piekę bakłażany

Każdy naród mając do dyspozycji te same surowce i instrumenty ugotuje z nich coś innego. Weźmy takie ognisko. Polacy upieką nad nim kiełbasę, Węgrzy – słoninę. Do żaru wrzucamy ziemniaki, a Węgrzy, o czym dowiedziałem się niedawno ku mojemu zdziwieniu – bakłażany. Wypróbowałem to w ten weekend.

Jak się dowiedziałem: parę dni temu János, mój kolega z pracy, spytał mnie czy lubię vinettę, czyli krem z bakłażanów. Czy lubię? Jasne! To ci przyniosę, powiedział. Zrobiłem właśnie, bakłażany piekłem na podwórku. Jak to? W ogniu, takie są najlepsze.

Zaintrygował mnie. Vinetta to jedno z moich ulubionych dań tutaj. Rzecz jest znana na całym bliskim wschodzie, na Węgry przyszła przez Rumunię, ściślej pewnie przez Transylwanię, skąd też nazwa: bakłażan to po rumuńsku vinete, według internetowego słownika węgiersko-rumuńskiego. Vinettę nauczyłem się robić choć nigdy, mimo przestrzegania całego związanego z tym rytuału jak na przykład używania drewnianego noża czy też odciekania upieczonych bakłażanów, i, nie udało mi się osiągnąć najwyższego, z jakim się zetknąłem, poziomu dania. Jarzyna zawsze piekłem w piecyku, może żywy ogień to to, co im potrzeba.

Tak też było. Bakłażany zawinięte w folię trzeba piec przez 30-45 minut w żarze. Udały się znakomicie. Okazało się, że mają się przypalić nieco, to dzięki temu nabierają właśnie niepowtarzalnego smaku, którego dotąd bezskutecznie szukałem.

Dla takich jak ja miłośników bakłażanów podaję przepis:

Vinetta

  • duży bakłażan
  • 1 cebula
  • 4-5 ząbków czosnku
  • łyżeczka cukru
  • sok z połówki cytryny
  • 2 łyżeczki majonezu
  • sól, pieprz

Bakłażana upiec, obrać ze skóry (w przypadku pieczenia w piecyku opiec nad ogniem obraną jarzynę), w międzyczasie na małym ogniu zeszklić cebulę i czosnek w oliwie (można też dodać je na surowo wraz z oliwą, trzeba ich wtedy mniej), wszystko wymieszać siekając uprzednio bakłażany, ewentualnie zmiksować. Podawać rozsmarowane na grzance.