winobranie

Weekend spędziliśmy z Chłopakiem nad Balatonem w Badacsony. Sliwka została w Budapeszcie bo akurat miała dyżur czego bardzo żałowaliśmy. Nasza znajoma jeszcze z Londynu (choć Węgierka) ma tam dom na zboczu góry i niedużą winnicę. Co jesień organizuje winobranie, na które zaprasza swoich znajomych.

Winobranie to chyba praca rolnicza, na którą można bez obciachu zaprosić znajomych z miasta a ci z przyjemnością przyjadą. Drugą taką świąteczną okazją jest tutaj świniobicie, ale to już nie wszyscy lubią.

Do Badacsony pojechaliśmy już w piątek wieczorem tak, żeby na miejscu pojawić się rano. Przespaliśmy się w jakimś niegrzanym pensjonacie i po śniadaniu szybko wjechaliśmy na górę. Zdążyliśmy na końcówkę śniadania z nieodłączną przy takich okazjach palinką. Po śniadaniu kto miał ochotę złapał wiadro i nożyce i zaczęła się praca.

Zaczyna się od górnych rzędów. Dwie osoby idą po dwóch stronach takiego rzędu obcinając po drodze kiście. Gdy napełni się wiadro krzyczy się "puttonyos!" i pojawia się puttonyos czyli silny na ogół facet w cynkowanym pojemnikiem na winogrona na plecach. Gdy pojemnik (puttony) mu się napełni zanosi plon do maszyny oddzielającej grona od gałązki. Uzyskaną tak masę ładuję się potem do prasy, gdzie wyciska się moszcz. Dociskanie prasy po jednorazowym załadowaniu odbywa się stopniowo, bez pośpiechu, przez jakieś dwie godziny po czym wyrzuca się wytłoczyny i proces zaczyna się od nowa.

Pracowaliśmy razem z Chłopakiem, który wykazał zastanawiająco dużo wytrwałości i dużo czasu potrzeba było, zanim mu się znudziło i poszedł się bawić z innymi dziećmi. Pracę przerwaliśmy tylko po pojawieniu się świeżych pogácsy oraz gdy odwołano nas w celu przyniesienia – w sześciu chłopa – dużej dębowej kadzi od sąsiada (za każdym razem gdy się do niego szło, żeby coś przynieść albo odnieść częstował nas miło swoim winem).

Do obiadu praca przy winoroślach była skończona i pozostało tylko tłoczenie moszczu, co wymagało już mniejszej ilości osób. Po obiedzie zaczęła się więc piłka nożna. Graliśmy kto żyw, chłopaki i dziewczyny, pięciolatki i siwiejące czterdziestolatki, płaczliwe dzieci i cierpliwi rodzice.

Następnego dnia szaleństwo piłkarskie trwało dalej. Seria meczy zakończyła się wczesnym popołudniem, kiedy ruszyliśmy wleźć na punkt widokowy na górze badacsońskiej. Wieża widokowa stojąca tam rozczarowała mnie: nawet po wejściu na sam szczyt zamiast Balatonu widziało się czubki drzew.

Po drodze udało mię zrobić zdjęcie żaglówki na jeziorze. Technikę wymyślił Chłopak: do aparatu przykłada się lornetkę i zdjęcie gotowe. Jak wychodzi można ocenić samemu.

***

Znajoma, która ma tą winnicę jest prawniczką pracującą w dużej amerykańskiej kancelarii w Londynie. Jej mężem jest Amerykanin i tak zawsze wokół nich jest dość międzynarodowo. Tym razem, poza mną, pojawił się Hans-Peter, z matki Dunki i ojca Niemca. Przyjechał w towarzystwie swojej serdecznej koleżanki Węgierki, która była z swoją przemiłą córeczką z ojca Niemca. Ponadto był też arabsko-węgierski kolega Chłopaka.

Hansa-Petera zagadałem. Okazuje się, że dla swojej kobiety przenosi się na Węgry i w styczniu chce nawet ukończyć intensywny kurs węgierskiego. Omówiliśmy problemy łączące się z nauką tego niełatwego przecież języka.

Później dowiedziałem się, że Hans-Peter był mną oczarowany. "Sam zaczął ze mną rozmowę", relacjonował komuś przejęty, "Węgrzy tego nigdy nie robią ale tak, ten to Polak".

Żenujące. Naprawdę jestem taki wspaniały? Oczywiście, że nie. To nie ja jestem jednak interesujący w tej historyjce. Kolejny raz już słyszę jak ktoś narzeka na dystans jaki Węgrzy utrzymują między sobą a cudzoziemcami. Są uprzejmi, dadzą się zaprosić ale sami już nie bardzo cudzoziemców zapraszają do siebie. Znam profesora Polaka, który od lat przyjeżdza tutaj wykładać na jednym z uniwersytetów i wszyscy go znają, pomimo tego do domu zaprosił go tylko jeden kolega (napisali razem książkę) i to tylko raz. Miejscowi i obcojęzyczni często organizują sobie osobne balangi. Cudzoziemiec ma wokół siebie szkło. Wyjątkiem są tacy jak ja, którzy mają węgierskich małżonków albo nauczyli się po węgiersku.

Może i Hans-Peter kiedyś się wtopi. Niewiele to jednak zmieni cały problem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s