tragiczny los węgierskich Indian

Indianie na Węgrzech? Oczywiście, od początku lat 30tych, kiedy zorganizowano pierwszy obóz indiański koło Nagymaros aż do dziś. Rzecz jasna chodzi o zabawę: Indianami byli/są Węgrzy, którzy poza okresami wcielania się w Indian żyją mniej lub bardziej normalnym życiem. Zabawa ta miała jednak tragiczne epizody, o czym, jak i zresztą i samym ruchu indiańskim, dowiedziałem się niedawno w teatrze Radnóti na przedstawieniu Apacze (Apacsok).

Spektal, wyreżyserowany przez Ferenca Töröka, reżysera kultowego filmu Moszkva tér, opowiada o losach węgierskich Apaczów w latach 60tych. Grupka młodych ludzi próbuje uciec od beznadziejnej rzeczywistości w zabawę w Indian ale ta rzeczywistość ich dosięga zamieniając ich życie w tragedię. Jeden z Indian zostaje zmuszony do przyjęcia roli agenta, dostarcza informacji na temat swojego przyjaciela – przywódcy plemienia, za którego późniejszą śmierć jest potem cynicznie przez bezpiekę obwiniany. Pozbawione wodza plemię idzie w rozsypkę, to już koniec jego historii.

Sprawa nie jest jednak zamknięta. Wnuk donosiciela odnajduje jego pamiętniki, które w sposób wyidealizowany i oczywiście pomijając aspekt współpracy z bezpieką, opisuje dzieje plemiona. Wnuk jest młodym reżyserem i chce zrobić film na ten temat, składa podanie o finansowanie do komisji, w skład której przypadkowo wchodzi wnuk zadenuncjowanego wodza plemienia znający historię zna z udostępnionych mu dokumentów bezpieki. Młody reżyser przeżywa szok. Wraca do domu, gdzie jego babcia – żona agenta, świadoma zresztą jego roli – nie chce rozmawiać z wnukiem na "te tematy". Pada znamienne zdanie: "to lepiej zapomnieć".

Tyle sama historia. W przedstawieniu jest znakomicie opowiedziana. Spektakl jest stosunkowo krótki, ale przebiegając w szybkim tempie z niemal teledyskowymi cięciami wciąga nie pozostawiając jakiegokolwiek poczucia niedosytu. Akcja skacze swobodnie w czasie przechodząc od teraźniejszości do przeszłości i potem znów do dnia dzisiejszego. Ci sami aktorzy grają role różnych postaci z przeszłości i z teraźniejszości ukazując jak wiele je łączy.

Animowane scenografie z rzutników są dziełem Árona Gaudera, jednego z twórców filmu Dzielnica. Muzykę do przedstawiania napisał Žagar. A sam tekst sztuki napisany został przez Gézę Bereményiego, autora wielu popularnych filmów i piosenek, Krisztinę Kovács, częściowo na podstawie osobistych doświadczeń: przyjaciel Bereményiego, piosenkarz Tamás Cseh, był jednym z wodzów indiańskich w latach 60tych (mnóstwo informacji na temat sztuki do wyczytania – po węgiersku – tu).

Podjęcie takiego tematu przez sztukę jest jak na Węgry dość zdumiewające. Tutaj mało i niechętnie mówi się o problemie agentów i łączącej się z tym wizji historii. Dziadek piszący wykastrowane dzieje Apaczów, babcia radząca by o przeszłości nie myśleć są bardziej typowi niż zszokowany wnuk.

Przyszło mi do głowy co dwa lata temu usłyszałem na wykładzie dyrektora Archiwum Historyczne Państwowych Służb Bezpieczeństwa. W tym archiwum, od grubo ponad dziesięciu lat, każdy może złożyć prośbę o udostępnienie zbieranych przez tutejszą bezpiekę materiałów na swój temat. Po węgiersku mówi się na to "odszkodowanie informacyjne" (információs kárpotlás). W trakcie wykładu dyrektor powiedział się, że dotąd zwróciło się do nich zaledwie 20 tysięcy osób mimo, że inwigilacją w sumie było objęte około dwóch milionów osób. Większość, wygląda na to, woli nie wiedzieć co tam jest.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s