Przypadkowy Polak

Rozmawiam z pewnym właścicielem popularnej knajpki w jakiejś tam sprawie, na koniec rozmowy wymieniamy numery telefonów. Podaję mój, zapisuje go na kawałku papieru, ja dopisuję moje niewymawialne dla Węgrów nazwisko. Kolega podaje swój numer i (czysto węgierskie) nazwisko po czym dorzuca: możesz też napisać Białostocki. Nie rozumiem, więc tłumaczy: to nazwisko dziadka, ja sam, mimo, że po polsku ani be ani me i że w Polsce ani razu nie byłem – a nawet nad Polską nie przeleciałem ani razu samolotem – jestem obywatelem polskim. Podwójne obywatelstwo? pytam. Nie, tylko polskie. Jak to? ja na to. Dziadek urodził się w Krakowie, opowiada, przeniósł się na Węgry, mama wyszła za Węgra ale pozostała obywatelką polską. Gdy się urodziłem mogłem dostać zarówno obywatelstwo węgierskie jak i polskie, zdecydowali, żeby dać mi polskie. Status przy takim obywatelstwie mniej określony, łatwiej wyjechać z kraju jakby co a i w wojsku nie byłem, bo dla Węgrów jestem Polakiem a dla Polaków jestem osobą ze stałym pobytem zagranicą. Tylko na granicach czasem mam kłopot gdy mówią do mnie po polsku bo niczego nie rozumiem. Mama w międzyczasie przyjęła obywatelstwo austriackie (tak jak i dziadek) więc mam tatę Węgra, mamę Austriaczkę a ja jestem Polak, śmieje się.

Ciekaw jestem ile jeszcze takich przypadkowych Polaków jest rozsianych po całym świecie.