komary Jobbiku

W dość nudnej kampanii wyborów samorządowych (w tą niedzielę) zdarzyły się trzy bardziej interesujące rzeczy.

Po pierwsze, kandydat socjalistów – jeszcze w lecie – zaproponował … bezplatną komunikację miejską. Po katastrofie rządów tej partii, obiecywaniu gruszek na wierzbie i próbowaniu dotrzymania tych obietnic tak długo aż bankructwo zajrzało w oczy, po obnażeniu przeżarcia korupcją BKV, tutejszych zakładów komunikacyjnych, taki pomysł. Niesamowite, niedługo okaże się na ile ludziom można jeszcze w głowach mącić.

Po drugie, mnóstwo radości sprawiła nam swoją kampanią Węgierska Partia Psa o Dwóch Ogonach. Nie rozwodzę się na ten temat bo pisałem o tym wcześniej.

Po trzecie pojawił się Jobbik z plakatami z komarem. Z daleka zdawałoby się normalny billboard: zadowolony z siebie, dobrze odżywiony kandydat, logo partii, hasło.

Choć samo hasło już interesujące: Skończę z pasożytnictwem! (Véget vetek az élősködésnek!) W rogu mały przekreślony komar reprezentujący owe ohydne pasożyty.

Mniejsze plakaty Jobbiku zwracają się wprost do widza.

Skończyłbyś z pasożytnictwem? To też jesteś wyborcą Jobbiku! (Véget vetne az élősködésnek? Akkor Ön is Jobbik-szavazó!)

Tym razem kandydata nie ma a komar jest na dalece prominentnej pozycji. Logika prosta: nie ma nikogo chyba, ktoby lubił komary, więc wszyscy powinniśmy zagłosować na tępicieli tych owadów – Jobbik.

Tyle tylko, że rzecz jasna nie chodzi tu o żadne owady. Wszyscy wiedzą, że chodzi o Cyganów. A użycie metafory komara przywodzi na myśl zbitkę żydzi-wszy. A także czasy gdy dominowała w propagandzie.