krzepię przyjaźń polsko-węgierską

Polakom na Węgrzech nie żyje się źle. Jak tylko Węgrzy się dowiedzą z kim mają do czynienia zaraz zaczynają się rozrzewniające wspominki jak to wspaniale czuli się w Polsce, jak bardzo lubią Polaków. Niezwykła rzecz, taka namacalnie odczuwalna przyjaźń między narodami.

János, mój kolega z pracy obsługujący podziemny garaż, nie jest tu wyjątkiem. W 1989, gdy zakładał niezależne związki zawodowe na Węgrzech, pojechał z delegacją do Polski, gdzie, jak często mi wylicza, spotkał się z Mazowieckim, Geremkiem, Michnikiem, Bujakiem, i innymi. Byli też w Częstochowie u, jak to mówi, Czarnej Madonny. Wspominał też parokrotnie, że w 1989 był tutaj solidarnościowy kolejarz z Siedlec, który taaaaaką mowę wygłosił pod pomnikiem Bema 23 października. Nieźle byłoby, mówił, zaprosić go na rocznicę powstania 1956 roku. Chętnie pomogę, zadeklarowałem, i w internecie wyszukałem najpierw odpowiednią strukturę Solidarności a potem, przez nich, znajomego Jánosa. Napisałem, w imieniu Jánosa, list do niego zapraszając go na tutejsze obchody. Odpowiedział, poprzez syna, który najwyraźniej lepiej sobie radził z internetem, że bardzo chętnie by przyjechał i faktycznie w niedzielę poprzedzającą rocznicę się tutaj rannym pociągiem pojawił.

János poprosił mnie o pomoc z tłumaczeniem więc razem wyszliśmy na dworzec go powitać. W południe poszliśmy też na obiad, na który gościa zaprosił przewodniczący jednego z większych tutejszych związków zawodowych, kolega Jánosa. W 1989 nasz gość pomagał zakładać pierwszy węgierski niezależny związek kolejarski, któremu przewodził obecny przewodniczący i za co do dziś żywi mu wdzięczność.

Gość okazał się być gorącym zwolennikiem PiSu i gdy tylko rozmowy zeszła na Polskę popluwał a to na Tuska a to na Geremka & Michnika a to znów na prasę i ośrodki badania opinii publicznej, więc gdyby był dziewczyną to bym się w nim na pewno nie zakochał. Rutynowo (mam wprawę ze spotkań rodzinnych) nie reagowałem umiejętnie kierując rozmowę ku innym tematom i obiad upłynął nam gładko i miło. Po obiedzie pożegnaliśmy się i na tym w zasadzie sprawa się dla mnie zakończyła bo więcej się już nie zobaczyliśmy.

Odnotowuję jednak ten mikroskopijny element kontaktów polsko-węgierskich oraz obchodów 1956 roku z paru powodów. Po pierwsze, bo to autentyczny przykład więzi między Polską a Węgrami. János nie miał żadnych kontaktów z naszym gościem przez siedemnaście lat i mimo tego chciał go odszukać a potem zaprosił go tutaj prywatnie. Po drugie, bo mimo oczywistej różnokierunkowej zmiany politycznych zapatrywań wśród uczestników obiadu potrafili oni razem usiąść do stołu i wspólnie spędzić czas. Po trzecie, bo po tylu latach potrafią pamiętać o sobie i okazać sobie życzliwość czy wdzięczność. Przewodniczący związkowy, obecnie wielka szyszka, mógł sobie, są na to przykłady, odpuścić nieważnego obecnie polskiego związkowca, który żyje głównie przeszłością. Piszę o tym wszystkim z pewnym opóźnieniem tak, żeby wiadmości o zamieszkach nie przesłoniły tego, według mnie, ważnego epizodu. Chcę takie rzeczy zauważać.