Ilona zaprasza mnie na obiad

Jakieś półtora roku temu pojawiła się u nas nowa koleżanka do pracy w administracji. Najpierw przyszedł e-mail informujący nas o tym: Ilona, dowiedzieliśmy się, jest upośledzona i do pracy u nas przygotuje ją asystentka z fundacji Salva Vita starająca się pomagać mentalnie upośledzonym ludziom włączać się w życie społeczne i zdobywać pracę. Wkrótce zobaczyłem je obie. Ilona stała plecami do kuchni a asystentka pytała ję: Ilona, gdzie jest ksero? Ilona: tam? (pokazuje na prawo) Nie! -Tam? (pokazuje na lewo?) Nie! -Tam? (pokazuje przed siebie) Nie! Za tobą! – mówi asystentka i się śmieje.

Ilona pracuje cztery godziny dziennie i odpowiada za to, żeby w kuchni na każdym piętrze była kawa, herbata, cukier itd., zmywa oraz podlewa kwiaty. To są przynajmniej te rzeczy, które widzę. Z Iloną widujemy się w zasadzie codziennie. Kiedy robię sobie sałatkę w kuchni koło południa przychodzi sprawdzić czy w naszej kuchni niczego nie brakuje. Zawsze czeka aż skończę, mimo, że w zasadzie mogłaby robić swoje, nie przeszkadzalibyśmy sobie. Czasami mówi, że to bardzo zdrowo tak jeść sałatkę aż, jak to niekiedy robię, spytałem ją czy nie miałaby ochoty ze mną kiedyś takiej sałatkina obiad zjeść. Początkowo odmówiła ale potem przyszła, że owszem. Umówiliśmy się na jakiś wtorek. Wiele razy zaglądała potwierdzić naszą umowę.

Postarałem się. W sałatce były nie tylko pomidory, ogórki, papryki i sałata ale także oliwki i prażone pestki słonecznika. Ilona pojawiła się przejęta przed czasem. Okazało się, że już zjadła obiad, moja sałatka miała być na bis. Wszystko uszykowałem w moim pokoju, zaczęliśmy jeść. Ilona mało mówiła, zdecydowanie nie była stroną inicjującą w rozmowie, ale i tak dowiedziałem się paru ciekawych rzeczy.

Ilona mieszka z chłopakiem, który pracuje w Tesco pod Budapesztem. Żyje w miarę samodzielnie – przedtem pracowała już w jakimś przedszkolu – choć dużo rzeczy robi razem z matką. Jeździ na przykład z nią na narty. Na wakacje wybierała się na tydzień nad Balaton. Spytałem gdzie mieszka, podała nazwę ulicy. "To jest Buda, a może Pest, nie mogę zapamiętać", dodała.

Pod koniec powiedziała, że mnie też zaprosi na kiedyś obiad. Dała mi numer komórki, żebyśmy mogli się skontaktować. Niedawno pojawiła się z pytaniem, kiedy idziemy jeść. Umówiliśmy się, znów przyszła przed czasem. Zabrała mnie do pobliskiej stołówki uniwersyteckiej. Okazało się, że ten obiad na tyle nadwyrężył jej finanse, że do końca tygodnia pieniędzy zostało jej tylko na jedzenie, powiedziała mi o tym sama. Po obiedzie zaprosiłem ją więc na na kawę, poszła chętnie.

Znowu taka antyhistoryjka, w której nic się nie dzieje, ale która zrobiła na mnie spore wrażenie. To niesamowite dla mnie jak pełnym, w miarę możliwości, życiem żyje Ilona. Ma pracę i cały dzień jest między ludźmi, zarabia swoje pieniądze, mieszka z chłopakiem, jeździ na nartach. Przecież jeszcze dwadzieścia lat temu w najlepszym wypadku pracowałaby pewnie w zakładzie produkującym szczotki. Jakie to wszystko ciekawe.