„Szabadág, szerelem” – „Wolność, miłość”, film Andrew Vajny

Na film Andrew Vajny o 1956 pt. Szabadág, szerelem (Wolność, miłość) wybieraliśmy się zanim jeszcze zaczęto pokazywać go w kinach. Słyszeli o nim wszyscy i to właśnie tak, jako o filmie Vajny, który był jego producentem a nie reżyserem (reżyserka – Kriszta Goda – pozostaje aż do dziś w jego cieniu). Kręcono go w całym Budapeszcie, także w naszej dzielnicy, czego raz byłem świadkiem.

Pierwszy raz mieliśmy iść na niego 23 października, w samą rocznicę wydarzeń i to do kina Corvin, które w 1956 roku było jednym z powstańczych bastionów. Pomysł świetny, ale plany pokrzyżowały nam zamieszki. Dzwoniłem do co jakiś czas do kina z pytaniem, czy jest otwarte i wciąż mówili, że tak, tyle, że wejście jest z boku. Później jednak zamieszki przeniosły się na ulice położone niedaleko od nas i z kina zrezygnowaliśmy. Lepiej nam poszło w ostatnią sobotę.

Film działa. Widownia ogląda go w milczeniu, w milczeniu też wychodzi. Mimo pewnych jego niedostatków, o czym zaraz, widz, który widział w przeciągu ostatnich kilku lat parę węgierskich filmów, oddycha z ulgą uświadomiwszy sobie, że ma do czynienia ze sprawnie zrobionym utworem. Historia trzyma się kupy, akcja biegnie w miarę wartko, nie ma dłużyzn (film ma mniej, niż dwie godziny), sceny batalistyczne da się oglądać. I to już, niestety, dużo jak na film węgierski.

Film wyraźnie zrobiony jest dla niewęgierskiej widowni. Czuje się, że założono, że widzowie tyle będą wiedzieli o 1956 ile im się w tym filmie opowie, wyraźny jest wysiłek, żeby opowiedzieć "wszystko", przynajmniej na płaszczyźnie historycznej. Tu jednak, co trzeba filmowi oddać, mimo pewnego dokumentalizmu uniknięto wiele kliszy 56tego roku.

Z pozostałych dwóch wątków filmu, miłości i sportu, ten ostatni jest zdecydowanie ciekawszy. Miłość trąci bowiem banałem i niewiele tu pomaga pokazanie przez ułamek sekundy sutka głównej bohaterski, jednej z seksbomb klasy A kina węgierskiego (gra zresztą fatalnie). Dla węgierskiego widza oznajomionego z historią 1956 roku oraz znającego lepsze filmy o miłości, to właśnie sport jest chyba najbardziej zajmujący.

Film zaczyna się i kończy meczem piłki wodnej granym przez reprezentacj Węgier i ZSRR. Mecze ilustrują przemianę Węgrów od niezdolnych, z powodów zewnętrznych ale i wewnętrznych, do zwycięstwa nad Sowietami aż po brawurowo wałczącą – i zwyciężającą, poniekąd w imieniu poniżanego właśnie kraju, drużynę mistrzów olimpijskich z Melbourne. Wyrażenie "reprezentacja narodowa" nigdy nie miało chyba głębszego znaczenia.

Sądzę, że film będzie pokazywany w Polsce. Warto go, mimo wszystko, zobaczyć. Ma on szanse zdominować na jakiś czas obraz tego powstania, ważny jest.