slumsy bezdomnych

W sobotę beztroska przejażdzka rowerami z Chłopakiem, jego kolegą jeszcze z przedszkola oraz jego ojcem. Decydujemy się na półwysep Kopaszi a potem dalej w stronę Budafok, czyli na południe stroną budańską.

Za mostem Lágymányosi robi się coraz bardziej przedmiejsko. Nieużytki, salony sprzedaży samochodów, opuszczone fabryki, jakieś dziwne gigantyczne konstrukcje ze stali. Coraz więcej nieuporządkowanej zieleni.

W jednym miejscu wśród krzaków prześwitują jakieś płachty z plastiku. "Osiedle bezdomnych" mówi tata kolegi Chłopaka. I faktycznie, w miarę jak jedziemy dalej widać je coraz lepiej.

slumsy bezdomnych na przedmiesciach Budapesztu

slumsy bezdomnych na przedmiesciach Budapesztu

Slums ma charakter tymczasowego koczowiska. Żywej duszy nie widać, terenu strzegą dwa uwiązane psy. Na sznurach suszą lub wietrzą się jakieś rzeczy. 

slumsy bezdomnych na przedmiesciach Budapesztu

slumsy bezdomnych na przedmiesciach Budapesztu

Widziałem już podobne osiedle, też nad Dunajem ale na północy Budapesztu. Mniejsze, mieściło się wśród krzaków na wybrzeżu Római. 

W mieście tu i ówdzie widuje się w ciągu dnia a to upchniętą gdzieś brudną kołdrę, a to złożone kartony najwyraźniej służące do spania a to jakieś inne dowody, że miejsce jest już "zajęte" przez jakiegoś bezdomnego. Paralelne, podziemne miasto, z którym tylko czasem, przypadkiem się stykam.