bezdomny godny zaufania

Niemal codziennie przechodzę lub przejeżdżam na rowerze przed pocztą na ulicy Bajcsy-Zsilinskyego. Przed pocztą facet sprzedający gazetę bezdomnych oraz (już nie) darmowe egzemplarze Metra. Z facetam znamy z widzenia i mówimy sobie dzień dobry. Co jakiś czas nieco go wspomagam finansowo.

Niedawno wchodzę na pocztę i przypinam rower do barierki. Bezdomny znajomy mówi "pan zostawi, będę na niego uważał". Z uśmiechem dziękuję, rower przypięty i już pędzę po schodach.

Wczoraj jednak przyjeżdżam przed pocztę i uświadamiam sobie, że kłódki nie mam: przypiąłem nią rower Chłopaka przed pływalnią gdy odprowadziłem go na półkolonie pływackie na wyspie Małgorzaty. Sekunda zastanowienia i pytam bezdomnego czy nie miałby oka na mój rower podczas gdy załatwiam sprawy na poczcie. "Nie ma sprawy".

Wchodzę na pocztę z pewnym poczuciem niepewności i bardziej niż zwykle denerwuję się na wolne tempo przesuwania się kolejki. Wychodzę – rower na miejscu. Bezdomny dostał 100 z podziękowaniem a ja dostałem do myślenia na temat więzi międzyludzkich, zaufania, itp.