budha beach

O Budha Beach (ciekawostka: Węgrzy wymawiają "h" w słowie Budha czyli jest to "bud-ha") usłyszałem z okazji tutejszej parady gejowskiej. Zakończyła się ona właśnie tam. Miała być beztroska zabawa zamiast tego doszło do napadów na opuszczających miejsce gejów. Dwóch ludzi, o ile pamiętam, wylądowało w szpitalu. 

W sobotę wybraliśmy się tam ze Śliwką. Nie po to żeby złożyć hołd bohaterskiej obronie narodowego charakteru kraju przez skinów ale żeby obejrzeć sobie to miejsce. Budha Beach to jeden z letnich ogródków, których, co roku w innej konstelacji, otwiera się tu cała masa. Jak pisałem kiedyś, mimo swego krótkiego na ogół żywota, są one niezwykle popularne dzięki improwizowanemu charakterowi i zrelaksowanej atmosferze. 

Budha Beach leży nad Dunajem między mostami Szabadság i Petőfiego po stronie Pestu. Mieści się na terenie starych magazynów i rozciąga się stamtąd piękny widok na rzekę oraz Budę, który można podziwiać z budek ustawionych na brzegu. Czyli niby wszystko jest co trzeba a jednak miejsce się nam zdecydowanie nie spodobało. 

Po pierwsze, jest tam drogo. Po drugie, do tych i tak wysokich cen sami doliczają sobie 10%-towy napiwek, co jest praktyką na Węgrzech bardzo rzadką, tym bardziej, że napiwek jest spory. Po trzecie, gdy już zapłaciwszy wysoki rachunek wraz z wliczonym sporym napiwkiem chcieliśmy usiąść sobie na tarasie podeszła do nas miła panienka o powiedziała, że taras jest dla VIPów. Acha, odparłem, my po prostu nie jesteśmy dość ważni. No nie, kretyńsko starała się ratować sytuację, to dla gości o wysokiej konsumpcji. Czegoś takiego jeszcze tu nie widziałem.

Pociechy tyle, że miejsce mimo, że był to sobotni wieczór, świeciło pustkami. Niech i tak zostanie.

Reklama