na „ty” po węgiersku i po polsku

Niedawno byłem na ogrodowym party. Towarzystwo inteligenckie, jemy, pijemy, rozmawiamy. Wszyscy poniekąd automatycznie na ty niezależnie od wieku i stopnia znajomości. Rutynowo, zaraz po przedstawieniu się od razu żadnego "pan-pani".

Rozmawiam z pewnym znajomym, który w pewnym momencie przechodzi na polski. Nie zaskakuje mnie tym, bo wiedziałem, że zna ten język oraz Polskę, ale jestem zdziwiony, że choć dotąd po węgiersku byliśmy na te to teraz mówi do mnie pan. Protestuję i zaraz po polsku znów jesteśmy na ty ale całe to małe zdarzenie daje mi nieco do myślenia i zaczynam się zastanawiać jaka jest różnica w używaniu formy ty-te w obu językach.

Jak pamiętam, w polskim mówi się ty do dzieci i do osób, z którymi jesteśmy blisko. Także niekiedy, czego ogromnie nie lubię, osoby starsze mówią paternalistycznie ty do osób młodszych wiekiem oczekując przy tym pan-pani w odpowiedzi. Przechodzenie na ty wymaga zazwyczaj inicjatywy osoby starszej.

W węgierskim sytuacja jest z grubsza podobna, choć istnieją istotne różnice. Kiedy starsza osoba powie młodszej ty ta natychmiast może zacząć tak samo odpowiadać. Przy czym zwykle nie trzeba oddawać się analizie gramatycznej wypowiedzi partnera rozmowy, zwykle początkowe szia czy też nieco bardziej formalne szervusz (obydwa odpowiedniki cześć) wystarczają jako zaproszenie do bycia na ty. W stosunku do osób w tym samym wieku, także jeśli jest to ktoś akurat napotkany na ulicy czy też ekspedientka w sklepie), można bez zbędnych formalności rzucać szia i od razu być na ty.

Ciekawostką jest, że tak jak w języku polskich reklam panuje ty tak na Węgrzech jest to formalne Őn. Wyjątkiem jest egalistyczna Ikea, która jako jedyna w kraju zwraca się w reklamach do swoich klientów na ty.

Mój węgierski znajomy musiał być świadom tych różnic zmieniając formę przy przejściu z języka na język.

***

Przy okazji, skąd taki znajomy, który mówi po polsku. Nie jest on jedyny, w latach osiemdziesiątych sporo inteligencji węgierskiej uczyło się polskiego pod wpływem fascynacji Polską. Do dziś się na takich ludzi co jakiś czas natykam.

Niedawno przypomniało mi o tym zjawisku następujące zdarzenie. Spotkałem się akurat na kawie z Bernadettą, autorką najlepszego dotąd wpisu na moim blogu. Kawa była naszym pierwszym kontaktem w realu bo dotąd komunikowaliśmy się tylko przez e-mail i nawet trochę podejrzewałem, że Bernadetta to naprawdę autor książki, o której tak ładnie napisała, kreujący tę mistyfikację w celu zaaranżowania bezpłatnej reklamy. Gadamy sobie o tym o owym i jakoś zgadaliśmy się na temat pewnej książki z fotografiami Budapesztu. Nie pamiętałem tytułu więc zaproponowałem, żebyśmy przeszli do pobliskiej księgarni, gdzie powinna ona być. Spytałem o nią prowadzącą księgarnię, która słysząc jak mówimy po polsku sama zaczęła do nas mówić w tym języku. Jak ustaliliśmy chodziło mi o książkę Bruno Bourela Fényrajzok – Budapest – Impressions et Lumieres (polecam wszystkim przy okazji). Książka była, Bernadetta ją obejrzała a może nawet i kiedyś kupi. Jeśli tak, to podejrzewam, że w tej właśnie księgarni.

gokarty

Kiedy Chłopak poszedł do szkoły musiał dogonić resztę klasy i nauczyć się pisanych liter. Żeby mu pomóc motywacyjnie obiecałem mu, że jak już będzie potrafił napisać wszystkie litery pójdziemy na gokarty. Chłopak pisać się pięknie nauczył, słowo się rzekło, kobyłka u płota – jedziemy.

Zdecydowaliśmy się na Mogyoród bo tam na gokartach jeździć mogą nawet sześciolatki. Gdy przyjechaliśmy okazało się, że biznes otwiera się dopiero w południe i musimy poczekać, za to byliśmy pierwsi. Chłopak dostał maskę i gigantyczny jak niego hełm, siedzenie wypchali mu styropianem, żeby dosięgał pedałów i jazda! Poszło mu lepiej niż wszyscy, włączając w to i jego, jak nam potem powiedział. Raz tylko wjechał w ścianę a i to lekko. Jeździł dwa razy po siedem minut, za drugim razem już ze średnią prędkością około 40 km/h. Dumny z siebie i ogromnie szczęśliwy.

Mogyoród wydaje się być miejscowością żyjącą wokół wyścigów. To tam właśnie znajduje się węgierski tor formuły 1 (wyścig jest w sierpniu), tam są dwa tory gokartowe, widziałem też teren do jazdy quadami. Gdy wyjeżdzaliśmy słyszałem dochodzący skądś ryk silników. Raj dla fanów szybkości. A wszystko to jakieś piętnaście kilometrów od Budapesztu.