plac Kossutha dziś rano

W prasie (polskiej) czytam, że węgierskie protesty dały inspirację do obecnej demonstracji pod sejmem. Ładnie, dotąd raczej odwrotnie bywało. Protestującym pod sejmem dedykuję te parę zdjęć z komentarzem zrobione dziś na placu Kossutha. Niech zobaczą jak się to robi/nie robi bo nie jestem pewny, czy tutejsze wydarzenia mogą być uznane za model.

Koło dziewiątej plac był pustawy. Mieszkańcy rozstawionych namiotów budzili się dopiero, kręcili się porządkowi, działała za to już kuchnia. Uderzała ilość zrobionych ręcznie plakatów, ulotek i transparentów, pokryty jest nimi płot wokół parlamentu i szereg innych miejsc na placu.

Teksty zagrzewają do walki, widoczny częściowo na prawo napis "ne menjétek haza!" oznacza "nie idźcie do domu!"

Na pomniku wezwanie "rendszerváltást!" czyli "zmiany systemu!"

Widać, że protestujących bardzo wzburzyło wyrażenie Gyurcsánya "kurva ország", co oznacza "kurewski kraj". Ten transparent głosi: "Węgry nie są dla nas kurwą ale Ferenc Gyurcsány to moralna, gospodarcza i polityczna prostytutka pozbawiona jakichkolwiek zahamowań! A kto go popiera jest alfonsem!" Więcej plakatów nawiązuje do tego wyrażenia.

Informacja rozchodzi się też w formie ulotek. To, co dał mi ten człowiek było wezwaniem stowarzyszenia ofiar mafii mieszkaniowej.

Media, za wyjątkiem Hir TV, która na żywo relacjonowała zamieszki pod telewizją, nie cieszą się popularnością. Powyższy plakat jest imitacją gazetki ściennej z lat pięćcdziesiątych: "znakomici pracownicy mediów, z których jesteśmy dumni". Komentarze dodawane są ręcznie.

Poza Hir TV na placu popularny jest dziennikarz CNN Nic Robertson, który podczas wywiadu z Gyurcsányem jak żaden inny dziennikarz przyciśnął wygadanego premiera – ku wielkiej uciesze tutejszej publiki.

Sprzątanie. Niegdyś zielona trwa jest zupełnie stratowana, nie ma pryszniców, ża mało jest toalet, stan higieny jest fatalny. Miasto jednak stara się chociaż zagrabić trochę teren.

Kuchnia polowa, "jedzenie jest prezentem od rolników" głosi napis. O kucharzu pisała dzisiejsza Rzeczpospolita. W kolejce po jedzenie nie brak okolicznych bezdomnych.

Namiot modlitwy z pobożnym skinheadem.

Skromne miasteczko namiotowe. To nie Kijów ani nawet Mińsk.

Trumna dla rządu Gyurcsánya. Napis "dla was nie będzie zmartwychwstania" nawiązuje do popularnego na Węgrzech zwyczaju umieszczania napisu "Zmartwychwstaniemy" na bramach cmentarnych.