jaki prosiak?

Problem cygański na Węgrzech to coś bez odpowiednika w Polsce. Cyganów jest tutaj dużo więcej, mówi o nawet ponad połowie miliona w dziesięciomilionowym kraju. Pod wieloma względami nie są zintegrowani z większością społeczeństwa. Różnią się wielkością – i zwartością – rodzin, dużo większym poziomem bezrobocia, niższym wykształceniem czy też słabszymi wskaźnikami stanu zdrowia. Ogół Węgrów ich nie lubi. Bardzo nie lubi, wręcz nienawidzi. W niezwykle politycznie podzielonym obecnie społeczeństwie węgierskim stosunek do Cyganów jest identyczny zarówno wśród wyborców partii socjalistycznej jak i zwolenników Fideszu. Cyganie to przestępcy, żyją z zasiłków bo pracować im się nie chce, ich dzieci obniżają poziom w szkołach, jako sąsiedzi są nie do wytrzymania. Brak im kultury. Poglądami antycygańskimi można bezpiecznie brylować w towarzystwie, nie ma co się spodziewać, że ktoś się obruszy.

To takie małe tło do postu Árpáda W. Tóty na temat przestępczości cygańskiej z 25 października, który mnie ostatnio zaintrygował. Tóta swój blog pisze na stronie indexu. Jest popularny, każdy post ma po kilkaset komentarzy. Ten post jednak komentarzy miał wyjątkowo dużo, dotąd 1290. To tak trochę, zważywszy na wielkość kraju, jakby pod jakimś postem, dajmy na to w salonie24 bo tam namiętnie wszystko komentują, wpisało się 5000 ludzi. Widać, że Tóta dotknął gdzie boli.

Jakąś setkę czy dwie komentarzy przeczytałem. Czytelnicy rzecz jasna znaleźli i wypunktowali wszystkie słabe punkty pisanego dość szybko, co widać, tekstu. Pojawiły się wpisy antycygańskie a także, czemu nie, antysemickie. Komentarzy nie dam radę przetłumaczyć ze względu na ich ilość, ale sam post Tóty przełożyłem. Oto on:

Jaki prosiak?

Daremnie problem zatruwa milionom życie codzienne, daremnie wszyscy o nim wiedzą, węgierska polityka i główne media i tak milczą na jego temat. Jak gdyby go nie było. Jakby statystyki nie ukazywały jasno sytuacji.

Nie ma co zaprzeczać: narodowość złodzieja drewna z Fony czy też uczestników linczu z Olaszliszka jest oczywista nawet gdy wiadomości skromnie ją przemilczą, przynajmniej dopóki OCÖ [krajowa reprezentacja mniejszościowego samorządu cygańskiego] nie podniesie lamentu. Wśród niektórych rodzajów przestępstw Cyganie są nadreprezentowani. Złodzieje i rabusie z wiosek w Borsód, włamywacze z Ferencváros, zbieracze złomu metali kolorowych zazwyczaj spośród nich właśnie się rekrutują. Wszyscy o tym wiedzą ale mówić o tym nie wypada.

Istnieje tylko jedne silniejsze tabu: przestępczość białych.

Gdy złodziej drewna zaatakuje siekierą gajowego podejrzewamy, że był Cyganem. Niektórzy go bronią, inni nienawidzą, ale nikt nie neguje faktów. Gdy jednak horda demonstrantów uzbrojona w koktajle Mołotowa zaatakuje policjanta to już nikt nie powie, że bez wyjątku byli to nie-Cyganie.

W folkorze zbieracz złomu metali kolorowych to Cygan, dlatego też spokojnie możemy śmiać się z niego wraz z Fábrym i Sasjózsi [humoryści węgierscy]. Natomiat przestępca handlujący skradzionym złomem i oszukujący przy tym państwo na VAT jest już naturalnie biały. Co więcej, może być nawet ministrem. Jak to jest, że tego jakoś nikt nie zauważa?

W kradzieży kabli Cyganie bezsprzecznie przewodzą. Natomiast w przestępstwach, w których pojawiają się fundacje, finansowanie partii politycznych, autostrady ich udział jest znikomy. A podczas gdy Cygan zaprzecza: jaki prosiak? jaki prosiak? biały spokojnie wkracza do parlamentu i by rechocząc pozbawić zębów ustawę, na podstawie której możnaby pociągnąć go do odpowiedzialności gdyby ewentualnie pozbawiono go przedtem immunitetu.

White power

Zarówno mniej jak i bardziej brutalne systemy terroru politycznego na Węgrzech były utrzymywane przez nie-Cyganów. Być może Cyganie osiągają niezłe wyniki w przestępstwach ulicznych, ale te naprawdę lukratywne, łączące się z milionowymi zyskami przestępstwa są już domeną białych. Biali dokonali najcięższych zbrodni w 1956 roku: strzelania w tłum, linczów, zbrojenia dzieci-żołnierzy. Odpowiedzialnych za to ostatnie ściga się w Afryce jak zbrodniarzy, u nas stawia im się pomniki.

Na pierwszy rzut oka statystyki więzienne dowodzą, że wśród Cyganów jest więcej przestępców. Gdy przyjrzeć się jednak im z bliska ukazuje się przerażająca prawda: biali przestępcy są w zmowie z inną niebezpieczną niecygańską grupą – adwokatami. Ci swymi niewiarygodnie bezczelnymi kłamstwami umożliwiają białym przestępcom, by ich ciężkie, udowodnione przestępstwa uchodziły im na sucho. Za dziesięć tysięcy forintów złodziej sklepowy może trafić do więzienia, powyżej stu milionów już się to raczej nie zdarza.

Uliczne gonitwy urządzane po węgierskich meczach piłki nożnej nie są sportem uprawianym przez Cyganów. Gdy czytam, że na pomoc poszkodowanemu pospieszyli liczni krewni, którzy potem koktajlami Mołotowa, itd. to już wiem z góry, że ci Cyganie. Gdy natomiast grupa kibiców zdemolowała stację metra, potem Mołotow, mogę być pewny, że byli to młodzieńcy o czystym spojrzeniu Węgrzy z krwi i kości. Ich liczni krewni nawet nie wiedzą, gdzie ci są. Adwokata natomiast dostaną. Ot, inne podejście.

Przestępczość białych istnieje w tej samej mierze co przestępczość cygańska. Kwestia białych nie jest natomiast do rozwiązania z dnia na dzień. Szkodliwe, kulturowo specyficzne cechy Węgrów można ograniczyć tylko konsekwentnymi, surowymi karami unikającąmi przy tym odpowiedzialności zbiorowej, przy czym mowa jest o wymarciu i zmianie całych pokoleń, i perspektywie wielu dekad. Ale do tego najpierw musimy zrozumieć białą przestępczość, a przede wszystkim uznać jej istnienie.