Wojwodina – dzień 1

Mam nieco znajomych z Wojwodiny, zarówno Węgrów jak i Serbów, i zawsze uderza mnie jak różnią się od innych Węgrów i Serbów. Wojwodzinianie są bez wyjątku pozytywni, mają w sobie poczucie własnej wartości oraz dumę z różnorodności swojego regionu. Węgierscy Wojwodzinianie to wersja „cool” Węgrów: umieją żyć i nie mają w sobie ponuractwa.

Wielu byłych mieszkańców Wojwodiny uważa, że to wszystko to przeszłość. W czasie wojen na terenie byłej Jugosławii do prowincji przesiedliło się wielu Serbów z Chorwacji, Bośni czy też Kosowa, zmieniając na niekorzyść charakter regionu.

Wojwodina od dawna ciekawiła mnie, niedawno udało się go odwiedzić by na własne oczy zobaczyć sobie to, o czym tyle słyszałem. Oto krótka relacja – dzień 1.

***

Wyjazd do Wojwodiny to nie tylko wyjazd do innego kraju, to także wyjazd poza Schengen. Granica przegrodzona płotem, zardzewiałe bariery, którymi w dowolnej chwili można przegrodzić autostradę, snujące się po stronie serbskiej grupki uchodźców, kontrola paszportowa, otwieranie bagażnika – wszystko to przypominało nam, że mimo, że do Budapesztu jest niecałe 200 kilometrów to już naprawdę Bałkany.

Tutejszy rynek po węgiersku nazywa się mylnie ócskapiac czyli targ staroci. Kiedyś faktycznie nim był ale obecnie buvljak (serbska nazwa) to po prostu wielki bazar. Z powodu bliskości granicy przyjeżdza tu sporo Węgrów. Handel idzie w dwóch językach, wciąż słychać tesszék, zvolite!, ceny często podawane są od razu i w dinarach i w forintach. Ciekawostka: mimo, że dinar to w miarę dokładnie 2,5 forinta ceny podane w forintach są w przeliczeniu wyższe niż w dinarach (200 dinarów, 600 forintów), podobno przyjeżdzający Węgrzy nie lubią wymieniać pieniędzy na dinary i wolą płacić więcej.

***

Koło buvljaka billboard po węgiersku „W referendum na temat kwot głosujmy NIE dla naszego domu” i flagi węgierska oraz serbska. Tutejsi Węgrzy, którzy posiadają podwójne obywatelstwo mogli głosować w referendum, węgierskie organizacje mniejszościowe znajdujące się w orbicie Fideszu wsparły linię rządu. Póżniej znaleźliśmy naklejkę Partii Psa o Dwóch Ogonach, widać, że polityka krajowa jest tu obecna.

*** 

By coś zjeść poszliśmy do poleconej nam Kafany Bates – U centru Subotice epicentar kulinarstva jak głosi hasło reklamowe na ich stronie internetowej. Wchodzimy a tam zastawiony stół, towarzystwo koło dziesięć osób, gra kapela – zabawa. Dorośli siedzą, rozmawiają, śpiewają, dzieci chodzł wokół stołu.

Zamawiamy jedzenie, porcje giganty (w całej Wojwodinie podawane są takie masywne porcje). Pljeskavica wspaniała, frytki (pomfri) nieświeże. Chłopaki piją Cocktę, lokalny klon Coca Coli. Uświadamiamy sobie, że zakaz palenia w miejscach publicznych to coś co obowiązuje w Unii ale nie tu, przesiąkamy powoli dymem i czuję się nostalgicznie: przecież u nas było tak samo jeszcze jakieś dziesięć lat temu.

Zabawa się kończy, goście piją strzemiennego, wychodzą. Chłopak przechodząc koło ich stołu zauważa tort z napisem: były to urodziny Sonji obchodzącej właśnie roczek.