mnie cieszy a innych oburza

Urzekła mnie kiedyś tablica, którą dla uczczenia Rezső Seressa wmurowali koło wejścia mieszkańcy domu gdzie kiedyś żył. Pisałem o tym:

Tablicę ufundowali nie, jak to zwykle bywa, samorząd albo stowarzyszenie twórcza, ale po prostu mieszkańcy domu jako "wyraz swego szacunku". Miłe.

Niedawno przechodziłem tamtędy z wujem Śliwki, który odwiedził nas w Budapeszcie, i z dumą mu tablicę pokazałem. -Żeby jeszcze mieszkańcy musieli takie tablice wieszać, parsknął z odrazą. Oczywiste było, że uważa, że to zadanie dla władz.

Nieco się zdziwiłem choć nie do końca. W Europie Wschodniej bardzo popularne jest przecież odwoływanie się do państwa kiedy pojawi się jakaś inicjatywa kulturalna, którą trzeba sfinansować. A mnie zachwyciło gdy będąc w Londynie zobaczyłem na ścianie zrekonstruowanego teatru Globe masę tabliczek od różnych prywatnych darczyńców: od księcia Walii Karola po uczniów jakiejś wiejskiej szkoły podstawowej. Takie tabliczki widziałem zresztą w wielu miejscach, tam społeczeństwo samo funduje sobie wiele rzeczy nie oglądając się na państwo. I w dalszym ciągu chciałbym, żeby taka postawa była popularniejsza u nas.

***

Spodobał ci się ten post? Przetłumacz go na inne języki na Der Mundo.