„coś pozytywnego o Węgrzech”

Gdy napisałem o badaniach, z których wynika, że na Węgrzech ludzie nie ufają sobie nazwazjem wierny czytelnik Mags tak to skomentował:

(…) Czy moglbys kiedys znalezc Wegra lub Wegierke ktora moglaby na forum
Twojego blogu ukazac pozytywne strony zycia w krainie Bratankow (poza
winem, krajobrazami, architektura i interesujacym kobietami), ich
osiagniecia kulturowe, techniczne w ciagu ostatnich paru lat w skali
europejskiej i globalnej (poza najslynniejszym programista Worda i
Excella ktory polecial w kosmos i podobno nadal cos stamtad po
wegiersku).Jednym slowem cokolwiek co pomoglo by mi zatrzec to
negatywne uczucie ktore rzuca sie cieniem na moja percepcje Madziarow
(…)

Niezłe pytanie, pomyślałem. I postanowiłem przeprowadzić nieformalne badanie w tej kwestii pytając koło dwudziestu znajomych co pozytywnego widzą na Węgrzech, z czego są dumni – poza winem, krajobrazami, architekturą i interesującymi kobietami, zgodnie z sugestią Magsa. Od razu zastrzegam się, że czego się dowiedziałem nie na żadnej wartości naukowej bo to po prostu byli moi znajomi a nie próbka statystyczna.

Pierwsze wrażenie to to, że cudzoziemcy, bo ładnych paru ich znalazło się w grupie zapytanych, bardziej lubią Węgry niż sami Węgrzy. Bo cudzoziemcy zawsze powiedzieli coś pozytywnego, ci Węgrzy natomiast… Rozmawiałem z pewnym Węgrem, który na pytanie z czego jest dumny oświadczył mi, że, po pierwsze, z tego, że jest Węgrem oraz, po drugie, z ponad tysiąletniej historii państwa. Dopytywałem: a co jest dobrego obecnie? Na co on: nic, absolutnie nic, cały kraj nam do szczętu rozwalili!!

W podobnej rozmowie z innym Węgrem rzucił on: najpierw niszczyli kraj przez czterdzieści lat a potem przez dwadzieścia, odnosząc się do okresu socjalizmu oraz obecnej demokracji. Zaoponowałem: przecież kiedyś, na przykład, nie można było wyjeżdzać (mój znajomy akurat został skazany zaocznie na więzienie za nielegalny wyjazd z kraju do Niemiec) a teraz, proszę bardzo, nawet Schengen mamy, na co on: ja mam za co jeździć ale ludzie nie mają. Poczułem, że nie przekonam.

Ale zostawmy te anegdotki, weźmy się za listę. Co więc mamy fajnego na Węgrzech, z czego można być tu dumnym, podaję bez ładu i składu, rzeczy mniej i więcej ważne.

  • pokojowy tłum Jak tu się dużo ludzi zbierze to, z wyjątkiem meczy piłkarskich oraz demonstracji skrajnej prawicy, nie wyzwala to w nich agresji. Podam przykład: kiedy się odbywają sierpniowe fajerwerki w Budapeszcie to schodzi się je oglądać jakiś milion ludzi i nic, nikt nie rzuca butelek w powietrze, nie ma burd, wyzwisk. Pilnuje tego pewnie jakiś trzydziestu policjantów, co zupełnie starcza.
  • bezpieczeństwo Budapeszt – Węgry – są strasznie bezpiecznym miejscem. Na ulicach w nocy można chodzić, od napotkanych ludzi nie oczekuje się agresji. Kolega Francuz zwrócił moją uwagę, że tu nie widzi się bójek na ulicach. Kolejna rzecz, której się nie widuje to
  • pijacy Alkohol można kupić wszędzie i o każdej porze, pálinkę można legalnie pędzić w licznych małych, miejscowych gorzelniach – i nic. Pijanych, poza wiecznie nieco zaprutymi homelessami, nie ma.
  • muzyka Poziom życia muzycznego jest tu wysoki. Wielu ludzi mi opowiadało o różnych aspektach tego. Mamy więc tu Fesztivál Zenekor (Orkiestra Festiwalowa), która, akurat gdzieś widziałem jakąś klasyfikację, zalicza się do pierwszej dziesiątki orkiestr świata. Muzyka dla dzieci jest tu zadziwiająco wysokiej jakość, o czym kiedyś pisałem. Mówiono mi też o nauce muzyki metodą Kodálya, ale tego jestem już mniej pewny bo efektów w postaci poziomu kultury muzycznej przeciętnego Węgra (ani nie grają na instrumentach ani nie śpiewają) mało widać.
  • taksówki W Budapeszcie mamy, moim zdaniem, najlepszy system taksówkarski na świecie. Wystarczy znać parę numerów firm (hieny czatujące na naiwnych na ulicy i tutaj warto omijać) i ma się w zasadzie gwarantowaną taksówkę w ciągu dziesięciu, max piętnastu, minut, którą można zamówić po angielsku, jeśli się chce, można płacić kartą, nie oszukują.
  • rowerzyści Największa masa krytyczna na świecie, bujnie rozwijający się ponadpolityczny ruch rowerzystów – geniale.
  • język w prasie Węgierska prasa nie poraża poziomem, odraża natomiast upartyjnieniem. Tym niemniej język niektórych artykułów w indexie czy Magyar Narancs potrafi zachwycić swoim bogactwem i wyrafinowanym poczuciem humoru.
  • Pesti Est czyli bezpłatny informator kulturalny do zabrania z kina, teatru czy kawiarni plus strona internetowa. Przedsięwzięcie początkowo miało formę złożonej kartki A4 z programem kin, obecnie jest znakomity informator co-gdzie. Jego sukces doprowadził do powstania masy konkurencyjnych wydawnictw, więc przebierać-wybierać.
  • porszívó-orrszívó czyli genialny oczyszczacz nosa dla dzieci. Dzięki niemu nie ma problemu zatkanego nosa u małych dzieci. Nie pamiętam już ile z nich posłałem (cały dumny) znajomym do Polski. Mała rzecz a cieszy.
  • romkocsmy czyli knajpki w ruderach. Szalenie stylowe i popularne, konieczna rzecz do pokazania znajomym z zagranicy. Pisałem już o nich szereg razy (tu, tu, tu, tu i ostatnio tu).
  • szoborpark czyli park pomników. Jedyni w Europie Wschodniej Węgrzy genialnie zachowali wszystkie swoje pomniki komunistyczne przenosząc je do parku na przedmieściach Budapesztu, ku pamięci – i ku uciesze turystów. Pisałem o tym tu.
  • gyes czyli trzyletni urlop macierzyński Obiekt westnień cudzoziemców oraz bez wątpienia jeden z powodów obecnych węgierskich kłopotów budżetowych. Najważniejszą pewnie rzeczą jest, że można być w domu z dzieckiem przez trzy lata i nie traci się pracy. Tylko na Węgrzech!
  • Romskie posłanki do Parlamentu Europejskiego Węgierska polityka to dość smutne temat ale i tu są jaśniejsze momenty. Węgry są mianowicie jedynym krajem EU, który do Parlementu Europejskiego Romów i od razu dwóch i to od razu dwie kobiety. W dodatku pochodzą one z dwóch wzajemnie zwalczających się obozów bardzo podzielonej węgierskiej polityki: Viktória Mohácsi dostała się z rekomendacji Fideszu a Lívia Járóka z listy SzDSzu.
  • András Simonyi. Były ambasador Węgier w USA genialnie potrafił się zachować gdy Stephen Colbert zabawił się kosztem Węgier nawołując widzów swojego Colbert Report do głosowania na niego w internetowym plebiscycie na nazwę nowego mostu (nazywa się Megyeri). Zamiast obrazić się jak Kazachowie na Borata wystąpił w programie wykazując się ogromnym poczuciem humoru (pisałem o tym tu i tu). Węgry ogromnie zyskały dzięki niemu w tej chwili. Obecnie jest szefem Korda Studios, jeśli mu tak pójdzie jak w czasie ambasadorowania bo wkrótce Węgrzy zakasują Hollywood.

No, tym razem to dopiero spodziewam się komentarzy. Podawajcie też swoje przykłady co wam się na Węgrzech podoba.
***
Spodobał ci się ten post? Przetłumacz go na inne języki na Der Mundo.

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s