walka o drzewa na ulicy Nagymező: zwycięstwo?

Już od dłuższego czasu trwa impas w sprawie budowy podziemnego garażu pod ulicą Nagymező. Samorząd wydał zezwolenie na budowę zaskakując wszystkich potencjalnie zainteresowanych, protesty, w którym miałem bardzo skromny udział, powstrzymały rozpoczęte prace. Ulica została rozgrzebana i zamknięta dla ruchu a samorząd tylko przykrył rozryte chodniki prowizorycznym pokryciem z desek.

Z bliżająca się zima oznacza zagrożenie zamarznięcia dla odkrytych w zasadzie korzeni a sypanie solą śliskich chodników z desek oznacza potencjalnie katastrofalne skutki dla drzew.

W tej sytuacji w sobotę znów miała miejsce demonstracja z żądaniem uregulowania sytuacji. Wzięliśmy całą rodziną udział, oto krótka relacja.

Zebrało się nas niecałe sto osób. Poza organizatorami, uczestnikami oraz dziennikarzami pojawiła się też – nowość – grupa klaunów-aktywistów, która przeprowadziła happening podczas demonstracji.

Liczba uczestników nie była jednak najważniejsza. Ważne było, żeby demonstrację zauważyły media, które się licznie pojawiły. Było sporo kamer, fotoreporterów, wywiadów.

Wśród plakatów najbardziej podabał mi się ten z napisem „Niech żyją drzewa z ulicy Nagymező!”

nagymezo_plakaty

Jako jedną z pierwszych rzeczy dowiedzieliśmy się, że dzień przed demonstracją samorząd przysłał organizatorom list informującym, że w poniedziałek na ulicy powinny zacząć się prace prowadzące do przywrócenia stanu chodników sprzed ich rozkopania. Jeśli tak będzie to faktycznie można mówić o pewnym zwycięstwie, stąd też tytuł tego postu, ale póki co pewności jednak jeszcze nie ma. Zobaczymy. Ważne jest też co z ulicą będzie dalej. Czy przeważy koncepcja budowy garażu podziemnego, czy pomysł stworzenie deptaka czy też pojawią się jeszcze inne propozycje.

Swoją drogą to już trzeci konflikt między samorządem a organizacjami społecznymi w szóstej dzielnicy w ostatnim okresie. Miejsce miała batalia o podziemny garaż na placu Jókai (garażu nie będzie, zostają drzewa i plac zabaw), trwa walka o ulicę Nagymező, porzucono plany przebudowy placu Hunyadi, która doprowadziłaby do zamknięcia ulicznego rynku i zmiany profilu hali targowej na coś w rodzaju centrum handlowego: butiki zamiast straganów.

Póki nie ma jednak jeszcze pełnej jasności można sobie poużywać na burmistrzu szóstej dzielnicy, który, a jakże, pojawił się na demonstracji:

W pewnym momencie okazało się, że ma ze sobą piłę, co ukazało jego prawdziwe intencje.

nagymezo_burmistrz_2

„Burmistrz” wdał się w dyskusję z jednym z organizatorów demonstracj, Tiborem Váradim.

nagymezo_dialog_z_burmistrzem_1

„Burmistrz” był tak głupi jak i oficjalnie prezentowane argumenty w obronie koncepcji garażu podziemnego. Pomyślałem sobie, że jeśliby nawet samorząd po prostu z przekonaniem, że to dobre dla dzielnicy forsował tę koncepcję (w co zupełnie nie wierzę) to i tak mamy tu zderzenie dwóch podejść co do tego, jakie powinno być miasto. W myśl jednego liczą się fizyczna infrastruktura, firmy, sklepy, itp., podczas gdy drugie podkreśla trudniejsze do finansowej oceny takie elementy miasta jak drzewa, rynek jako instytucja społeczna czy plac jako miejsce dla spotkań.

nagymezo_drzewa_2

Drzewa na ulicy Nagymező. To o nie nam chodzi.