noc na wybrzeżu Rzymskim


W celu rozwinięcia językowego Chłopaka często tłumaczę, jeśli się tylko da, nazwy ulic i miejsc w Budapeszcie. Jedną z takich nazw jest Római part, czyli, w moim tłumaczeniu, właśnie wybrzeże Rzymskie. Nazwa pochodzi zapewne od leżącego niedaleko Aquincum, dawnej osady rzymskiej.


Jak już kiedyś pisałem, na wybrzeżu Rzymskim w tym roku wynajmujemy wspólnie z paroma znajomymi kabinę w ośrodku wypoczynkowym. Chodzi o to, żeby w weekendy mieć gdzie pójść z poczuciem, że jest się "za miastem". W poprzedni weekend postanowliśmy wykorzystać naszą mikrodaczę i poszedłem z Chłopakiem spać tam z soboty na niedzielę. Śliwkę zostawiliśmy w domu bo następnego dnia rano szła do pracy.

Mimo tego, że kabinę wcześniej wysprzątaliśmy i odmalowaliśmy po powodzi (woda stała na jakieś trzydzieści centymetrów) w środku utrzymuje się wilgoć. Materace zalatywały lekko stęchlizną, na ścianach pojawił się nalot pleśni. (Niby nas ta powódź tylko musnęła ale czujemy ją do dziś, pomyślałem sobie, co z ludźmi, gdzie sytuacja była poważniejsza.)

Nie przejęliśmy się jednak problem zanadto, przygotowaliśmy sobie spanie a przed położeniem jeszcze poszliśmy na spacer nad Dunaj. Chłopak zgłodniał ale udało się nam znaleźć jeszcze jakiś bufet, który o dziesiątej wieczorem zaserwował nam smażoną rybę. Mimo dudniącej niedaleko dyskoteki zasnęliśmy szybko i spaliśmy głęboko. Rano kolejny spacer nad wodą a potem wróciliśmy do domu. Chłopakowi niezwykle się to wszystko podobało.

Dziwne miejsce to wybrzeże Rzymskie. Sprawia wrażenie jakby czas opóźniony był tam o jakieś dziesięć lat. Pełno jest zachowanych pozostałości socjalizmu, jak choćby nasz ośrodek wypoczynkowy czy też oskurne wypożyczalnie sprzętu wodnego prowadzone przez nieogolonych facetów w podkoszulkach zalatujących tanim winem już od samego rana. Popadające w ruinę leżące tu i ówdzie budynki tylko wzmacniają te wrażenie. Z drugiej strony szereg dyskotek i bufetów przywodzi na myśl prymitywny rozmach szybkich inwestycji z początku lat dziewięćdziesiątych.

W sumie więc trochę zapyziała prowincja na skraju wielkiego miasta. Miejsce mimo tego pełne wielkiego uroku. Woda, przepływające statki, kajakarze, smażalnie ryb (morskich) i ścieżka rowerowa, a wszystko to pół godziny od domu, mają dla mnie sporą atrakcję. Mam nadzieję, że nieuchronne zmiany akurat tego nie zmienią.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s