„Największy biznes w historii Węgier”

Tak reklamuje rząd dopiero co podpisaną umowę z rosyjską firmą Rosatom w sprawie rozbudowy elektrowni atomowej w Paks. Umowa jest faktycznie wielka: by ją umożliwić Rosja otwiera linię kredytową 10 miliardów euro (3 000 miliardy forintów). Strona węgierska ma do tego dorzucić wkład własny wysokości 750 miliardów forintów, w sumie rachunek szykuje się ogromny, zwłaszcza, że takie projekty zazwyczaj kosztują dużo więcej niż to, na ile opiewają początkowe szacunki. Umowę podpisano bez przetargu.

Rząd twierdzi, że Węgry robią interes życia. Rozbudowa ma dać 10 000 nowych miejsc pracy, wzrost GDP o 1% a kraj ma zmniejszyć swoją zależność od rosyjskiego gazu. Rosjanie mieli zaoferować korzystne warunki bo chcą wejść na rynek unijny.

Kraj zamarł. Że prowadzone są rozmowy z Rosjanami było wiadomo, ale o szczegółów nikt nie znał. Teraz media i blogi zalała masa komentarzy. Media bliskie rządowi basują politykom Fideszu, których zachwyty nad umową rozlewają się na szerzej pojęte stosunki węgiersko-rosyjskie („małżeństwo z rozsądku, które robi się całkiem przyjemne” to jeden z nich). W innych miejscach pojawiają się pytanie o detale, których wciąż brak. W tych pytaniach zresztą pobrzmiewają zalążki krytyki. Czemu negocjacje prowadzone były w tajemnicy? Czy jest jakiś tajny protokół do umowy? Czy EU zatwierdzi taką umowę zawartą bez przetargu?

Są też pytania bardziej techniczne w naturze: przez pewien okres działać będą jednocześnie stare i nowe bloki, co Węgry będą robić z tą górką wytworzonego prądu? Dlaczego nie skoordynowano lepiej rozbudowy czasowo by takiej sytuacji uniknąć?

Pojawiają się argumenty ekonomiczne: czy Węgry powinny brać kredyt w wysokości 10% GDP? Jak się wpisuje to w walkę z zadłużeniem państwa wypowiedzianą przez rząd Orbána? W myśl umowy kredyt bierze firma energetyczna MVM więc na papierze dług państwowy nie rośnie, ale że firma jest w zasadzie w całości państwowa jest to tylko sztuczka księgowa.

Kwestionuje się też argument o taniości prądu z elekrowni atomowej jako że w kalkulacjach bierze się tylko pod uwagę koszty wytwarzania prądu a nie koszty budowy elektrowni. Wyliczono, że przy obecnych cenach prądu Paks w żaden sposób nie będzie w stanie wypracować zysku, który pozwoli spłacić kredyt.

Opozycyjni zieloni z LMP, którzy od dłuższego czasu domagali się informacji na temat negocjacji protestują przeciwko elektrowni również z powodów ekologicznych. Argumentują, że za takie pieniądze można by wytworzyć dużo prądu ze źródeł odnawialnych. Wśród opozycji pojawiły się żądania referendum w sprawie rozbudowy elektrowni.

Najcięższe są jednak argumenty polityczne. Dlaczego Węgry, które, w myśl retoryki rządu, prowadzą walkę o niezależność z Unią, IMF-em i wogóle zachodem tak chętnie wchodzą w układ długoletniej zależności z Rosją? Tu chodzi przecież o więcej niż o zwykłą elektrownię, o czym świadczy prorosyjska retoryka rządu. Dlaczego do zależności gazowej (Węgry importują niemal cały gaz z Rosji) dorzuca się zależność w zakresie energetyki atomowej?

Być może z czasem na stawiane pytania i krytyczne uwagi – a pamiętajmy, że to dopiero początek – pojawią się uspokajające odpowiedzi. Jak dotąd rząd jednak robi wiele by ich sprowokować jak najwięcej.