin, moim zdaniem nieprzypadkowo, historia ma być bardziej uniwersalna w charakterze.

Film nie ma jednoznacznego przekazu ale spróbuję opisać co z niego wyłuskałem. Uchodźcy wprowadzają do naszego materialnego świata reprezentowanego przez cwaniaka lekarza i cynicznego policjanta pewien pierwiastek nadzwyczajności. Wyrywają z rutyny codzienności, stawiają fundamentalne pytania. Dzięki nim znów mamy okazję uratować komuś życie – albo też je za kogoś oddać.

Uchodźcy potrzebują pomocy ale zarazem mogą pomóc Europie powrócić do wartości.

Te moralne wyzwania kontrastują z przeciętnością postaci w filmie. Nie ma tu żadnych aniołów, wszyscy są moralnie wieloznaczni. Także między uchodźcami znajdzie się i terrorysta, który wysadzi się w metrze powodując wiele ofiar.

Mimo częstego poczucia braku zrozumienia o co chodzi w tym co się dzieje przed naszymi oczyma film przy oglądaniu wciąga. Scena pościgu samochodowego kręcona jednym sznytem ze zderzaka samochodu jest bodaj najlepszą sceną tego rodzaju w całym kinie węgierskim. Chaos w przygranicznym ośrodku poraża realnością. Z aktorów przykuwa uwagę György Cserhalmi wcielającego się w postać policjanta, jak się zdaje, realistyczniej niż prawdziwi oficerowie tej służby.

Nawet jeśli przesłanie filmu trudno zrozumieć czy sformułować to już sama wieloznaczność przekazu dotyczącego uchodźców kontrastuje z toporną rządową propagandą nienawiści wobec nich. I choćby dlatego wart jest zauważenia.