legalne 49%

W weekend u brata śliwki. Ma domek niedaleko Szolnoku, pojechaliśmy tam z Chłopakiem w odwiedziny, miało być spanie w namiocie w ogrodzie (nie było z powodu apokaliptycznej ulewy) i gotowanie w kociołku (było – znakomity gulasz z koguta).

Na powitanie brat zabrał nas do piwnicy sąsiada, gdzie trzyma palinkę. Gruszkówka. Gdy się jej napiłem poczułem lekki przeciąg na styku gardła i płuc. Coś jest nie tak, pomyślałem, i miałem rację: napój miał 49%. Jednak wyczuwa się każdy procent odchylenia od standartowych 45%.

Historyjka nie warta wspomnienia gdyby nie fakt, że palinka była domowa a mimo to legalna. Na Węgrzech można zabrać swoje (sfermentowane) owoce do gorzelni, żeby zrobili z tego palinkę. Na własny użytek, co prawda, ale mimo wszystko. Takie legalne bimbrownie. Brat śliwki z możliwości korzysta.

Łatwość dostępu do alkoholu na Węgrzech mnie nieustannie zadziwia. Kiedy przyjechałem nie mogłem przywyknąć do faktu, że alkohol różnego rodzaju można tu dostać wszędzie i o każdej porze dnia i nocy. Na głównej ulicy drewniane budy sprzedające głównie alkohol – i nic. Nie ma wokół nich tłumu, do którego przywykłem koło sklepu nocnego na Grójeckiej w Warszawie. Pod domami nie leżą pijacy.

I tak to tu jest. Alkoholu ile chcesz – dodajmy, że w połowie kraju ludzie albo mają swoje wino albo w każdej chwili mogą je kupić w butelce po wodzie mineralnej od sąsiada – a pijaństwa mimo, że z pewnością jest to jednak mniej niż w dużo bardziej pustynnej Polsce. Jak to robią – nie wiem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s