dlaczego nie pójdę na referendum

Zbliża się nam referndum, będzie 9 marca. A ja się nie wybieram. Dlaczego? Zanim wyjaśnię muszę opisać o co w tym referendum chodzi. Pytania są trzy:

1. Czy zgadzasz się z poglądem, że od 1 stycznia roku następującego po referendum nie powinno być opłaty za każdy dzień pobytu w szpitalu? (EGYETÉRT-E ÖN AZZAL, HOGY A FEKVÕBETEG-GYÓGYINTÉZETI ELLÁTÁSÉRT A JELEN KÉRDÉSBEN MEGTARTOTT NÉPSZAVAZÁST KÖVETÕ ÉV JANUÁR 1-JÉTÕL NE KELLJEN KÓRHÁZI NAPIDÍJAT FIZETNI?)

2. Czy zgadzasz się z poglądem, że od 1 stycznia roku następującego po referendum nie powinno się płacić za wizytę u lekarza domowego, dentysty i w przychodni? (EGYETÉRT-E ÖN AZZAL, HOGY A HÁZIORVOSI ELLÁTÁSÉRT, FOGÁSZATI ELLÁTÁSÉRT ÉS A JÁRÓBETEG-SZAKELLÁTÁSÉRT A JELEN KÉRDÉSBEN MEGTARTOTT NÉPSZAVAZÁST KÖVETÕ ÉV JANUÁR 1-JÉTÕL NE KELLJEN VIZITDÍJAT FIZETNI?)

3. Czy zgadzasz się z poglądem, że na uczelniach wyższych finansowanych przez państwo studenci nie powinni płacić czesnego? (EGYETÉRT-E ÖN AZZAL, HOGY AZ ÁLLAMILAG TÁMOGATOTT FELSÕFOKÚ TANULMÁNYOKAT FOLYTATÓ HALLGATÓKNAK NE KELLJEN KÉPZÉSI HOZZÁJÁRULÁST FIZETNIÜK?)

Sam pomysł referendum pochodzi od przywódcy Fideszu Viktora Orbána, który rzucił go podczas gwałtownych demonstracji w rocznicę powstania 1956 w październiku 2006 roku. Referendum miało być poniekąd głosowaniem nad rządem. Przegrana rządu miała doprowadzić do jego upadku, co nie jest możliwe do osiągnięcia w inny sposób. Przygotowania do niego miały skanalizować energię ludzi protestujących wówczas na ulicach przeciw rządowi Gyurcsánya.

Po wielu perypetiach – najzabawniejszą była inicjatywa pewnego profesora lingwisty, który zgłosił zestaw pytań dotyczących tych samych kwestii co pytanie Fideszu tyle, że tak sformułowanych, że zachęcały do głosowania przeciwko propozycjom partii – referendum zostało ogłoszone. Będzie wiążące, to znaczy, że jeśli ludzie zagłosują przeciwko opłatom to ich nie będzie. Rząd jednak prawnie nie będzie zmuszony do ustąpienia i zresztą zapowiada, że nie ustąpi.

Warto dodać, że opłaty są częścią programu zaciskania pasa wprowadzonego po poprzednich wyborach, kiedy się okazało, że rząd wpakował kraj w poważny kryzys budżetowy a wybory wygrał kłamiąc na temat sytuacji kraju.

Czemu więc nie wybieram się głosować? Odrzuca mnie demagogiczny charakter pytań, zwłaszcza tych dotyczących opłat szpitalnych. W skrócie można by je sformułować tak: chcesz płacić czy chcesz mieć za darmo? Koncentrują się na wąskim aspekcie problemów służby zdrowia czy to szkolnictwa wyższego pominając dużo istotniejsze kwestie.

Służba zdrowia jest w kryzysie i istnieje szereg koncepcji jak z niego wyjść jak choćby wprowadzany przez rząd system oparty na konkurencji firm ubezpieczeniowych, pojawiają się propozycje prywatyzacji, itd. O tym nie możemy się wypowiedzieć, na temat opłat, zresztą w tej chwili nie specjalnie wysokich – tak.

Kwestia czesnego na uczelniach nieco się różni. Podobnie jak pytanie o opłaty w szpitalach nie dotyczy ono istoty problemu: gwałtownie zwiększona ilość studentów w porównaniu z okresem wcześniejszym, bieda na uniwersytetach, konserwatyzm czy brak konkurencyjności wobec uczelni zagranicznych. Różnica jest w tym, że tak nauka na uczelni wymaga wysiłku ze strony studenta, który jest ciągle weryfikowany podczas gdy korzystanie z usług służby zdrowia takiego wysiłku nie wymaga i wytarczy powiedzieć, że ma się zawroty głowy, żeby lekarze się kimś latami zajmowali. Można więc powiedzieć, że problem nieogranoczonego popytu na bezpłatne dobra jest tu dalece mniej doktliwy. Tym niemniej jednak i tutaj pytanie omija sedno problemu: czy państwo powinno zapewniać naukę jak największej ilości studentów, nawet jeśli miałaby być na częściowo odpłatna, czy może nauka powinna być bezpłatna ale ilość miejsc ograniczona, czy płacić powinni wszyscy czy może nauka powinna być w pełni płatna a państwo powinno po prostu fundować dużo stypendiów, itd., ale to nie o tym mamy decydować w referendum.

W referendum nie chodzi więc o umożliwienie społeczeństwu zdecydowania w ważnej sprawie. Chodzi natomiast o dowalenie rządowi, a ja nie, niezależnie od mojego do niego stosunku, mam specjalnej ochoty brać w tym udziału.