„czy powierzyłbyś swoje dziecko Zydowi?”

Czy chciałbyś, żeby twoim sąsiadem był Rumun? Czy homoseksualista mógłby być nauczycielem twoich dzieci? Czy miałbyś coś przeciwko temu, żeby twoja córka wyszła za Murzyna? Takie pytania zwykle zadaje się w ankietach w ramach badań nad stosunkiem społeczeństwa do innych. Pytania hipotetyczne, porusz wyobraźnią troszkę i odpowiedz.

Dzisiaj się trochę wewnętrznie roześmiałem, kiedy mi te pytania przyszły do głowy. Rano mianowicie poszliśmy z Chłopakiem na test psychologiczny przeprowadzany przez faceta w jarmułce. "Czy powierzyłbyś swoje dziecko Zydowi?" O tak, już to nawet zrobiłem.

A było to tak. W przedszkolu powiedzieli, że Chłopak mało się bawi z innymi dziećmi. Zabraliśmy go do dzielnicowego ośrodka wychowawczego, gdzie nieco egzaltowana ale bardzo miła pani psycholog (jakoś nie lubię słowa psycholożka) porobiła z nim trochę różnych testów ale że nie czuła się całkiem pewnie co do niego powiedziała nam, żebyśmy zabrali Chłopaka do pana Krisztiána, właśnie tego faceta w jarmułce.

Pan Krisztián pracuje w żydowskiej szkole społecznej na ulicy Wesselényiego. Wchodzisz a na korytarzu dwóch rabinów ze zwojami, chyba tory, nad czymś dyskutuje zawzięcie, z sali dobiega śpiew kantora a na ubikakcji napis po hebrajsku. Wszyscy mężczyźni i chłopcy w jarmułkach, pan Krisztián też.

Jaki jest pan Krisztián poza jarmułką? Dobre pytanie. Ma coś między czterdziestoma a pięćdziesięciu lat, widać, że będąc młody był niezwykle przystojny, prawdopodobnie kobiety miękły na jego widok kolektywnie. Sposób wymowy ma nieco przesadny, może nawet afektowany, co jest pewnie ubocznym skutkiem zawodu: sporo zajmuje się dziećmi ucząc je wymowy. Ma znakomite podejście do dzieci. Z Chłopakiem zaraz znalazł wspólny język i całą godzinę przyjaźnie ze sobą przegadali nad testami. Czuje się, że ma też sporą wiedzę fachową. Rozmawiałem z nim potem przez telefon i mimo, że Chłopaka ledwie co poznał mnóstwo ciekawego miał na jego temat do powiedzenia na podstawie testów, które robili.

Tę całą multi-kulti idyllę psuł tylko moment wchodzenia do szkoły. Drzwi ze szkłem kuloodpornym, na portierni olbrzymi ochroniarz (pojęcia nie mam jak mu jarmułka nie zsuwa się z wygolonej na łyso głowy). Zabezpieczenia nie są całkiem hipotetyczne: parę lat temu na dyrektora szkoły w wejściu napadł nożem jakiś Arab.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s