gyros po węgiersku

Na wakacjach odwiedziła na kilka dni nasza chrześniaczka. Lubi gyros, więc któregoś dnia pojechaliśmy do Tokaju zjeść sobie właśnie gyrosa na obiad.

Zdecydowaliśmy się na mały bar na początku głównej ulicy. Wyglądał nawet nieźle, na murze jakieś zachęcające malunki, wchodzimy. Zamawiam jedzenie, gyros dla wszystkich poza Śliwką, która decyduje się na lángosa. Nie widzę klasycznego instrumentu to pieczenia mięsa do gyrosa, pytam gdzie jest. Nie ma, dowiaduję się. Pani wysypuje z worka na patelnię małe kawałki piersi kurczaka. Niemieckie, wstępnie podsmażone, moim zdaniem smaczne, wyjaśnia.

Parę innych składników też zostało nieco zmodyfikowane. Zamiast pity bułka mleczka, z tych, co się świetnie macza w kakao na śniadanie. Kapusta zamiast sałaty. Śmietana zamiast sosu czosnkowego. Sosu ostrego, albo jego jakiegoś odpowiednika, w ogóle nie ma. Całość dość mdława.

Tokaj leży na północ Węgier. O ile pamiętam Turcy okupujący Węgry nigdy tam nie dotarli. Odczuwamy to do dziś:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s