węgierska jarmarczna kultura kulinarna idzie w górę

Śliwka wyszukała gdzieś informację, że w Guardianie napisali jakoby w Budapeszcie Węgrzech, w opinii Brytyjczyków, był najlepszy jarmark świąteczny (artykułu nie dałem rady znaleźć, jakby więc tu zaplątał się jakiś czytelnik tej gazety to proszę o linka). Chodzi, rzecz jasna, o jarmark na placu Vörösmarty. Wczoraj po obiedzie wzięliśmy się i poszliśmy go więc obejrzeć.

Towary, a nawet sprzedawcy, jak podejrzewam, są te same/ci sami co pięć/dziesięć/piętnaście lat temu. Masy materiału na niepotrzene prezenty: wyroby ze skóry, kowalskie – kute na miejscu, łuki, potworne kapelusze wyciągane z filcu, kubki i inna ceramika, ręcznie robione notesiki w cenie obiadu w restauracji, itd. wszystko to jakoś jeszcze wygląda na ladzie i pod choinką ale tylko tam. Wogóle mnie to nie ruszyło, powaliła mnie jednak oferta gastronomiczna.

Tytułem wprowadzenia: tradycyjnie na węgieskich rynkach sprzedaje się langosze i pieczone kiełbasy oraz kaszankę. Na jarmarkach pojawiają się niekiedy kolacze. Wszystko to na ogół nie wygląda estetycznie, no ale cóż, czego oczekiwać, jesteśmy na rynku.

Na świątecznych jarmarkach ostatnio jednak zaczęła się pewna zmiana. Zaczęto budować na nich improwizowane piece i piec w nich pizzowate placki, w olbrzymich, metrowych na oko w przekroju, zaczęły bulgotać różne gulasze, pojawiły się stare chłopskie meble dla ich walorów estetycznych, słowem, nowa jakość.

I teraz chodząc po placu poddawaliśmy się urokowi różnych stoisk kulinarnych. Obsługujący uwijający się w świele lamp tępionych przez kłęby dymu, na ladach stosy ponętnego jedzenia, w powietrzu zapach grzanego wina a wszędzie tłumy kupujących i jedzących. Bo na jarmark nie przychodzi się obecnie tylko coś kupić czy obejrzeć, tu przychodzi się też zjeść. Utkwił mi obraz eleganckiej kobiety w białym płaszczu do ziemi i futrzanej czapce jak na stojąco je pieczoną kiełbasę zagryzając ją ogórkiem kwaszonym.

Nie przypuszczałem, że tak może mi się spodobać banalny, turystyczny świąteczny jarmark. Poniżej parę zdjęć.

budy troszkę w stylu niemieckim

kolejny apetyczny bufet

grzane wino sprzedawane jest wszędzie

kaszanki i żelazka

kaszanki gotowe już do jedzenia

świeżo wyłożone do pieczenia kiełbasy

trzeba je niekiedy przewracać

kiszonek jest masa

kołacze – pierwszy raz widziałem, żeby je piekli nad żarem a nie gazem

są też placki ziemniaczane zwane tutaj lapcsanka albo tócsni

dominuje styl rustykalny

PS Wybierając zdjęcia do tego postu tak zgłodniałem, że musiałem sobie zrobić bułkę z kiełbasą.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s