grają dzieciom

Nasza asystentka przychodzi do mnie pewnego dnia, że chciałaby wcześniej wyjść. Czemu? Dziecko kończy przedszkole i będzie koncert. A jaki zespół? Czy przypadkiem nie Kolompos? Tak, właśnie oni. Uśmiechnąłem się. Kolompos miał grać w przedszkolu Chłopaka dwa dni później (zrzutka po 500 forintów od dziecka). Z tego żyją, że chodzą od przdszkola do przedszkola i występują. W weekendy domy kultury.

Kolompos to jeden z szeregu zespołów nastawionych tutaj na dzieci. Jest ich sporo i są dobre, lepsze niż cokolwiek co pamiętam z Polski. Najczęściej grają muzykę o ludowych korzeniach. Nie niesie ona z sobą posmaku muzealnego folkloru bo w latach osiemdziesiątych bardzo spopularyzował ją i ożywił ruch domów tańca. Dzisiaj kojarzy się bardziej z sympatycznym młodym człowiekiem z brodą niż z piskliwą babcią w ludowej kiecce.

Muzyka dla dzieci jest w większości przypadków ludowa ale nie trzyma się przy tym kurczowo kanonu. Zachowując brzmienie ludowe zespoły grają nowe utwory albo czasem klasyki dziecięce uzyskujące w ich wykonaniu nieznaną dotąd szlachetność. Kolompos jest niezły ale dalece nie jest najlepszym z nich. Na głowę bije ich legendarna Kaláka czy utworzony na Słowacji elektryzujący Ghymes. Grający w Kaláce ale też występujący osobno bracia Gryllus są dobrzy ale nie tak jak ich macierzysta grupa.

Osobną jednosobową kategorię stanowi Judit Halász. Od lat śpiewa piosenki dla dzieci muzycznie oparte raczej o muzykę rockową czy też pop. Pracuje ze świetnymi muzykami jak János Bródy, jeden z twórców węgierskiego beatu. Za teksty często bierze wiersze dobrych poetów. Jej wykonanie mruczanki Kubusia Puchatka zna cały kraj. Twórczość Judki Halász, bo tak ją wszyscy nazywają, nie jest cukrowata, infantylna czy sztucznie beztroska. Język jej tesktów jest bogaty i świeży, one same – niebanalne. Wśród jej piosenek jest, między innymi, piosenka o śmierci dziadka.

Nic dziwnego zatem, że dzieci doceniają tę dla nich tworzoną muzykę. Koncerty zespołów grających dla dzieci są pełne, ich piosenki znają młodzi i starzy, wszyscy mają ich płyty. Koncerty to nie siedzenie na kolanach u mamy ale szaleństwo kojarzące się raczej z koncertami rockowymi dla nastolatków. Dla ilustracji dwa kawałki utworów Ghymesu Kiskacsa fürdik fekete tóban oraz Igy kell járni.

Zazdroszczę Chłopakowi. Za mojej młodości nie miałem takiej muzyki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s