the Room

O Roomie usłyszałem po raz pierwszy gdy przeprowadzałem moją nieformalną i nienaukową ankietę na temat pozytywnych stron Węgier. Koleżanka powiedziała, że jej zdaniem jest to coś naprawdę fajnego tutaj: czasopismo na temat mody i sztuki. Uhm, mruknąłem uprzejmie, pełno takich, i nawet nie umieściłem Roomu w opublikowanym wówczas spisie pozytywów.

Jakiś czas później poznałem jednak ludzi, którzy ten sześciomiesięcznik robią (pismo ukazuje się dwa razy do roku) oraz obejrzałem jeden z numerów pisma (świetny wizualnie) i zmieniłem zdanie: o Roomie warto napisać. Niedawno spotkałem się z Alim Tóthem, który obok Anikó Virág oraz Mártona Perlaki, fotografa, jest główną sprężyną kręcącą całym tym przedsięwzięciem. Wypytałem go o Room i oto czego się dowiedziałem.

Wychodzi od 2004 roku, ukazał się właśnie 12-ty numer pisma. Założyli je Ali Tóth, Anikó Virág oraz Márton Perlaki jako wyraz frustracji magazynami o modzie, w których pracowali. Wszystko to pisma wychodzące na podstawie franczyzy posiadające bardzo ograniczoną autonomię bez możliwości pokazania bardziej ekstremalnych czy też alternatywnych rzeczy.

Początkowo planowali stronę internetową ale przypadkiem poniekąd dostali pieniądze od jakiejś fundacji więc mogli wydać pierwszy numer również drukiem, w nakładzie 500 egzemplarzy. Odbyła się balanga w klubie Gödör i myśleli, że to by było na tyle. Wszyscy jednak pytali kiedy będzie następny numer więc zrozumieli, że trzeba kontynuować. W pół roku założyli firmę, zastrzegli nazwę i wydali następny numer, który już trafił do dystrybucji za granicę.

Dziś pismo, które wychodzi o węgiersku i angielsku, można dostać we wszystkich stolicach europejskich, w tym i w paryskim sklepie Collete, oraz w Nowym Jorku. W Polsce jest do kupienia w sklepie Horn & More. Za granicą zainteresowanie budzą jako publikacja ze Wschodniej Europy. Poza polskim A4 zdaje się, że nie ma podobnych pism. Publikują wyłącznie swoje materiały. Do dziś działa magia węgierskiej fotografii z okresu przed- i powojennego, magazyn ilustrowany zdjęciami węgierskich fotografików wciąż budzi ciekawość.

Room ma pięć tysięcy nakładu. Połowa sprzedaje się poza Węgrami w ciągu dwóch-trzech tygodni od ukazania się nowego numeru. Ma to miejsce w kwietniu oraz październiku.

Każdy nowy numer to balanga nie-do-opuszczenia dla osób interesujących się modą. Klub Merlin, gdzie się odbywa mieści tysiąc osób i po północy już nie da się wejść z powodu braku miejsca.

Pismo ma bloga i do kupienia jest także jako pdf. Planują wersję dla iPhonów oraz iPadów.

Firma biznesowo stoi na nogach, na ile jest to możliwe w chwiejnym świecie prasy ilustrowanej. Zszokowało mnie, że cały zespół – właścicielami pisma jest siedem pracujących nad nich osób – nie bierze za swoją pracę pieniędzy. Robią to bo to lubią. Ponadto praca przy piśmie otwiera im szereg drzwi: Aliego i Anikó zapraszali na pokazy w Mediolanie, Márton dostał zlecenia z Paryża.

Poniżej okładka najnowszego numeru, który ukazał się w poprzedni piątek.

THE_ROOM_12_COVER1