„Srbija ot Tokija do Milwokija”


Mieliśmy pojechać z Serbskim koleżką oraz jego żoną do Nowego Sadu na zbliżający się długi weekend (Zielone Swiątki) ale nie pojedziemy. Koleżka mówi, że po referendum w Czarnogórze sytuacja jest napięta i ostatnio nawet poszturchali nieco
jego znajomych Anglików w Nowym Sadzie kiedy usłyszeli, że po angielsku mówią. Sądzę, że toczące się rozmowy o statusie Kosowa nie zmieniają sytuacji na lepsze.

Strasznie blisko są te Bałkany od Węgier. To, co tam się dzieje stale się tutaj odczuwa. A to uchodźcy, a to kupujący w sklepach przyjeżdzający tutaj swoimi rozklekotanymi autami z niesamowicie brzydkimi rejestracjami a to po prostu niemożność odwiedzenia miasta jakieś sto kilometrów od granicy. Tu wiadomości z prasy na temat tego rejonu przekładają się często na to czego się doświadcza w życiu codziennym.

W mieście nawet czasami widuje się grafiti po serbsku. Jak choćby to "Serbia of Tokio po Milwaukee", które niedawno sfotografowałem. Ostatnie miejsce do pielęgnowania mocarstwowych ambicji: mur na budapesztańskiej bocznej uliczce.