Ratowania frankistów ciąg dalszy

Pisałem jakiś czas temu o krokach przedsięwziętych przez rząd w celu ratowania frankistów tj. osób, które wzięły kredyt w obcej walucie, głównie frankach szwajcarskich. Dwie ostatnio (4 lipca i 24 września) przyjęte ustawy mają sprawę załatwić ostatecznie.

Nakazują one bankom zwrot ich klientom nadpłat wynikających z różnicy kursów oraz jednostronnych zmian umów kredytowych. Kredyty walutowe zostaną uforintowione po kursie rynkowym. Narodowy Bank Węgier wyda szczegółowe rozporządzenia regulujące sposób wyliczenia kwot do zwrotu. Jest to tym bardziej skomplikowane, że część kredytobiorców skorzystała już z jakiejś formy pomocy, co rozporządzenie ma wziąć pod uwagę. Rząd deklaruje, że w efekcie końcowym kredytobiorcy walutowi nie powinni wyjść na zmianach lepiej niż ci co zdecydowali się na wyżej oprocentowany kredyt w forintach.

W odniesieniu do jednostronnych zmian umów interesującym szczegółem było założenie winy banków: dostały one miesiąc by w sądzie udowodnić uczciwość swoich praktyk. Zdecydowana większość założonych spraw sądowych zakończyła się przegraną banków.

Decyzja dotyczy zarówno kredytów walutowych jak i, co ciekawe, udzielonych w forintach. Szacuje się, że podlega jej 400 instytucji finansowych, które mają do rozliczenia 680 tysięcy kredytów walutowych i 650 tysięcy kredytów w forintach. Przeciętnemu kredytobiorcy raty powinny spaść o 25% a sam dług o 20%. Według szacunków łączny koszt tej operacji dla banków wyniesie 1000 miliardów forintów, co odpowiada mniej więcej jednej trzeciej kapitału bankowego na Węgrzech.

Decyzja wywołała gniewną reakcję Stowarzyszenia Bankowego. W swoim oświadczeniu zaprotestowało ono przeciwko stosowaniu prawa wstecz. Obecnie sprawdza się czy stare kredyty odpowiadają dopiero co wprowadzonym wymaganiom, co jest niemożliwe z natury rzeczy. To tak jakby auto wyprodukowane przed kilku laty kontrolować według norm zanieczyszczeń odnoszących się do obecnie produkowanych samochodów i karać producentów za to, że przed laty ich produkt “nieuczciwie” nie spełniał tych norm, obrazowo tłumaczy przewodniczący stowarzyszenia.

W oświadczeniu podkreślono, że do wybuchu kryzysu do systemu kredytów walutowych nie miał zastrzeżeń ani nadzór bankowy ani żadna z partii parlamentarnych. W odniesieniu do kredytów walutowych odpowiedzialność spada zarówno na banki jak i rząd oraz klientów, natomiast obecnie jedynie z banków robi się kozła ofiarnego.

Istotny jest aspekt polityczny sprawy. W ciągu ostatnich kilku lat doszło do szeregu demonstracji zdesperowanych frankistów. Pod początkowo apolityczne protesty z czasem próbował podłączać się Jobbik atakując banki przy użyciu antykapitalistycznej retoryki.

W sierpniu zeszłego frankowcy demonstrowali przed domem Orbána, dla rządu był to wyraźny sygnał ostrzegawczy, że problem robi się coraz bardziej polityczny. Wokół domu Orbána wprowadzone strefę bezpieczeństwa uniemożliwiającą dalsze demonstracje.

Przed październikowymi wyborami samorządowymi jednym z dwóch głównych haseł propagandy rządowej było, obok kolejnej obniżki opłat komunalnych, “Rozliczamy banki”. Retoryka nieuczciwego banku znalazła odbicie w nazwie ustawy o fair bankingu, którą rząd obecnie szykuje. Ma one bronić kredytobiorców. W praktyce ustawa ta może być dla rządu instrumentem do wypierania z węgierskiego rynku banków zagranicznych: zadeklarowanym celem rządu jest zwiększenie udziału banków z kapitałem węgierskim do 50%.

*

Warto dodać, że kwestia kredytów walutowych pojawiła się wcześniej również w sądach. Dłużnicy wytoczyli bankom 2500 spraw. Najczęstszym zarzutem był brak transparentności. Podpisując umowę kredytobiorca powinien wiedzieć jaka będzie wielkość spłat, co nie jest możliwe w przypadku kredytów walutowych.

Sprawy doszły do sądu najwyższego w końcu zeszłego roku. Ten nie unieważnił masowo umów kredytów walutowych ale uznawszy, że są generalnie ważne dopuścił ich modyfikację w konkretnych przypadkach. W sprawie transparentności jednostronnych modyfikacji umów sąd zdecydował się zaczekać na decyzję Sądu Europejskiego.

Decyzja ta zamknęła nadzieje na rozwiązanie problemu przez sądy. Wywołała ona gniewne komentarze rządu oraz demonstracje kredytobiorców przed budynkiem sądowym. A w efekcie doprowadziła do obecnych ustaw.