nieobowiązkowa szkoła polska

Niedawno zaintrygował mnie fakt, że szkoła polska za granicą jest nieobowiązkowa. Obowiązkowa to jest szkoła lokalna, do szkoły polskiej można chodzić jeśli się chce, ale jeśli dziecko do niej nie pójdzie to nikt rodzicom niczego nie zrobi, co przecież miałoby miejsce w Polsce. Co więcej, praktyczne konsekwencje niechodzenia pewnie też są niewielkie. Owszem, szkoła daje świadectwa uznawane w Polsce ale gdyby się go nie miało to sądzę, że na podstawie świadectwa ze szkoły węgierskiej plus jakiegoś egzaminu (zakładam znajomość polskiego) też możnaby podjąć naukę w Polsce gdyby ktoś miał się tam przenieść. Czyli mamy niesamowitą sytuację: szkołę, do której można ale nie trzeba chodzić.

Jakie są tego konsekwencje? Ano, że trzeba się bardziej starać. Albo inaczej starać. Minister Hall, w swoim liście do szkół polskich za granicą napisała następującą rzecz:

Zdajemy sobie sprawę, że dzieci polskie i młodzież za granicą przychodzą do szkoły w czasie, który dla ich rówieśników jest czasem wolnym od zajęć. Tym ważniejsze jest, aby pobyt w szkole był dla nich nie tylko obowiązkiem, ale również przyjemnością. 

Tylko jak to osiągnąć? Szkoły za granicą operują na podstawie programu i metodologii polskiego systemu edukacji opartego na przymusie. A tu, jak już pisałem, ani nie przyjdzie listz urzędu jak dziecka nie będzie w szkole ani nie ma presji "ucz się bo bez wykształcenia dziadem będziesz" bo wykształcenie daje przecież szkoła miejscowa.

Problem widzę, rozwiązanie już nie. Ciekaw jestem jak sobie różne szkoły polskie rozsiane po świecie z tym problem radzą.