jedzenie, którego a nie ma – a które mogło by być

Obiegowa opinia o kuchni brytyjskiej jest dość straszna: jedzenie o smaku tektury (albo gorzej: makulatury) i fish&chips jako szczytowe osiągnięcie kulinarne. Doszło do tego, że w swoim czasie minister spraw zagranicznych Robin Cook nazwał kurczaka tikka masala narodowym daniem brytyjskim, co mimo pozorów sympatycznej inkluzywności jest dla dla przedstawicieli innych kuchni narodowych oczywistym aktem bezwarunkowej kapitulacji.

Byliśmy w Londynie niedawno i akurat The Economist opublikował jakże krzepiącą dla Węgrów pośmiertną notkę na temat Egona Ronaya, Węgra z pochodzenia, wydawcy przewodników kulinarnych, który "would tell the British what good food was, and where they could hope
to find it."

A my i tak wyjechaliśmy stamtąd z błogimi wspomnieniami sklepu z serami Neal’s Yard Dairy w Borough Market. Miejsce piękne a sery pyszne (dają spróbować), wszystkie miejscowe.

brytyjscy konkurenci sera Trapista

I jak to w takich sytuacjach bywa, żal mi się zrobiło, że takich serów nie robią na Węgrzech. Nie tylko zresztą serów. Na Węgrzech można by robić – są do tego odpowiednie warunki – całą masę dobrych rzeczy ale nikt lub prawie nikt ich nie robi. Postanowiłem je spisać, oto moja lista:

1. Sery. To co się tu robi jest – za wyjątkiem sera Pálpusztai, zresztą niewęgierskiego pochodzenia, oraz serów robionych przez małe, przydomowe wytwórnie – nudne. A przecież trawa, krowy i kozy są, czegóż jeszcze potrzeba?
2. Ocet balsamiczny. Potrzebne są, o ile pamiętam, moszcz i ocet, też jest tego tutaj dość. Ocet balsamiczny robi się tylko w piwnicach w Pannonhalmie i dostać go trudno.
3. Verzsű czyli verjuice albo też po polsku sok z zielonych winogron. Kwaśny, tradycyjnie używany w kuchni węgierskiej do zakwaszania dań zanim pojawiły się cytryny. Robiła go kiedyś jedna z winnic, ale już od dawna nigdzie verzsű nie widziałem.
4. Baranina. Częściej widuje owce na polach, choć i to nie nazbyt często, niż baraninę w sklepach.
5. Ryby. Na Węgrzech są rzeki, stawy i jeziora ale ryby dostać jest trudno. W bufetach nadwodnych króluje smażony błękitek – rozumiem, tani – ale innych ryb dostać już nie sposób.
6. Wędzone ryby czy kurczaki. Węgrzy chętnie wędzą słoninę i kiełbasę, czasem sery, ale z innymi rzeczami jest gorzej. Wędzoną rybę widziałem tylko w sklepie rosyjskim a wędzonego kurczaka to już tylko w Polsce.
7. Koniak. Jak jest wino to może być i koniak i podobno przed wojną był. Wytwórnia położona niedaleko Tokaju przegrała nawet proces w Cognakiem o nazwę ale to nie powód, żeby przestać go produkować.
8. Prosciutto. Świnie są ale prosciutto nikt tu nie robi. Nie wiem czemu.
9. Cider. Wypiliśmy sobie pewną jego ilość w Londynie, na Węgrzech tylko słyszałem o nim, kupić jeszcze mi się go nie udało.
10. Piwo słodowe. Bywa do kupienia, owszem, ale tylko niemieckiej produkcji.

A wy co dodalibyście to tej listy?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s