kiedy nie lubię Węgier

Są momenty kiedy bardzo nie lubię Węgier. Oto jeden z nich.

Kuzyn Śliwki opowiada mi, że jego córka dostaje mieszkanie. Dłuższy czas się jej nic nie układało, ma kiepską pracę, za sobą nieudany związek z pewnym kolesiem więc się ucieszyłem. Pytam, co i jak. W miarę jak kuzyn opowiada (wewnętrzna) mina mi rzednie.

Kuzyn pracuje w urzędzie burmistrzowskim w niewielkim mieście. Praca taka sobie ale lepsza jak bezrobocie. Pewnego dnia zebrał się i poszedł do burmistrza z prośbą o pomoc w przyznaniu mieszkania socjalnego dla córki. Burmistrz na to, że trudno będzie bo na dwanaście mieszkań czeka ponad dwustu ludzi, w tym rodziny z dwójką dzieci, ale spróbuje. Próba okazała się, jak już wiadomo, udana, córka kuzyna już się wprowadza a kuzyn już kupił dla paru osób zaangażowanych w sprawę tokajskie wino, po które specjalnie udał się w okolice Tokaju. Ponadto pomagał Fideszowi, z ramienia której to partii burmistrz sprawuje swój urząd, zbierać podpisy pod referendum.

A mnie się rzygać chce. Bo kuzyn zamiast się wstydzić sytuacji chwalił się w zasadzie tym, co zrobił a wagę swego osiągnięcia podkreslał faktem, że dzięki swym znajomościom odebrał szansę na mieszkanie rodzinom z dwojgiem dzieci. Bo zamiast wyjazdu, dajmy na to, do Irlandii czy Anglii, żeby zarobić na mieszkanie preferuje się znajomości. Bo tu się uważa to za normalne.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s