ciemniejszy aspekt przyjaźni polsko-węgierskiej

Visegrad skomentował mój wpis na temat pomnika przyjaźni polsko-węgierskiej uwagą „zasadniczym jej źródłem historycznym jest nieistnienie takiego państwa jak Słowacja”. Zastanowiło mnie nieco bo dotąd widziałem tę przyjaźń raczej jako coś nieskażonego żadną negatywnością. No i trzeba trafu, że parę dni później natknąłem się na artykuł Tadeusza Olszańskiego Opowieści z rodzinnego grodu (przy okazji polecam wszystkim zainteresowanym tematem, ciekawy), w znalazłem następujący fragment:

Dopiero w marcu 1939 r. tereny te wróciły do Węgier (aczkolwiek w dość ponurych okolicznościach, jako odprysk hitlerowskiego planu rozbioru Czechosłowacji; Polska weszła wtedy na Zaolzie). Na krótko mieliśmy wspólną granicę. Wywieszono wtedy na balkonach i w oknach polskie i węgierskie flagi.

Bez wątpienia, radość musiała być wielka i autentyczna, zwłaszcza po stronie węgierskiej gdzie widziano to nie jako zajęcie ale odzyskanie terytoriów utraconych w wyniku „niesprawiedliwego” traktatu z Trianon. Przywołuję ten incydent tutaj, by nie zapomnieć o tym ciemniejszym aspekcie przyjaźni polsko-węgierskiej.