nie wszystko rozumiejmy i tłumaczmy dosłownie


-Halo? Cześć, to ja, Kowal Stefek, nie gniewaj się, że przeszkadzam …

-No, mów!

Ten fragment zmyślonej, ale zupełnie możliwej w języku węgierskim, rozmowy telefonicznej nie brzmi dziwnie, nie ma w nim sztuczności ani grubiaństwa. Po prostu go źle – bo dosłownie – przetłumaczyłem.

Fascynują mnie zwroty i wyrażenia, które w tłumaczeniu dosłownym brzmią prostacko a jednak w kontekście danego języka są zupełnie przyjęte i mają wydźwięk neutralny. Oto parę przykładów, częściowo już użytych w powyższej fikcyjnej rozmowie telefonicznej.

1. Przedstawianie się najpierw nazwisko a potem imię to rzecz bardzo węgierska (podobno tak też robią to Japończycy). Nie brzmi to wcale biurokratycznie-chłopsko jak w polskim ale całkiem normalnie. Tak normalnie, że nie wiem nawet jakby się tłumaczyło na węgierski Jarząbek Wacław, trener drugiej klasy, żeby nie zatracić efektu.

2. Zwrot ne haragudj (nie gniewaj się) jest przyjętą formą oznaczającą przepraszam jako wprowadzenie do rozmowy. Używa się jej także w stosunku do osób, z którymi jesteśmy bardzo blisko. Nie ma w sobie nic z przesadności.

3. Mondjád! czyli – dosłownie – mów albo no, mów! to zwyczajowa reakcja gdy ktoś do ciebie dzwoni. W polskim używamy zwykle zreklaksowanego co słychać, żeby zachęcić naszego interlokutora do powiedzenia z czym dzwoni, tutaj mówi się to mów! Podobno zwrot ten pochodzi z czasów kiedy rozmowy telefoniczne były drogie i chodziło o to, by nie marnować czasu.

4. Jó étvágyat! czyli Smacznego! (dosłownie: dobrego apetytu!) jest zwrotem niemal rytualnym. Węgrzy w zasadzie zawsze używają go na początku posiłku. A ja pamiętam z Polski jak mnie uczono, że mówienie smacznego! jest oznaką kiepskiego a przy tym pretensjonalnego wychowania. Podobnie rytualnym zwrotem, który Węgrzy ZAWSZE powiedzą gdy ktoś kichnie, jest egészsegedre! czyli na zdrowie!

Mimo, że wiem jak traktować te zwroty (nie dosłownie!) nie mogę się calkiem do nich przyzwyczaić.

A czy wy też macie w ten sposób dręczące was wyrażenia?